5000 sadzonek dębu w matemblewskim lesie. Mieszkańcy dopisali!

Kolejna już akcja sadzenia drzew, tym razem na terenie lasu w Matemblewie, przyciągnęła setki chętnych osób. Nikt nie sprawdzał dokładnej frekwencji, wiadomo natomiast, że leśnicy wydali wszystkie z przygotowanych pięciu tysięcy sadzonek dębu szypułkowego. Co ciekawe, na miejscu pojawiali się mieszkańcy nie tylko pobliskich dzielnic, ale też tych bardziej oddalonych, jak Zaspa czy Przymorze. Były też osoby z... sąsiednich gmin.

5000 sadzonek dębu w matemblewskim lesie. Mieszkańcy dopisali!
A
A
data publikacji: 12 maja 2018 r.
W sobotę, 12 maja, odbyła się kolejna akcja sadzenia drzew na terenie gdańskich lasów, tym razem w Matemblewie
W sobotę, 12 maja, odbyła się kolejna akcja sadzenia drzew na terenie gdańskich lasów, tym razem w Matemblewie
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Akcje sadzenia drzew w gdańskich lasach organizowane są od kilku lat, i za każdym razem cieszą się dużym zainteresowaniem wśród mieszkańców. W sobotę, 12 maja, do obsadzenia był teren o powierzchni 0,7 hektara. Obecnym na miejscu osobom to zadanie zajęło... zaledwie trzy godziny. W Matemblewie pojawiły się całe rodziny, a więc rodzice z dziećmi, najczęściej kilkuletnimi. Byli też ojcowie z dziećmi, rzadziej mamy ze swoimi pociechami, ale sporo było także par. Widok, w większości przypadków był podobny: on kopał, ona wkładała sadzonkę do dołka, uklepując po wszystkim ziemię. W przypadkach, kiedy jeden z rodziców był tylko z dziećmi, to one odpowiedzialne były za "odpowiednie umiejscowienie" małego drzewka. Choć na wielu męskich czołach można było dostrzec krople potu, to wszyscy, z którymi rozmawialiśmy, zapewniali, że to świetny pomysł na spędzenie wolnego czasu.

Jedno z małżeństw - Anna i Roman Frącowie - postanowiło zasadzić w tym roku 15 dębów. W momencie, kiedy podeszła do nich reporterka Gdańsk.pl, byli na etapie wkopywania dziewiątego drzewka.

- Jesteśmy tu już dobre 40 minut. Kopałem dzisiaj z 1,5- rocznym synkiem, a także z 76-letnim tatą. Obaj jednak poszli już odpocząć. To czysty przypadek, że tu jesteśmy, ale uznaliśmy, że trzeba pomóc panom leśnikom, i nam wszystkim, żeby te drzewka te urosły - przyznał pan Roman Frąc, który mieszka z rodziną na Zaspie. - To moja pierwsza taka przygoda, bo w domu sadzimy mniejsze roślinki. Za kilka lat przyjdziemy zobaczyć, jak te dęby rosną. Fajne jest to, że można na miejscu porozmawiać też z leśnikami, którzy opowiedzą o wszystkim, o czym chcemy wiedzieć, lub nie wiemy.

Robota małżonkom świetnie szła, ponieważ oboje w jasny sposób podzielili się zadaniami.

- Mąż jest odpowiedzialny za wykopanie dołka, a ja za włożenie sadzonki i uklepanie ziemi. Taki podział obowiązków jest dobry - śmiała się pani Anna Frąc.

Państwo Frąc, podobnie jak większość par biorących udział w sobotnim wydarzeniu, podzieliła się obowiązkami w trakcie sadzenia małych dębów
Anna i Roman Frącowie, podobnie jak większość par uczestniczących w sobotniej akcji, podzielili się obowiązkami w trakcie sadzenia małych dębów
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Warunki sobotniej pracy wcale łatwe nie były, ponieważ nasadzenia prowadzone były na mocno pagórkowatym terenie. Kto chciał zostawić drzewko na samym szczycie, musiał się przez parę minut wspinać. Nie odstraszało to jednak nikogo, w tym pani Moniki Starkiewicz, która przyjechała specjalnie na tę akcję z sąsiedniej gminy - Pruszcza Gdańskiego.

- Urodziłam się, co prawda, w Gdańsku, ale od lat mieszkam w gminie Pruszcz Gdański. Sentyment jednak robo swoje. Zabrałam dziś ze sobą dzieci: Mariannę i Mikołaja. Stwierdziłam bowiem, że to świetna forma edukacji proekologicznej. Syn sam świetnie daje sobie radę z kopaniem i sadzeniem, a my z Marianną robimy to wspólnymi siłami. Ta akcja to super pomysł, bo jest to wspieranie ekologii. Fajnie, że jakieś nieużytki mogą znowu stać się lasem. To także przekazanie naszym pociechom jakiejś idei, nie tylko konsumpcjonizmu - oceniała pani Monika Starkiewicz. - Powietrze na całym świecie jest coraz bardziej zanieczyszczone, więc każdy taki gest jest nie do ocenienia. Sami mamy w ogrodzie mnóstwo drzew. Jeżeli trzeba któreś wyciąć, np. ze względów bezpieczeństwa, to zawsze robimy to z ciężkim sercem. Moje dzieci mówią już dziś, że przyjdą tu za 50 lat i zobaczą te ich drzewa. To super zajęcie, także dlatego, że spędzamy wspólnie czas, zwłaszcza, że na co dzień jesteśmy zabiegani.

Ponad 30 drzew zasadził pan Jakub Dawidziuk z Przymorza, który na miejsce wyznaczone przez leśników dotarł z córką Julianną parę minut po godz. 11.

- Jakoś tak wyszło. Nie planowałem sadzić aż tylu, ale córka biega ciągle po kolejne, to kopię. Przynajmniej jest co robić. Lepsze to niż siedzieć w domu, przed telewizorem, albo kręcić się po centrach handlowych. Mamy dziś ładne słońce, niech dziecko trochę go "zbierze" zamiast siedzieć w domu - wyliczał plusy sadzenia pan Jakub. - O tej akcji dowiedziałem się przypadkiem, na jednym z portali społecznościowych. Postanowiłem spróbować, może ostanie się jakieś drzewo z tych, które dziś zakopałem? Za jakiś czas wybierzemy się tu oczywiście na spacer, by zobaczyć całokształt, ale raczej nie będziemy się doszukiwać własnych sadzonek. Ważne będzie to poczucie, że posadziliśmy parę drzew.

Jest takie takie powiedzenie o prawdziwych mężczyznach : powinni zbudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna...
Jest takie takie powiedzenie o "prawdziwych mężczyznach": powinni zbudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna...
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Łukasz Plonus, rzecznik Nadleśnictwa Gdańsk, przyznaje, że co roku zainteresowanie wśród mieszkańców tą akcją jest duże, ale w tym roku, jego zdaniem, chętnych było więcej niż zazwyczaj.

- Już przed godziną otwarcia prawdziwe tłumy "szturmowały" naszą pozycję w lesie. Teren, który wyznaczyliśmy tym razem, jest dość mocno pagórkowaty. To tzw. pozycja pokornikowa, bowiem tutaj co roku zamierały nam świerki na skutek działań owadów i chorób grzybiczych. Teraz ten teren trzeba było obsadzić, stąd pomysł, by zaangażować w to mieszkańców Trójmiasta - nie ukrywa Łukasz Plonus. - Ludzie chcą sadzić drzewa, ale to niewielki procent tego, co robimy na co dzień. Rocznie w Lasach Państwowych sadzi się 500 milionów drzewek. Na terenie Nadleśnictwa Gdańsk sadzi się około 300- 350 tys. sadzonek. My bazujemy jednak głównie na tzw. odnowieniu naturalnym: tak gospodarujemy lasem, by ten odnowił się sam. Chodzi o to, że nasiona z drzew spadają na ziemię i w niej kiełkują. My później tylko odsłaniamy je i dajemy więcej światła, by mogły rosnąć.

Akcję sadzenia drzew zorganizował Wydział Środowiska w gdańskim magistracie wspólnie z Nadleśnictwem Gdańsk Lasów Państwowych.

Leśnicy wydali mieszkańcom pięć tysięcy sadzonek dębu szypułkowego
Leśnicy wydali mieszkańcom pięć tysięcy sadzonek dębu szypułkowego
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Drzewa w liczbach:
Drzewo mierzące około 25 m wysokości pochłania tyle dwutlenku węgla, ile dostarczają dwa domy jednorodzinne
60-letnia sosna wydziela tyle tlenu, ile zużywają trzy osoby, a hektar lasu zaspokaja potrzeby 45 osób
10-metrowe drzewo produkuje średnio około 118 kg tlenu rocznie, człowiek zużywa go 176 kg - dwa drzewa średniej wielkości zaspokajają potrzeby jednej osoby
Hektar zadrzewień śródmiejskich pochłania w ciągu godziny osiem kilogramów dwutlenku węgla - tyle, ile oddychając wydala 200 osób
100 drzew usuwa 454 kg zanieczyszczeń rocznie, w tym 181 kg ozonu i 136 kg zanieczyszczeń pyłowych
Drzewa ograniczają zapylenie nawet o 75 proc.

Kamila Grzenkowska (0)
www.gdansk.pl
kamila.grzenkowska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Kamila Grzenkowska (0)
www.gdansk.pl
kamila.grzenkowska@gdansk.pl
więcej tekstów autora