Prof. Machcewicz żegna Gdańsk i MIIWŚ. Prof. Jan Żaryn opiniuje wystawę

Były dyrektor Muzeum II Wojny Światowej Paweł Machcewicz wyjechał w piątek, 7 kwietnia, z Gdańska do Warszawy. Zapowiedział, że będzie pilnował, aby wystawa główna nie była zmieniana. - Sądzę jednak, że będą takie próby. Będę w stałym kontakcie z prawnikami, by tak się nie stało - powiedział nam. Co o wystawie sądzi prof. Jan Żaryn, który ma podpowiadać nowemu dyrektorowi?

Prof. Machcewicz żegna Gdańsk i MIIWŚ. Prof. Jan Żaryn opiniuje wystawę
A
A
data publikacji: 08 kwietnia 2017 r.

Prof. Paweł Machcewicz (z lewej) na wystawie w MIIWŚ. Obok prof. Joanna Penson
Prof. Paweł Machcewicz (z lewej) na wystawie w MIIWŚ. Obok prof. Joanna Penson
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Machcewicz pożegnał się w piątek, 7 kwietnia, z pracownikami, z którymi stworzył MIIWŚ: od idei i koncepcji, osiem lat temu, aż po postawienie budynku i otwarcie wystawy, która okazała się sukcesem. To dzieło jego życia.

- Najważniejszy jest dla mnie wzruszenie i emocje zwiedzających wystawę - powiedział na koniec. - Zbudowaliśmy to dla ludzi i cieszy mnie, że tak chętnie tu przychodzą. 

Potem w jedną rękę wziął swoją torbę na kółkach, a w drugą rakietę tenisową, którą dostał kilka tygodni temu od pracowników na urodziny. Machcewicz jest zapalonym tenisistą. 

Od Karola Nawrockiego, nowego dyrektora MIIWŚ, dostał propozycję pracy w dziale naukowym, w charakterze głównego specjalisty, ale jej nie przyjął. Ma trzymiesięczne wypowiedzenie, bez konieczności świadczenia pracy. Będzie więc pracownikiem MIIWŚ do 31 lipca.

W swoim nowym gabinecie, w nowej siedzibie MIIWŚ, pracował raptem dwa tygodnie. Nie zdążył się nacieszyć ani muzeum, ani nową siedzibą, a już minister kultury w rządzie PiS usunął go z pracy.

W piątek o godz. 12:54 Machcewicz wsiadł do pendolino i wyjechał z Gdańska do Warszawy, gdzie mieszka. Zajmie się  pracą naukową i pisaniem książek, m.in. o tym, jak wraz z innymi budował MIIWŚ i jak został z niego usunięty przez PiS. 

Przed wyjazdem Machcewicz powiedział gdansk.pl, że odpowiedzialność za MIIWŚ przejęli teraz minister kultury Piotr Gliński, wiceminister Jarosław Sellin oraz nowy dyrektor, Karol Nawrocki.

- Ja będę się uważnie przyglądał ich działaniom i zrobię wszystko, żeby nie zmieniali wystawy, która jest chroniona prawem autorskim - powiedział.

Dodał, że ma świadomość, że minister kultury i nowy dyrektor będą jednak chcieli wystawę zmienić. W jakim kierunku mogą  pójść te zmiany?

Nowy dyrektor MIIWŚ, Karol Nawrocki, zapowiedział, że będzie się liczył z opinią i wskazówkami prof. Jana Żaryna, prawicowego historyka i senatora PiS. 

Prof. Żaryn był już na wystawie MIIWŚ, a swoje obserwacje i uwagi opisał w tygodniku “W sieci”.

Senator PiS pisze m.in, że "poczuł się na wystawie niemiło i niesprawiedliwie obrażony", ponieważ “autorzy wystawy unikają jak ognia jakichkolwiek odniesień do polskiego katolicyzmu, do autorytetu Kościoła katolickiego w kontekście wojny i okupacji ziem polskich; nie ma postaw ani sylwetek biskupów (abp. Adama S. Sapiehy czy prymasa Polski Augusta Hlonda i wielu innych), nie ma świętych i błogosławionych, męczenników II wojny – ofiar sowieckich i niemieckich; nie ma – jako osobnej kategorii – kapłanów, więźniów KL Dachau, których zginęło w przypadku polskich kapłanów 861”.

Żaryn pisze, ża na "widza czyhają pułapki, na które trzeba zważać". 

Jakie to pułapki? Żaryn uważa, że wystawa MIIWŚ jest... podprogowym (?!) atakiem na katolików, którzy są rzekomo - według liberalnych twórców wystawy - nosicielami nacjonalizmu i ksenofobii, i dlatego trzeba ich wykluczyć. 

Wystawa, jak zauważa Żaryn, chwali także "Unię Europejską pod wodzą niemieckich światłych polityków".

Mimo to Żaryn konkluduje, że "jeśli jednak pojawią się w placówce nowi włodarze, nie powinni zbyt pochopnie zmieniać wszystkiego tylko dlatego, że nie oni to zrobili. Wystawa główna pozwala bowiem prowadzić rzeczowy dialog na temat celów tej ekspozycji. Jest w niej na tyle dużo dobrych rozwiązań, że można śmiało zachęcić do jej obejrzenia. A także do zastanowienia się".

Czy to oznacza, że nowi włodarze nie zmienią w MIIWŚ wszystkiego, tylko część, i nie zbyt pochopnie, tylko powoli? Zobaczymy. 


Obszerne fragmenty tekstu Jana Żaryna
 o jego wizycie w MIIWŚ poniżej (cytujemy za portalem wpolityce.pl):

"A zatem trzeba powiedzieć sobie, że Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku to placówka ważna, którą powinno się zobaczyć. Należy jednak zważać na pułapki, które czyhają na widza, a które też potrafią – gdy się je rozbroi – mocno zirytować. Co budzi mój największy sprzeciw, wręcz irytację?

Generalnie to, że człowiek o moich poglądach i wrażliwości zostaje niemiło i niesprawiedliwie obrażony. Dlaczego? Po pierwsze, trzeba powtórzyć – za moją i kolegów recenzjami – zarzut, że brakuje syntezy polskiego doświadczenia II wojny światowej, choć autorzy, prowadząc widza przez kolejne sale, dostarczają mu wielu przykładów potwierdzających tezę o wyjątkowości naszych dziejów. Czy jednak to wystarczy, gdy znaczniejsza część muzealnych gości nie będzie zdolna do percepcji wszystkich, naprawdę bardzo licznych, eksponatów?

Po drugie, i to zarzut najcięższy, także dlatego, że brak tego wątku jest zamierzony i – można sądzić – logicznie wkomponowany w całość narracji. Autorzy wystawy unikają jak ognia jakichkolwiek odniesień do polskiego katolicyzmu, do autorytetu Kościoła katolickiego w kontekście wojny i okupacji ziem polskich; nie ma postaw ani sylwetek biskupów (abp. Adama S. Sapiehy czy prymasa Polski Augusta Hlonda i wielu innych), nie ma świętych i błogosławionych, męczenników II wojny – ofiar sowieckich i niemieckich; nie ma – jako osobnej kategorii – kapłanów, więźniów KL Dachau, których zginęło w przypadku polskich kapłanów 861; wszyscy pozostali nie stanowili nawet połowy tej sumy! Nie ma, a jeśli są, to schowani tak, że nie można ich znaleźć – ani ks. Władysława Bukowińskiego, ani bp. Adolfa Szelążka czy ks. Dionizego Kajetanowicza i wielu, wielu innych ofiar bolszewizmu; setek kapłanów, sióstr zakonnych, jak s. Wandy Boniszewskiej, stygmatyczki.

To bolesne zaniedbanie nie jest przypadkowe. Wszystko wskazuje na to, że przeszkadzałoby bowiem i naruszało narzucającą się interpretacyjnie prezentację ludzi Kościoła i doktryny chrześcijańskiej. Widz zapamięta Kościół za sprawą obecnego na wystawie ks. Jozefa Tiso, słowackiego sojusznika Hitlera, a także jako instytucję obecną w Hiszpanii i chronioną przez „nacjonalistę” oraz sojusznika III Rzeszy gen. Franco – „wodza narodowej Hiszpanii”. Pod koniec wystawy widz otrzyma jeszcze jedną wiadomość: „Wielu [oprawców] pozostało bezkarnych”, m.in. „korzystając z protekcji… Watykanu”.

Nacjonalizm i Kościół to słowa najbardziej obciążone przez autorów wystawy negatywną emocją i kontekstem. Autorzy dostarczają widzom przekaz podprogowy i polityczny zarazem. Dziś obrzuca się tym pojęciem polską prawicę, rzekomo niszczącą demokratyczną Unię Europejską, opartą na prawach człowieka, prawie do życia i wolności (te wartości są wybite przez autorów jako warunkujące pokój). Widać to szczególnie w pierwszej części wystawy. Słowa te uwikłane są ponadto w nowomowę, z „ksenofobią” i „antysemicką propagandą” na czele. Przykładowo NSDAP wygrała wybory dzięki „ksenofobicznej” retoryce. A gdzie ją znaleźć w dzisiejszym świecie? Odpowiedzi należy szukać we właściwych mediach. Nie ma oczywiście za to miejsca na przedstawienie represyjnej polityki Hitlera wobec Kościoła katolickiego i jego ludzi już przed 1939 r. ani na encykliki papieskie z 1937 r. potępiające pogański nazizm oraz bolszewizm. Nie ma miejsca na przedstawienie męczenników Kościoła mordowanych przez hiszpańskich rewolucjonistów i ich sowieckich towarzyszy broni, za to jest opowieść o japońskim imperializmie i – rzecz jasna – jego „nacjonalistycznej propagandzie”.

Zastanawiałem się, po co autorom taka narracja szczególnie widoczna w pierwszych salach, doprowadzających widza do czasów II wojny światowej i jej strasznego oblicza. I doszedłem do wniosku, że wiąże się ona z tym, o czym widz ma wiedzieć, wychodząc z ostatnich sal muzeum. Prezentując bilans wojny, w tym dane statystyczne, autorzy przypominają o stratach, o zniszczeniu dorobku kulturalnego Europy, o strasznym doświadczeniu. Krótko mówiąc, wojna to straszny czas, którego powinniśmy jako ludzkość unikać. A jak się przed nią bronić? Ano unikać nacjonalizmów, niezależnie od tego, co naprawdę to znaczy, unikać jego nosicieli (w domyśle: katolików), a najlepiej ich wykluczyć, tak jak wykluczyliśmy nazistów, japońskich „nacjonalistów” czy „narodowych” Hiszpanów. W domyśle: to Unia Europejska pod wodzą niemieckich światłych polityków jest tym gwarantem pokoju i poszanowania wartości życia oraz wolności. Chciałoby się napisać: amen, ale to nie wypada w tak postępowych okolicznościach.

(…)

Cóż, nie wiem, jaki będzie los dotychczasowej ekspozycji Muzeum II Wojny Światowej. Jeśli jednak pojawią się w placówce nowi włodarze, nie powinni zbyt pochopnie zmieniać wszystkiego tylko dlatego, że nie oni to zrobili. Wystawa główna pozwala bowiem prowadzić rzeczowy dialog na temat celów tej ekspozycji. Jest w niej na tyle dużo dobrych rozwiązań, że można śmiało zachęcić do jej obejrzenia. A także do zastanowienia się."



Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora