Przegrana Lechii pod Wawelem. - Zimny prysznic czasem się przydaje - mówi trener. ZOBACZ skrót meczu

Zmiany w obronie okazały się zbyt duże, by można było liczyć na dobry wynik. No i zabrakło skuteczności w ofensywie. Zmarnowany rzut karny i proste błędy sprawiły, że lider ekstraklasy przegrał w Krakowie z Wisłą aż 0:3.

Przegrana Lechii pod Wawelem. - Zimny prysznic czasem się przydaje - mówi trener. ZOBACZ skrót meczu
A
A
data publikacji: 03 grudnia 2016 r.

O piłkę walczy Grzegorz Kuświk
O piłkę walczy Grzegorz Kuświk
lechia.pl

Spotkanie w sobotę, 3 grudnia, w Krakowie mogło umocnić gdańszczan na pozycji lidera Ekstraklasy. Trzeba powiedzieć, że był to dziwny mecz, bo Lechia grała tak jakby była gospodarzem. Długo utrzymywała się przy piłce, dużo czasu spędzała na połowie przeciwnika. To pozwoliło grać krakowianom z kontry i po prostu wygrać ten mecz.

Procentowe posiadanie piłki 64 do 36 dla Lechii. Problem w tym, że na futbolowym boisku wygrywa się bramkami. Te ostatnie zdobywa się dzięki zaangażowaniu w grę, dzięki walce. Wisła miała 9 strzałów celnych przy zaledwie 5 celnych Lechii. Krakowianie grali też agresywniej, o czy świadczy statystyka fauli: 22:12. Byli też sprytniejsi, bo grając ostro nie dostali żadnej żółtej kartki, podczas gdy gdańszczanie - dwie.

Ktoś mógłby powiedzieć, że Wiśle sprzyjał sędzia - nie byłaby to prawda. Fakt że w 49 minucie bramkarz krakowian sfaulował w polu karnym skaczącego do główki gdańszczanina Marco Paixao. Goalkiper Wisły był spóźniony, zawodnik Lechii dobrze wyskoczył do dośrodkowania i sięgnął piłkę. Bramkarz Łukasz Załuska chciał piąstkować, ale jedynie uderzył Paixao w głowę, czym przeszkodził mu w oddaniu celnego strzału. Bez dwóch zdań powinien być karny i bramka kontaktowa na 2:1, ale sędzia uznał że wszystko było zgodne z przepisami.

Sęk w tym, że nawet karny nie gwarantował gdańszczanom poprawienia wyniku. Kibice mogli się przekonać o tym w 63 minucie, jeszcze przy stanie 2:0 dla Wisły, gdy cały czas można było powalczyć o remis. Grzegorz Kuświk wykonał sprytny zwód w prawym narożniku pola karnego krakowian, został sfaulowany przez interweniującego obrońcę. Tym razem sędzia nie miał wątpliwości - podyktował jedenastkę. Piłkę na wapnie ustawił Marco Paixao i… strzelił ponad poprzeczką.

Miała Lechia inne sytuacje, by strzelić chociaż honorową bramkę? Jasne że miała. Ale zawsze czegoś brakowało - dokładności, meczowego szczęścia… Bardzo możliwe, że momentem decydującym o losach tego spotkania była 25 minuta. Najpierw Rafał Wolski popisał się pięknym strzałem z dystansu, który jednak z największym wysiłkiem bramkarz Wisły sparował na rzut rożny. Kilkanaście sekund później w zamieszaniu Marco Paixao miał już przed sobą tylko skaczącą piłkę, bramkarza i bramkę krakowian. Machnął potężnie prawą nogą, ale… nie trafił w futbolówkę.

Stare piłkarskie porzekadło, że niewykorzystane sytuacje mszczą się. 2:0 dla Wisły zrobiło się już po kilkudziesięciu kolejnych sekundach, w 26 minucie. Szybkie rozegranie piłki - Jakub Wawrzyniak nie upilnował wbiegającego w pole karne Rafała Boguskiego i krakowianin umieścił piłkę w siatce, obok bezradnego bramkarza gdańszczan.

Pierwszą bramkę Wisła zdobyła w 5 minucie. Rzut rożny bity był z prawej strony. Górna piłka. Obrońca Lechii Rafał Janicki był całkowicie skupiony na przepychaniu się z kapitanem krakowian Arkadiuszem Głowackim. Szkoda, bo gdyby więcej myślał o piłce, być może by ją wybił. W przepychance z silnie zbudowanym i większym Głowackim nie miał szans. Główka i gol. 

Bramka na 3:0 padła w 88 minucie, znowu po składnej akcji Wisły. Strzelił Mateusz Zachara. Kilka minut później sędzia odgwizdał koniec spotkania i gdańszczanie mieli powody by schodzić z boiska z opuszczonymi głowami. Trener Piotr Nowak bez wątpienia musi coś wymyślić - Lechia w Krakowie zgubiła kolejne 3 punkty, choć mogła osiągnąć co najmniej remis.

Mimo przegranej Lechia może się utrzymać na pozycji lidera. Wystarczy że mecz Jagiellonii Białystok z Lechem Poznań nie zakończy się zwycięstwem pierwszej z tych drużyn. Szanse są spore, bo Lech jest w wysokiej formie - wygrał cztery ostatnie mecze ligowe pod rząd.


SKRÓT MECZU WISŁA KRAKÓW - LECHIA GDAŃSK


– Wynik jest jaki jest. W pierwszej połowie zbyt wolno operowaliśmy piłką i nasze akcje były szarpane. Po przerwie było lepiej, ale nie mogliśmy nic strzelić. W ofensywie na pewno nie mieliśmy swojego dnia, a w obronie popełnialiśmy szkolne błędy. Nie mieliśmy w defensywie zbyt dużego pola manewru, bo Grzesiek Wojtkowiak oraz Paweł Stolarski byli mocno poobijani po ostatnim spotkaniu ligowym – przyznał trener Nowak. – Czasem taki zimny prysznic jak dziś się przydaje. Cóż, musimy przetrawić tę porażkę i iść dalej. Trzeba się dobrze przygotować na mecz ze Śląskiem

Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 3:0 (2:0)

Bramki: Głowacki (5.), Boguski (26.), Zachara (88.)

Żółte kartki: Peszko, Kuświk

Wisła: Załuska - Jović, Głowacki, Uryga, Sadlok - Boguski (77. Bartosz), Mączyński, Popvić, Brlek (84. Zachara), Małecki - Brożek (90. Żemło)

Lechia: Milinković-Savić - Janicki, Nunes (46. Stolarski), Vitoria, Wawrzyniak - Peszko, Chrapek (76. Mila), Krasić, Wolski (46. F. Paixao) - Kuświk, M. Paixao

oprac. WG (0)
www.gdansk.pl
oprac. WG (0)
www.gdansk.pl