Powroty do rodzinnego domu gdańszczan po przejściach

Ponad 50 nieletnich gdańszczan wróciło w 2015 roku z rodzin zastępczych pod opiekę swoich rodziców. W skali kraju to jeden z najlepszych wyników. Dzięki wysiłkowi pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Gdańsku i samych rodzin dzieci mają szansę na poprawę życia.

Powroty do rodzinnego domu gdańszczan po przejściach
A
A
data publikacji: 15 maja 2016 r.

Dla dobra dzieci robi się wszystko, żeby - jeśli już muszą opuścić rodzinę - trafiały w pieczy zastępczej do bliższych lub dalszych krewnych
Dla dobra dzieci robi się wszystko, żeby - jeśli już muszą opuścić rodzinę - trafiały w pieczy zastępczej do bliższych lub dalszych krewnych
Materiały prasowe

W dniu 15 maja przypada Międzynarodowy Dzień Rodzin. Wszystkich. I tych szczęśliwych, i tych, którym opieka nad dziećmi nie bardzo wychodzi. Rodziny, w których dzieci nie mogą wychowywać się i dorastać normalnie, są pod opieką gdańskiego MOPR-u.

- Kiedy rodzice nie są w stanie zapewnić dziecku opieki i wychowania, my kierujemy je do pieczy zastępczej - mówi Anna Sobota, zastępca dyrektora ds. Rodziny i Dziecka w gdańskim MOPR. - Czyli pod opiekę rodzin zastępczych, spokrewnionych z dzieckiem lub zawodowych. Kiedy nie ma takiej możliwości, dziecko trafia do pieczy instytucjonalnej czyli placówek opiekuńczo-wychowawczych. Umieszczenie tam dziecka zawsze następuje na podstawie orzeczenia sądu. Na dziś w Gdańsku w pieczy jest 850 dzieci.
 

Archiwum prywatne

Telefon od stomatologa, telefon od sąsiadów

- Zadzwoniła do nas pielęgniarka z gabinetu dentystycznego, zaniepokojona tym, że podczas wizyty ojca z dzieckiem, znalazła w książeczce dziecka jego nagie zdjęcie - opowiada Joanna Radzimowska, kierownik Działu Pieczy Rodzinnej MOPR w Gdańsku. - Zareagowaliśmy od razu. Historia na szczęście skończyła się dobrze, zdjęcie okazało się być zrobione na zlecenie ortopedy, który potrzebował zdjęcia kręgosłupa. Ale to przykład prawidłowej reakcji.

Wieloletnie starania pracowników MOPR skutkują dziś tym, że w Gdańsku coraz więcej instytucji i osób prywatnych reaguje na krzywdę dziejącą się dziecku.

- Sygnały, że coś jest nie tak, otrzymujemy ze szkoły, od sąsiadów, lekarzy, od naszych pracowników, którzy też mają swoje rozeznanie w środowisku - wyjaśnia Danuta Czapla-Kierbel, kierownik Centrum Pomocy Rodzinie nr 2 w Nowym Porcie. - Czasem dzieci same szukają ratunku, pomocy, mówią na przykład komuś w szkole. Po takim sygnale natychmiast zaczynamy pracę z rodziną, próbujemy zdiagnozować jej problemy, czy to uzależnienia, przemoc, bezradność. Ale to nie zawsze skutkuje, często rodzina potrzebuje czasu na poprawę sytuacji, któryś z rodziców musi pójść na terapię, nauczyć się dopiero właściwiej opieki na dzieckiem.

Dla dobra dzieci robi się wszystko, żeby - jeśli już muszą opuścić rodzinę - trafiały w pieczy zastępczej do bliższych lub dalszych krewnych. I to się udaje. W Gdańsku 3/4 dzieci odebranych rodzicom trafia do swoich krewnych. Z 850, które dziś są w pieczy zastępczej, 111 jest poza środowiskiem rodzinnym, u rodzin zawodowo opiekujących się dziećmi.

- Szybka reakcja, kiedy dziecku dzieje się coś złego, jest bardzo ważna - dodaje Danuta Czapla-Kierbel. - Sąsiedzi zawiadomili nas, że matka opiekująca się małym dzieckiem, nadużywa alkoholu i naraża je na niebezpieczeństwo. Interwencja naszego pracownika pomogła, wyszło na jaw, że kobieta ma problem z alkoholem, mąż zrezygnował z pracy wyjazdowej, a ona rozpoczęła leczenie.
 

Archiwum prywatne

Bezradność i uzależnienia rodziców

Asystent rodziny ma wsparcie psychologa, psychiatry i innych specjalistów, żeby pomóc zdrowieć rodzinie z problemami. Ale na to trzeba czasu, nieraz lat, a przez ten czas dziecko musi normalnie żyć. Dlatego opiekę przejmuje rodzina zastępcza.

Z danych gdańskiego MOPR wynika że na pierwszym miejscu wśród powodów umieszczenia dzieci w rodzinnej pieczy zastępczej jest bezradność w sprawach opiekuńczo wychowawczych i uzależnienia rodziców.

Problemy socjalno-bytowe, które w latach ubiegłych bezpośrednio przyczyniały się do umieszczania dziecka w pieczy, właściwie zniknęły z katalogu problemów rodzin.

- Ta bezradność jest dziedziczona z pokolenia na pokolenie. Obecni rodzice nie dostali wsparcia, dobrej opieki od swoich rodziców, a ci od swoich - mówi Anna Sobota. - Każda rodzina ma swoją historię, po latach pracy jestem daleka od oceny, krytyki. Dlatego każda zmiana na lepsze, dla każdej rodzinny przecież inna, na przykład, że ktoś leczy się z uzależnienia, jest sukcesem. I szansą, że to dziedziczenie bezradności zostanie przerwane, że następne pokolenie będzie funkcjonowało już lepiej.

A pobyt w rodzinie zastępczej - zgodnie mówią pracownicy MOPR - to też szansa dla dziecka na inny obraz rodziny, na naukę, jak funkcjonuje normalna rodzina, na odpoczynek, wzmocnienie.
 

Archiwum prywatne

Dziękuję ciociu, że dziewczynki są ze mną

Powrót każdego dziecka to "podleczonej" rodziny biologicznej to zawsze sukces. Liczba dzieci umieszczonych w pieczy zastępczej w 2015 roku spadła w Gdańsku w porównaniu do roku poprzedniego prawie o 8 proc. To tendencja w całej Polsce, ale nie na taką skalę, jak w Gdańsku - średnia krajowa to niecałe 2 proc.

Za każdym powrotem dziecka stoi też praca samej rodziny - bez jej chęci i wysiłku niewiele można zrobić. Często bywa tak, że odebranie dziecka mobilizuje rodziców do starań, żeby się poprawić.

- Mieliśmy ojca w zakładzie karnym i matkę z problemem alkoholowym. Kiedy stracili dzieci, właśnie ten ojciec zmobilizował partnerkę do leczenia z uzależnienia, był motorem zmian w tej rodzinie - opowiada Ewa Wołczak, zastępca dyrektora ds. Rozwoju w gdańskim MOPR. - I udało im się, dzieci wróciły, wspieramy ich cały czas, jest lepiej. Zawsze też staramy się znaleźć osobę najzdrowszą w rodzicie i ją wzmacniać.

“Sukcesem” pracowników jest Ewa, dziś prawie 30-letnia gdańszczanka z trudnym życiorysem: matka alkoholiczka, ojciec nieznany, wędrówki po domach dziecka i poprawczakach, złe towarzystwo.

- Urodziła dwie córeczki, sama je wychowywała - mówi Joanna Radzimowska. - Straciła je na jakiś czas, ale dzięki wysiłkowi naszego pracownika i jej samej, dzieci do niej wróciły. Opiekuje się nimi, chodzi na wywiadówki.

Ewa ma asystentkę, która przez lata jej pomagała i nadal ją wspiera. Mówi do niej ciociu, jej córki - babciu.

- Ciociu dziękuję ci, dzięki tobie moje dziewczynki są ze mną - powiedziała niedawno asystentce.

Alicja Katarzyńska (0)
www.gdansk.pl
alicja.katarzynska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Alicja Katarzyńska (0)
www.gdansk.pl
alicja.katarzynska@gdansk.pl
więcej tekstów autora