Sensacja w Gdańsku. Lechia przegrywa z beniaminkiem z Nowego Sącza

Piłkarze Lechii zagrali fenomenalnie, ale tylko przez kwadrans. W tym czasie miażdżyli rywali, zdobyli dwa gole a mieli szanse na dwa kolejne. Ale to był tylko kwadrans. W pozostałym czasie gry lepsi byli zawodnicy Sandecji, no i zdobyli trzy bramki. Lechia w tym roku nie wygrała jeszcze na własnym boisku.

Sensacja w Gdańsku. Lechia przegrywa z beniaminkiem z Nowego Sącza
A
A
data publikacji: 18 sierpnia 2017 r.

Sławomir Peszko zdobył gola na 2:2
Sławomir Peszko zdobył gola na 2:2
fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

To miał być mecz na przełamanie. To miał być mecz na odbudowanie poczucia własnej wartości.

- Kilka dni spędzonych w Gniewinie, a także mecz w Szczecinie (w poniedziałek, 14 sierpnia w Szczecinie, 0:0) pokazały, że nasza pewność siebie wraca. W spotkaniu z Sandecją w naszej każdej akcji, każdym podaniu, dośrodkowaniu czy strzale ta pewność siebie musi być obecna - mówił trener Lechii Piotr Nowak przed piątkowym, 18 sierpnia, spotkaniem z Sandecją.

- Musimy wreszcie wrócić na właściwe tory, bo ostatnio wygraliśmy w pierwszej kolejce, czyli ponad miesiąc temu. Jesteśmy mocno zmotywowani, żeby znów poczuć radość po zwycięstwie. Potrzebna nam jednak nie tylko wygrana, ale także wygrana odniesiona w dobrym stylu. To pozwoli nam poczuć się pewnymi siebie - dodawał Jakub Wawrzyniak, filar defensywy biało-zielonych.

Dość szybko rywale z Nowego Sącza - absolutny beniaminek ekstraklasy (nigdy wcześniej nie grali na tym poziomie rozgrywkowym) - sprowadzili gdańszczan na ich boisku na ziemię.

W 16. minucie będący na piątym metrze Patryk Mraz z lewej strony podał wzdłuż pola karnego, Dusan Kuciak rzucił się w stronę piłki, ale jej nie złapał. Niepilnowany przez nikogo Bartłomiej Dudzic doszedł do niej i natychmiast strzelił. 0:1.

W 44. minucie piłkarze Sandecji ponownie wjechali w pole karne. Filip Piszczek wrzucał z lewej strony pola karnego, tym razem piłka przeleciała dalej od Kuciaka, który nie mógł jej dosięgnąć. I ponownie - jak niemal pół godziny wcześniej - przejął ją Dudzic. Obchodzący tego dnia 29. urodziny napastnik wpakował piłkę do siatki. 0:2

Dwadzieścia minut wcześniej z boiska zszedł Jakub Wawrzyniak, który zgłaszał problemy ze ścięgnem Achillesa. To na pewno nie zadziałało pozytywnie na jego kolegów. Co wymyśli trener Nowak? Do przerwy wymyślił niewiele, bo jego zespół stracił przecież gola na 0:2, ale po przerwie...


Patryk Lipski - jeden z najlepszych w Lechii - miał dwie asysty
Patryk Lipski - jeden z najlepszych w Lechii - miał dwie asysty
fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

W przerwie meczu musiało w szatni Lechii dojść do bardzo poważnej rozmowy. Bo to, co pokazali biało-zieloni w pierwszym kwadransie drugiej połowy można podsumować jednym słowem: Wow.

Lechia - może nie od razu po gwizdku sędziego - była zespołem absolutnie dominującym. Niemal miażdżyła rywala, akcja za akcją ruszała na bramkę Sandecji. W ciągu sześciu minut gdańszczanie zdobyli dwa gole.

W 51. minucie Marco Paixao uderzył celnie głową po rzucie rożnym Patryka Lipskiego.

W 56. minucie Sławomir Peszko strzelił z czterech metrów po podaniu Lipskiego.

2:2.

Lechia była znakomita, Sandecja praktycznie nie istniała. To był kwadrans, który pokazywał, że Lechia to czwarty zespół poprzedniego sezonu i ciągle drużyna z aspiracjami a Sandecja to jednak beniaminek, który gra nieźle, ale ma też sporo szczęścia.

Lechia niestety nie dobiła rywala, choć miała ku temu kilka okazji, choćby w 69. minucie, gdy Milos Krasić wyszedł niemal sam na sam z bramkarzem gości i fatalnie przestrzelił. Gdyby strzelał lżej, albo podawał na lewo do będącego trzy metry obok Lipskiego. Gdyby...


Milos Krasić zmienił w pierwszej połowie Jakuba Wawrzyniaka. W drugiej połowie fatalnie pudłował
Milos Krasić zmienił w pierwszej połowie Jakuba Wawrzyniaka. W drugiej połowie fatalnie pudłował
fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Niestety im dalej od znakomitego kwadransa, tym gorzej. To Sandecja częściej zaczynała się przedzierać na połowę gdańszczan. W końcu w 78. minucie Wojciech Trochim dostał podanie na 25 metrze od Adriana Danka, podciągnął kilka metrów i jeszcze przed polem karnym strzelił po ziemi (obrońcy Lechii byli po bokach) obok interweniującego Kuciaka. 2:3.

Czyżby powtórka z meczu ze Śląskiem, kiedy Lechia przegrywała 0:2, odrobiła w ciągu czterech minut, by potem stracić gola i przegrać? Niestety tak.

Co po meczu powiedział trener Lechii Piotr Nowak?

W pierwszej połowie zagraliśmy słabo. Moi piłkarze wiedzieli, jak gracze Sandecji wyprowadzają swoje ataki, a mimo tego nie byli czujni i popełnili błędy. Takie pomyłki nie mogą nam się zdarzyć. Przy doświadczonych graczach w ofensywie musimy być bardziej odpowiedzialni i takie sytuacje musimy wyczyścić.

W przerwie pokazaliśmy piłkarzom pewne rozwiązania i w drugiej części meczu w kilka minut doprowadziliśmy do wyrównania. Niestety potem zgubiliśmy tempo i to obróciło się przeciw nam.

W drugiej połowie zespół prowadził trener Adam Owen. Wspólnie uznaliśmy, że takie rozwiązanie będzie najbardziej odpowiednie. Natomiast jeśli chodzi o okrzyki kibiców z trybun to ja jestem przeciwny wszelkim atakom personalnym. Wydaje mi się, że ważniejsze jest dopingowanie swojej ukochanej drużyny.

Lechia Gdańsk – Sandecja Nowy Sącz 2:3 (0:2)

Bramki: M. Paixao (51.), Peszko (56.) Dudzic (16., 43.), Trochim (78.)

Żółte kartki: Oliveira, Augustyn – Krachunov, Kuban, Trochim

Lechia: Kuciak – Stolarski, Augustyn, Vitoria, Wawrzyniak (25. Krasić) – Peszko, Nunes, Łukasik (80. Lewandowski), Lipski, Oliveira (46. F. Paixao) – M. Paixao

Sandecja: Gliwa – Kuban (60. Basta), Szufryn, Krachunov, Mraz – Dudzic (73. Danek), Piter-Bućko, Baran, Kolev, Brzyski – Piszczek (52. Trochim)



Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora