Remis Lechii: gdyby nie poprzeczka

Gdańscy piłkarze znowu zremisowali na wyjeździe - tym razem 1:1, z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Paweł Stolarski, który zawinił przy stracie gola, dwoił się i troił, by doprowadzić do zwycięstwa Lechii.

Remis Lechii: gdyby nie poprzeczka
A
A
data publikacji: 29 sierpnia 2015 r.

Kibice biało-zielonych mieli prawo po cichu liczyć, że uda się przywieźć pierwszą w tym sezonie ligową wygraną na obcym boisku. Podbieskidzie jest solidnym średniakiem, ale w tym sezonie jeszcze ani razu nie wygrało i na pewno nie ma tylu piłkarskich atutów, co Lechia.

Tymczasem piątkowy mecz w Bielsku-Białej zaczął się dla gdańszczan niemal tradycyjnie: od straty gola.

W 17. minucie Damian Chmiel z Podbeskidzia przedarł się z piłką do prawego narożnika pola karnego Lechii i podał mocno po przekątnej do rozpędzonego na lewym skrzydle czarnoskórego Franka Adu Kwame. Piłka była zagrana tak precyzyjnie, że nie sięgnął jej żaden z gdańszczan: ani bramkarz, ani obrońcy. Sytuację mógł uratować Paweł Stolarski, ale biegł wolniej niż Kwame, co uniemożliwiło mu skuteczną interwencję. Strzał z bliska, obok lewego słupka, dał Podbeskidziu prowadzenie.

Stolarski zrehabilitował się szybko. Już w 21. minucie przebił się na prawym skrzydle pod pole karne gości, podał do Bruno Nazario - a ten przedłużył piłkę do lepiej ustawionego Ariela Borysiuka. Ostry, płaski strzał sprzed pola karnego i zrobiło się 1:1. Był to pierwszy gol Borysiuka w Ekstraklasie od... grudnia 2011 r.

W 30. min Podbeskidzie znowu mogło prowadzić. Wrzutka z lewego skrzydła spadła pod nogi bardzo szybkiego Adu. Piłkarz z Ghany strzelił z bliska, ale tym razem bramkarz biało-zielonych Marko Marić w niemal beznadziejnej sytuacji obronił.

Pięć minut później świetną akcję przeprowadziła Lechia. Nazario zagrał do Grzegorza Kuświka, a ten, będąc z prawej strony pola karnego gospodarzy, zrobił zwód w lewo i silnie strzelił. Zablokowana przez obrońcę piłka poleciała wysoko i spadała w narożnik linii pola karnego, gdy atomowym wolejem z powietrza huknął w nią Stolarski. Powinno być okienko, ale dobrze ustawiony bramkarz gospodarzy Emilius Zubas odruchowo zdołał sparować piłkę, po czym stracił równowagę i sam wpadł do bramki.

W 50. minucie znowu powinien być gol dla Lechii. Przedzierający się prawym skrzydłem Lukas Haraslin zagrał do czającego się przed polem karnym Grzegorza Kuświka - ten huknął jak z armaty, ale piłka odbiła się od poprzeczki i wróciła na murawę w polu karnym. Dobitka Sebastiana Mili trafiła w rękę Adu. Karny? Prawdopodobnie powinien być podyktowany, ale sędzia nie zauważył tego albo po prostu zinterpretował sytuację na korzyść Podbeskidzia.

Po raz kolejny wypada podkreślić bardzo dobrą postawę bramkarza Maricia, który w końcówce meczu dwukrotnie uratował Lechię przed stratą gola. Raz w nieprawdopodobny sposób obronił główkę oddaną z bliska, następnie świetną paradą sparował strzał z dystansu.

Mecz w sumie był wyrównany. Obie drużyny schodziły z boiska z poczuciem niedosytu, ale w sumie to Lechia była bliżej zwycięstwa.

 

PODBESKIDZIE-LECHIA 1:1

 

PODBESKIDZIE: Zubas - Sokołowski, Nowak, Kolcak, Mójta - Kato (Pazio, 77) - Chmiel, Możdżeń (Kołodziej, 61), Szczepaniak, Adu (Kowalski, 73) - Demjan

LECHIA: Marić - Stolarski, Janicki, Maloca, Wawrzyniak (Leković, 78) - Borysiuk, Łukasik (Vranjes, 69) - Nazario, Mila, Haraslin (Wiśniewski, 64) - Kuświk

Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora