Prezydent emocjonalnie wspomina arcybiskupa Gocłowskiego

Prezydent Gdańska w czasie mszy pogrzebowej wspominał zmarłego abp seniora Tadeusza Gocłowskiego. Głos Pawła Adamowicza załamał się w chwili, gdy prezydent mówił o chwilach agonii arcybiskupa. Przeczytaj całe przemówienie, wygłoszone w Katedrze Oliwskiej.

Prezydent emocjonalnie wspomina arcybiskupa Gocłowskiego
A
A
data publikacji: 06 maja 2016 r.

W trakcie przemówienia głos prezydenta Adamowicza załamał się, w oczach stanęły łzy i przez blisko minutę wyraźnie widoczna była walka o opanowanie emocji.
W trakcie przemówienia głos prezydenta Adamowicza załamał się, w oczach stanęły łzy i przez blisko minutę wyraźnie widoczna była walka o opanowanie emocji.
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Mowa pogrzebowa Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska:

Księże Tadeuszu. Dzisiaj cały Gdańsk, Pomorze, Polska - poprzez swoich przedstawicieli - tu, w gdańskim Wawelu, w Katedrze Oliwskiej, u grobów książąt gdańsko-pomorskich żegna Ciebie. Żegna Ciebie i dziękuje Tobie za miłość do nas, przyjaźń. Za to, że zawsze byłeś otwarty na spotkanie nie tylko z wierzącym, ale i wątpiącym, i niewierzącym, czy wierzącym w inną religię. Nikogo nie odrzucałeś, swoje ramiona szeroko otwierałeś. Nawet telefon osobiście odbierałeś w swojej oliwskiej rezydencji, wyciągałeś kalendarz i po prostu umawiałeś się na spotkanie. Niejedno małżeństwo w Gdańsku, na Pomorzu, połączyłeś węzłem, niejedno dziecko ochrzciłeś, ale jak trzeba było również odprowadzałeś na wieczny spoczynek. Byłeś wielkim patriotą, patriotą mądrym, roztropnym, i kiedy Solidarność z Lechem Wałęsą dla wielu mądrych Polaków była już traktowana jako przeszłość, Ty byłeś wierny, mówiłeś: “Nie ma wolności bez Solidarności. Nie ma przyszłości bez legalizacji NSZZ Solidarność”. I jak trzeba było podjąć trudne, przez wielu niezrozumiałe, rozmowy z komunistami - stanąłeś razem z innymi księżmi i pomagałeś w tych trudnych, bardzo trudnych spotkaniach byłych katów, byłych oprawców z byłymi więźniami, byłymi ofiarami. Mówiłeś, że tak trzeba: Polak Polakowi musi podać rękę. Dość wojny, dość rozlewu krwi, Polak musi pokazać, że droga kompromisu, pojednania, jest możliwa.

A i w burzliwych początkach III Rzeczpospolitej nie raz ten Okrągły Stół wnosiłeś do swojego domu w Oliwie. Tu, przy Cystersów. Polityków, którzy nie chcieli, nie umieli się zdobyć na spotkanie, to ich zapraszałeś do stołu. Próbowałeś ich łączyć, no i każdemu z nas, i tym lokalnym samorządowcom i tym politykom sceny ogólnokrajowej zawsze powtarzałeś, że polityka to roztropna troska o dobro wspólne. Że to roztropna troska, a nie “moje musi być na wierzchu, moje musi zwyciężyć”. Tylko to jest troska, a więc też i kompromis.

Księże Tadeuszu, otworzyłeś szeroko drzwi gdańskiego Kościoła dla wszystkich. Tutaj i Żydzi się dobrze czuli, gmina żydowska gdańska, gmina muzułmańska, i bracia luteranie, protestanci, zielonoświątkowcy i inni… Wszystkich przygarniałeś i nie bałeś się innych. Byłeś otwarty, bo wiedziałeś, że jesteś pewny swojej wiary, i że ona się nigdy nie roztopi wśród innych, bo zawsze powtarzałeś Credo, trudne prawdy, niekiedy z którymi my świeccy nie chcieliśmy się, czy nie potrafiliśmy się, wsłuchać, pogodzić…

Kochałeś nas wszystkich. My nie zawsze potrafiliśmy się odwdzięczyć tą przyjaźnią i ta miłością, którą nas szczodrze obdarzałeś. Myślę, że wielu z nas nie zdążyło się z Tobą pożegnać… Ja chciałbym bardzo serdecznie podziękować twojemu kapelanowi, księdzu Rafałowi, za to że właśnie… mogłem się...

[zmieniony głos, szloch - przy. red.]

… w szpitalu… jeszcze raz… pożegnać… podziękować. Jak z ojcem… Pamiętaj o nas gdańszczanach, Polakach… Masz ju z teraz blisko… do wszystkich drzwi… Masz już klucze i numery telefonów do właściwych osób, tam w Królestwie Niebieskim… Dziękujemy Tobie za uśmiech, za poczucie humoru, którym często rozładowywałeś trudne napięcia, które były… Dziękujemy Tobie za wszystko…

[I dalej, po opanowaniu emocji - przyp. red]

Kaszubi dziękują Tobie za pielgrzymkę do Ziemi Świętej, kaszubską pielgrzymkę… My, gdańszczanie dziękujemy za Tysiąclecie chrztu gdańszczan, tam w Watykanie, 1 stycznia 1997 roku…

Dziękuję lekarzom z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego za troskliwą opiekę, jak zawsze nad chorymi, nad tym szczególnym chorym…

Do zobaczenia...

Notował R.D.