Rozdarte obchody Sierpnia. Kto w Gdańsku ma prawo do solidarnościowej tradycji?

- Najgorsza rzecz jaka nas dziś spotkała, to że musi nas odgradzać od siebie policja - powiedziała Olga Krzyżanowska podczas wiecu KOD-u pod salą BHP. Problem w tym, że dwa wiecujące po sąsiedzku obozy Polaków odgradzała nie tylko policja, ale też gęsty kordon związkowców w kamizelkach z napisem "Solidarność". Historyczna Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej, która w 1980 roku łączyła społeczeństwo - w czwartek, 31 sierpnia 2017 r. stała się wyraźną granicą.

Rozdarte obchody Sierpnia. Kto w Gdańsku ma prawo do solidarnościowej tradycji?
A
A
data publikacji: 31 sierpnia 2017 r.

Czwartek, 31 sierpnia 2017 r., godz. 8.45. Lech Wałęsa podchodzi z kwiatami do Bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej, ze szczytu której w sierpniu 1980 r. wielokrotnie przemawiał do zebranych gdańszczan jako lider strajku
Czwartek, 31 sierpnia 2017 r., godz. 8.45. Lech Wałęsa podchodzi z kwiatami do Bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej, ze szczytu której w sierpniu 1980 r. wielokrotnie przemawiał do zebranych gdańszczan jako lider strajku
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Związkowi działacze nie chcieli na swojej uroczystości KOD-u, ale nie przeszkadzali im prawicowo nastawieni kibole, którzy odpalali race, obrażali Lecha Wałęsę i skandowali pod adresem tej drugiej - kodowskiej - manifestacji "Raz sierpem, raz młotem - czerwoną hołotę".

Od rana do Gdańska przywożone były setki policjantów. Przeciwko komu? Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji po prostu dla utrzymania porządku w mieście. Jednak wypowiedzi niektórych polityków PiS o rzekomych "bojówkach KOD-u" wpływały na budowanie poczucia zagrożenia po stronie związkowców. Wcześniej liderzy NSZZ "Solidarność" oskarżyli KOD o prowokację i próbę zawłaszczenia placu Solidarności. Rzeczywiście: KOD złożył wniosek o prawo do organizacji całodniowych uroczystości pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców i zaprosił NSZZ "S" do wspólnego świętowania.

- Nikt nie będzie nas zapraszał na nasze własne urodziny, do miejsca, które jest dla nas święte - odpowiedział Janusz Śniadek, były przewodniczący związku, dzisiaj poseł PiS.

Śniadek recenzował także, kto ma prawo, a kto nie ma do tradycji "Solidarności": - Takie prawo mają tylko ci, którzy pozostali wierni solidarnościowym ideałom, tak jak Lech Kaczyński. 

Wojewoda pomorski Dariusz Drelich skorzystał z prawa o manifestacjach cyklicznych i zarządził, że organizatorem obchodów na placu Solidarności jest NSZZ "S" - od godz. 12 do wieczora. W tej sytuacji KOD złożył wniosek o organizację swojego wiecu 150 metrów dalej, obok Sali BHP, po drugiej stronie Bramy nr 2.

O godz. 8.45 dwa goździki - biały i czerwony - na Bramie nr 2 zatknął Lech Wałęsa. Towarzyszło mu około 300 gdańszczan i tłumek dziennikarzy. Wśród zebranych byli m.in. wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, przewodniczący Rady Miasta Gdańska Bogdan Oleszek i lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna.

- Prawo do tego miejsca, do placu Solidarności, mają wszyscy obywatele, a nie tylko działacze związku zawodowego - podkreślał prezydent Adamowicz.

Związkowcy z "S" swoje uroczystości zaczęli o godz. 17 mszą w kościele św. Brygidy. Przyjechały delegacje z wielu regionów kraju. Siły porządkowe wzmocniono młodymi mężczyznami m.in. z Elbląga, Słupska i Śląska. W kościele byli m.in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski, przedstawiciele rządu i Kancelarii Prezydenta RP. Jak co roku poszedł tam także Lech Wałęsa, kurtuazyjnie powitany przez odprawiającego mszę św. arcybiskupa gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia. Byli też późniejsi przewodniczący związku - Marian Krzaklewski i Janusz Śniadek. Oklaskami przywitano prezesa TVP, Jacka Kurskiego z partnerką.

Na placu Solidarności związkowcy, państwowe delegacje i abp Głódź świętowali w dymie i przy czerwonym świetle kibolskich rac
Na placu Solidarności związkowcy, państwowe delegacje i abp Głódź świętowali w dymie i przy czerwonym świetle kibolskich rac
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Przed kościołem, w tłumie związkowych delegacji stanął poczet sztandarowy ultraprawicowego Związku Młodzieży Wszechpolskiej. Nikomu to nie przeszkadzało. 

Abp Głódź ponad 32-minutową homilię zaczął od powołania się na słowa Jana Pawła II, że "przed walką zawsze powinna być solidarność", że trzeba walczyć o sprawy, a nie przeciwko komuś i nie wolno poniżać cudzej godności i pogłębiać społecznych podziałów. Zaraz jednak nie pozostawił większych wątpliwości, kto jest źródłem tych podziałów: ci, którzy zdradzili ideały "Solidarności", zachłysnęli się liberalizmem, wyśmiewali zwiazkowców i tę część Polaków, która protestowała przeciwko wyprzedaży majątku narodowego.

- Nie należy ulegać dyktatowi Brukseli! - stwierdził arcybiskup i dostał wielkie brawa od zebranych, którzy chętnie oklaskiwali go po każdym niemal akapicie homilii.

Abp Głódź zwierzył się także, że czytał pamiętniki wielkiego pomorzanina Józefa Wybickiego, twórcy hymnu narodowego: "Jest tam o Konstytucji 3 Maja, o królu Stanisławie Auguście Poniatowskim, o targowicy... Wypisz-wymaluj nasze czasy!".

Po arcybiskupie na ambonę wszedł marszałek Karczewski, który wygłosił w świątyni polityczne przemówienie, zachwalające "dobrą zmianę".

Z kościoła św. Brygidy związkowcy poszli na plac Solidarności, w liczbie około tysiąca. Wszystko poszło zgodnie z planem. Godni świętowali pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Niegodni, tzn. lewacka hołota z KOD - 150 metrów dalej.

Przemarsz zwolenników KODu z ogromną flagą Polski
Przemarsz zwolenników KODu z ogromną flagą Polski
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Jedną z części wieczornych obchodów rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych w Gdańsku (31 sierpnia 2017 r.) był przemarsz zwolenników KOD spod Teatru Wybrzeże pod historyczną salę BHP przy placu Solidarności. Uczestnicy pochodu wyruszyli tuż przed godziną 18, niosąc nad głowami ogromną flagę Polski (rozwijaną już wcześniej podczas protestów w obronie sądownictwa w naszym mieście). Około 500 osób przeszło w ten sposób Podwalem Staromiejskim, ul. Igielnicką i Łagiewniki. Skandowali: “Lech Wałęsa bohaterem”, “Wolność, równość, konstytucja”, “Solidarność naszą bronią”.

Kiedy pochód znalazł się na wysokości Bazyliki p.w. św. Brygidy, w której odbywała się w tym czasie msza z udziałem przedstawicieli NSZZ “Solidarność”, prowadzący przemarsz zarządził ciszę. Tłum posłusznie przeszedł obok kościoła nie wznosząc żadnych okrzyków.

Przemarsz osłaniała duża grupa policjantów. Na początku i końcu zgromadzenia jechały po dwa wozy policyjne, kilkunastu funkcjonariuszy szło także wraz z niosącymi flagę narodową. Powolny pochód trwał blisko godzinę. Gdy maszerujący dotarli na wysokość Pomnika Poległych Stoczniowców 1970, stał przy nim kordon policjantów, oddzielający zwolenników KODu od placu z pomnikiem, wokół którego zgromadził się tłum członków NSZZ “Solidarność” z całej Polski (było tu prawie dwa tys. osób).

Niosący flagę przeszli na plac pod Salą BHP od strony ECS. Historyczna brama nr 2 Stoczni Gdańskiej była zamknięta. Na placu na tyłach Centrum czekało na nich blisko pięć tysięcy zgromadzonych.

Wiec rozpoczął się tradycyjnie od odśpiewania hymnu narodowego. Były prezydent RP Lech Wałęsa wystąpienie rozpoczął od skomentowania swojego udziału w mszy w bazylice św. Brygidy: - Kiedy słuchałem tych wynaturzeń księdza arcybiskupa i odbioru społecznego ludzi modlących się tam, pomyślałem: ojczyzna w potrzebie - podkreślił. - Doprowadziliśmy Polskę do wolności, tylko później oddaliśmy tę wolność demokracji, która nie była do końca przygotowana, dlatego że w Katyniu nam głowy ucięto i że komunizm wykończył wielu dobrych patriotów. Nie byliśmy przygotowani ani fizycznie, ani umysłowo, ani programowo do przyjęcia takiego wielkiego zwycięstwa. Stąd nasze kłopoty.

– Dziś Polska się źle rozwija, polskie zwycięstwo jest niszczone - ocenił Lech Wałęsa. - Nie możemy na to pozwolić. Dlatego mimo swojego wieku i zmęczenia stawiam się do waszej dyspozycji, nie chcę zajmować żadnych stanowisk, choć chciałbym zostać na chwilę prezesem aresztu, żeby tych ludzi powsadzać - przyznał. - Jeśli dzisiaj wyłapiemy wszystkie mankamenty i wpiszemy w dobre programy i struktury, to naprawdę zrobimy w Polsce dobry system. Po co nam zmiana, jeśli nie wiemy, jak ma być po zmianie? Przewiozłem się na tym, że wierzyłem, że jak naród dostanie demokrację, to wszystko będzie dobrze. Okazało się, że nie do końca. Musicie poprawić to, co jest złe, bo nie wybaczą nam, powiedzą: takie zwycięstwo popsuli. Wierzę w to, że dzisiejsi ludzie, że dzisiejsze pokolenie, zajmie się tym wszystkim – zakończył.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz wspominał: - 31 sierpnia 37 lat temu był równie upalnym dniem, jak dzisiejszy. Pamiętam, kiedy o godz. 16.40 człowiek z wąsami wyszedł z tej sali obok nas do czekających na niego tysięcy ludzi - powiedział prezydent. - Tak masowej demonstracji w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych jak dzisiejsza, dawno nie widziałem i dziękuję wam za to. Pokazujecie swoim dzieciom i wnukom, że nie jest wam obojętny los państwa prawa i demokracji. Nie słychać dziś, by obecne związek zawodowy “Solidarność” stawał w obronie niezależności sędziów i trybunału konstytucyjnego. Nie można nazwać tego inaczej, niż sprzeniewierzeniem się ideałom Sierpnia! - grzmiał Paweł Adamowicz i apelował do zgromadzonych, by nie ustawali w obronie państwa prawa. - Największym sojusznikiem reżimu jest obojętność. Bądźmy razem, bądźmy solidarni!

Po tej stronie bramy Stoczni Gdańskiej świętowali związkowcy
Po tej stronie bramy Stoczni Gdańskiej świętowali związkowcy
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Radomir Szumełda, szef pomorskiego KODu mówił m.in. o bramie nr 2: - Historyczna brama, która zjednoczyła Polaków w sierpniu 1980 roku dziś stoi zamknięta i dzieli nas, to bardzo smutne - podkreślił. - Marzę o tym, że kiedyś ją otworzymy i będziemy świętować razem z “Solidarnością” stojącą dziś po jej drugiej stronie. Solidarność to nie nazwa własna związku, solidarność, która była w tym miejscu 37 lat temu nadal żyje w sercach tu zgromadzonych, jest w ich duszach, gra w ich mózgach. Pamiętajmy, że to właśnie w tej sali padł pierwszy klocek z szeregu domina. Ostatnim był upadek muru berlińskiego.

Na telebimie pojawił się fragment kroniki filmowej PAP, w którym Lech Wałęsa ogłasza “mamy wreszcie niezależne związki zawodowe”.

Bożena Rybicka - Grzywaczewska wspominała, jak podczas sierpniowych strajków`80 wraz z Magdaleną Modzelewską i Lechem Wałęsą prowadziła modlitwy: - W intencji strajkujących, ludzi wspierających ich w tym działaniu i władz, by poszły po rozum do głowy. Ta modlitwa łączyła wtedy ludzi w stoczni z tymi, którzy stali po drugiej stronie bramy.

Wiec pod salą BHP zakończył się o godz. 21
Wiec pod salą BHP zakończył się o godz. 21
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Grzywaczewska przypomniała słowa Jana Pawła II, który tak mówił o solidarności: “Solidarność musi iść przed walką, bo solidarność to sposób bycia narodu w jedności, w uszanowaniu wszystkich ludzi, niezależnie od ich poglądów”.

- Jest nas tu dzisiaj bardzo dużo po tej stronie bramy, tak jak 37 lat temu - przemawiał Bogdan Borusewicz. - Dziś by te modlitwy nie pomogły, rząd by ich nie usłyszał. Jest czas na modlitwy i jest czas na działanie. Teraz trzeba działać. Widzę wśród was wielu, którzy byli tu w 1980 roku, ale mamy też nową zmianę. To bardzo ważne, żeby Sierpień nie zastygł, nie stał się tylko historyczną datą w kalendarzu. To, że młodzież przyszła pokazuje, że ideały z tamtego czasu wciąż inspirują Polaków. Rząd chcąc odebrać nam państwo prawa odbiera nam wolność, o którą wtedy walczyliśmy. Dopóki będziemy pamiętać o tamtych ideałach, nikt nam tego nie odbierze!

Olga Krzyżanowska zwróciła uwagę na paradoks tegorocznych obchodów rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych: - Najgorsza rzecz jaka nas dziś spotkała, to że musi nas odgradzać od siebie policja. To PiS uczy nas nienawiści, bez przerwy obrzucamy się nawzajem błotem - mówiła. - A mi chodzi o rzeczowość w polityce. O walkę, ale bez nienawiści. Bierzmy się za robotę, ale bądźmy wobec siebie kulturalni.

Krzysztof Łoziński - przewodniczący Komitetu Obrony Demokracji przypomniał tego wieczoru słowa Bertolda Brechta. - Odnosiły się co prawda do innej dyktatury, ale wciąż są aktualne. “Jeśli społeczeństwo nie spełnia oczekiwań rządu, powinien on rozwiązać społeczeństwo i wybrać sobie nowe” - zacytował i kontynuował: - Zaczynamy żyć w świecie odwróconych wartości. Ci, którzy dziś mianują siebie patriotami krzyczą “Precz z komuną”, gdy komuny już dawno nie ma. A wiecie ile wtedy, te 37 lat temu kosztowały takie słowa? Szło się za nie do więzienia na wiele lat. Życzę nam wszystkim tu zgromadzonym byśmy nie musieli znów wracać do walki o to samo.

Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl