Pobicie gimnazjalistki na Chełmie. "Trzeba uspokoić emocje"

Sprawa pobicia nastolatki przez rówieśniczki w pobliżu jednej ze szkół na gdańskim Chełmie odbiła się szerokim echem w całej Polsce, głównie za sprawą mediów. We wtorek przygotowaliśmy specjalne wydanie naszego programu "Wszystkie Strony Miasta" poświęconego tej kwestii. W naszym redakcyjnym studiu gościliśmy Celinę Stachowicz, dyrektor Zespołu Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 5 na Oruni, gdzie uczęszczają sprawczynie pobicia, Lucynę Maculewicz, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 3 przy ul. Wałowej oraz Katarzynę Wieczorek, psycholog i terapeutkę.

Pobicie gimnazjalistki na Chełmie. "Trzeba uspokoić emocje"
A
A
data publikacji: 16 maja 2017 r.

Od lewej: Katarzyna Wieczorek, Roman Daszczyński, Lucyna Maculewicz i Celina Stachowicz
Od lewej: Katarzyna Wieczorek, Roman Daszczyński, Lucyna Maculewicz i Celina Stachowicz
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

W trakcie programu szukano odpowiedzi na pytanie, co należy zrobić ze sprawczyniami pobicia? Czy są one także ofiarami tego zajścia?

Lucyna Maculewicz: - Mamy do czynienia z dziewczętami, a nie chłopcami. Niektórych bulwersuje, że to one przejęły rolę agresorek. Jest niebezpieczeństwo popularyzowania tego zjawiska. To co się stało powinno być dla nas wszystkich otrzeźwieniem. To my, dorośli, kreujemy zachowania młodych ludzi.

Po zeszłotygodniowym incydencie na Chełmie w placówkach oświatowych pojawili się dodatkowi pedagodzy i psychologowie.

Lucyna Maculewicz: - Obecnie pełnimy dyżury w szkołach zaangażowanych w tę sytuację. Nie wszyscy uczniowie rozumieją, co się stało. To, co jest do zrobienia, to promowanie tego, czego młodzieży trzeba, a więc czasu i ważnych dla nich dorosłych osób, nie tylko rodziców. Chodzi o to, by mieli choć jedną osobę, dla której będą ważnymi ludźmi, która wierzy w to, że poradzą sobie nawet z najtrudniejszą sytuacją. Nastąpił kryzys, jeśli chodzi o relacje pomiędzy rodzicami a dziećmi, zwłaszcza nastolatkami.

Roman Daszczyński, redaktor naczelny portalu Gdansk.pl, prowadzący program: - To, co również szokuje w tym zdarzeniu, to przypadkowi świadkowie tego zajścia, także dorośli, którzy nie zareagowali na pobicie. Nikt nie pomógł tej dziewczynie...

Katarzyna Wieczorek: - Istnieje takie zjawisko w nauce nazywane rozproszoną odpowiedzialnością. Kiedy spotyka nas ekstremalna sytuacja, w której wcześniej się nie znaleźliśmy to obserwujemy co robią inni. Jeśli nikt nie reaguje, to dana osoba też nic nie zrobi. Dlatego trzeba uczyć i wspierać świadomość młodych osób przed takimi zdarzeniami. Trzeba zachęcać ich do bycia odważnym w takich sytuacjach, ale odważnym w mądry sposób.

Celina Stachowicz: - Ja byłam porażona całą sytuacją. Te uczennice sprawiały, co prawda, wcześniej problemy wychowawcze, ale byłam zdziwiona że uczestniczyły w pobiciu. Los tych dziewczyn leży obecnie po stronie sądu. Jest możliwość, że uczennice wrócą do szkoły. Na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Pedagogicznej rozważaliśmy, co powinniśmy zrobić w tej sytuacji. Na pewno trzeba zorganizować wsparcie dla tych dziewczyn, ale musimy pamiętać o całej szkolnej społeczności. Po "czarnym poniedziałku" dla naszej szkoły okazało się, że młodzi ludzie nie radzą sobie z tą sytuacją. Panuje ogromne wzburzenie.

Jak zareagowała lokalna społeczność na Oruni?

Celina Stachowicz: - W poniedziałek odbyło się zebranie Rady Rodziców, zaplanowane zanim jeszcze doszło do tamtego zdarzenia. Rodzice byli mocno wzburzeni tym zdarzeniem, ale można było wyczuć, że chcą pomóc zarówno swoim dzieciom, ale też tym dziewczynom. Pojawiły się propozycje zajęć z profilaktyki agresji, by były już od klasy 4 w szkole podstawowej, bo agresja zdarza się też wśród młodszych dzieci. Takie zajęcia prowadzimy obecnie w starszych klasach. Wydawało mi się, iż mówimy z rodzicami jednym głosem. To budujące.

Roman Daszczyński: Jak wygląda dziś świat 14, 15-latków? On różni się przecież od świata, który pamiętają ich rodzice...

Lucyna Maculewicz: - Myślę, że jest to świat samotności. Kiedyś była rodzina wielopokoleniowa, która uczyła co dobre a co złe, a dziś młodzież jest bombardowana różnymi informacjami, i jest w tym strasznie zagubiona. Potrzeba rozmowy rodziców z dziećmi o świecie, o życiu, trzeba zbudować relacje ze swoimi dziećmi. Ważne, żebyśmy też mniej mówili, a więcej słuchali.

Katarzyna Wieczorek: - Przechodzimy bardzo dużą zmianę kulturową. Zaczynamy żyć w kulturze, w której wyznacznikiem jest osiągnięty sukces. Dzieci są przekonane, że jak nie odniosą sukcesu, to nie będą kochane, myślą, że trzeba zaistnieć, by być kochanym. Najmłodsi, żyjąc w cyberprzestrzeni, nie zawsze zdają sobie sprawę, że to co zrobią w rzeczywistości, może mieć swoje skutki, także prawne. Ważne jest, by dać możliwość naprawy danej osobie.

Celina Stachowicz: - Jeżeli uczennice wrócą do naszej szkoły, otoczymy je opieką pedagogiczno-psychologiczną. Od poniedziałku dostajemy telefony m.in. z innych szkół z propozycją wsparcia i pomocy w tej sytuacji. Wszyscy widzą potrzebę uspokojenia emocji wśród całej społeczności szkolnej - wszystkich uczniów, którym też musimy zapewnić wsparcie.

Kamila Grzenkowska (0)
www.gdansk.pl