Sklepiki szkolne po rocznej diecie - jednak dają radę

- Nie mamy informacji, aby sklepiki szkolne zamykały się z powodu konieczności sprzedawania wyłącznie zdrowej żywności - mówi Edyta Poniatowska Zaremba, współtwórczyni projektu "Gdańsk jeMY Zdrowo". Niektóre przestały działać, ale powstały nowe. A te które działają, radzą sobie.

Sklepiki szkolne po rocznej diecie - jednak dają radę
A
A
data publikacji: 18 maja 2016 r.

Sklepik w szkole podstawowej im. św. Jana de La Salle’a w Gdańsku może mówić o sukcesie.
Sklepik w szkole podstawowej im. św. Jana de La Salle’a w Gdańsku może mówić o sukcesie.
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

- Naszym uczniom najbardziej brakuje lodów - mówi Anna Sarad, dyrektorka Szkoły Podstawowej im. św. Jana de La Salle’a w Gdańsku. - Pytają codziennie, czy i kiedy pojawią się w sklepiku. Jeśli pani prowadząca sklepik w naszej szkole wymyśli zdrowe lody, może... sorbety owocowe, to i lody będą.


Alarm sklepikowy na wyrost?

Sklepik w szkole podstawowej im. św. Jana de La Salle’a w Gdańsku był we wrześniu 2015 r. dobrze przygotowany na zmiany wymuszone nowelizacją ministerialnej Ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia (w myśl ustawy w szkolnych sklepikach,  szkolnych stołówkach, w przedszkolach, podstawówkach, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych - oprócz szkół dla dorosłych - może być tylko zdrowa żywność). Koniec z pączkami, drożdżówkami, słodkimi batonami, napojami, słonymi czipsami, ale też z kanapkami z białego chleba z przetworzoną wędliną. Za złamanie tych zasad prowadzącym sklepiki grozi kara od 1 tys. do 5 tys. zł.

- Sklepik bardzo dobrze prosperuje - zapewnia dyrektor Sarad. - Sprzedają się kanapki na pieczywie pełnoziarnistym, owoce, warzywa, koktajle. Dla nas we wrześniu nie było wielkiej zmiany, bo zdrowe żywienie w szkole wprowadzamy od lat. Dzieci się przyzwyczaiły, do sklepiku są kolejki, bo to wszystko jest też smaczne.

Czy sklepik przetrwa w jej szkole nie była pewna Elżbieta Grabowska, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku. Sprawdziliśmy, przetrwał  i ma się dobrze, warunki  określone przez ministra zdrowia nie okazały się zbyt trudne do spełnienia.

- Nie mamy takich informacji, że jakikolwiek sklepik w Gdańsku przestał działać konkretnie z powodu ministerialnej ustawy - mówi Edyta Poniatowska Zaremba z projektu "Gdańsk jeMY  Zdrowo". - Są takie, które przestały istnieć, ale powody są złożone. Ale też powstały nowe i nie przeszkodziły im w tym wymogi zdrowej żywności na półkach. Więc ten alarm na początku roku szkolnego, kiedy mówiło się, że wiele sklepików szkolnych nie przetrwa wymogów ustawy, chyba był trochę na wyrost.


“Biedroneczka” popularna i zdrowa

W Szkole Podstawowej nr 49 w Gdańsku sklepik szkolny przestał istnieć na początku roku szkolnego.  Ale uczniowie nie zostali bez sklepiku, dziś prowadzi go spółdzielnia uczniowska “Biedroneczka”. Uczniowie sprzedają w sklepiku, zamawiają towar, robią bilans finansowy.

- Rada rodziców pożyczyła nam trochę pieniędzy na rozruch - mówi Ewa Kasprowiak, bibliotekarka w SP 49 w Gdańsku i opiekunka spółdzielni uczniowskiej "Biedroneczka". - Zarząd spółdzielni ma 11 członków, to głównie uczniowie piątych klas. Sami zamawiamy towar, z internetu bo nie mamy transportu. Da się, to są batoniki z suszonych owoców, wafle bezcukrowe, czipsy z suszonych owoców bez soli i cukru. Jeśli chodzi o asortyment, mamy swoje porażki, ale mamy i sukcesy. Zwróciliśmy już dług radzie rodziców, sklepik jest czynny na każdej przerwie i cieszy się  popularnością.

- Widzimy zmianę w podejściu dzieci do diety, zdrowego żywienia - mówi Paulina Matelska, dietetyk z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, koordynator programu „6-10-14 dla Zdrowia”. - Te osiem miesięcy kupowania w sklepikach sprawiło, że uczniowie, na pewno też z braku wyboru, zaczęli kupować to, co  było, czyli zdrowe rzeczy. Okazało się, że to jest smaczne, że dobrze się po tym czują. Z naszej perspektywy to zmiana pozytywna. Kiedy wcześniej rozmawialiśmy o tym z rodzicami, byli sceptyczni. Uważali, że dzieciom to nie będzie smakowało, że będzie za drogo. Dziś są zadowoleni, widzą zmianę na korzyść.


Powrót drożdżówki. Na pewno tego chcemy?

- Pączków nie ma, drożdżówek też nie, słodkich batonów nie - mówi Małgorzata Bujalska, kierownik administracyjny w Zespole Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 6 w Gdańsku. - Owoce, warzywa, soki owocowe, woda mineralna, zdrowe kanapki, czipsy z buraków i marchewki. Da się, choć obawy były.

Edyta Poniatowska Zaremba uważa, że szkolne sklepiki w Gdańsku radzą sobie nieźle.

- A firmom produkującym suszone owoce, orzechy, ziarna wzrosły obroty - dodaje koordynatorka programu  "Gdańsk jeMY  Zdrowo".

Ministerstwo zdrowia chce złagodzić przepisy dotyczące żywienia w szkołach i asortymentu sklepików szkolnych. Ma już gotowy projekt rozporządzenia w tej sprawie, który bardziej promuje zdrową żywność, a nie zakazuje konkretnych produktów. Do sklepików ma wrócić też drożdżówka, ale zdrowsza.

- Jeśli wiemy, że co czwarte dziecko w Polsce między 11 a 14 rokiem życia ma nadwagę, to nie ma wątpliwości, że trzeba promować zdrową żywność w sklepikach - dodaje Edyta Poniatowska Zaremba. - I nie wracać do niezdrowych nawyków, skoro już tyle udało nam się zmienić.

Czytaj też - Sklepiki szkolne: zdrowo albo wcale?


Alicja Katarzyńska (0)
www.gdansk.pl
alicja.katarzynska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Alicja Katarzyńska (0)
www.gdansk.pl
alicja.katarzynska@gdansk.pl
więcej tekstów autora