Paweł Adamowicz: O samorządności decydują obywatele

Obyśmy nie obudzili się w sytuacji, w której już nic się zrobić nie da, kiedy już będzie za późno - pisze prezydent Gdańska dla Gazety Wyborczej w felietonie „Stachanowcy z Nowogrodzkiej”. Wszystkim wątpiącym, wahającym się dedykuje wiersz luterańskiego pastora Martina Niemóllera.

Paweł Adamowicz: O samorządności decydują obywatele
A
A
data publikacji: 16 marca 2017 r.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz regularnie spotyka się z mieszkańcami gdańskich dzielnic. Nz. z mieszkańcami dzielnicy Wrzeszcz Dolny w lutym 2017 roku
Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz regularnie spotyka się z mieszkańcami gdańskich dzielnic. Nz. z mieszkańcami dzielnicy Wrzeszcz Dolny w lutym 2017 roku
fot. Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

W czwartek, 16 marca, Paweł Adamowicz bierze udział w Warszawie w debacie w obronie konstytucyjnych zasad samorządności. Tego dnia w Gazecie Wyborczej ukazał się felieton prezydenta Gdańska, odnoszący się do samorządności i sytuacji w kraju.

Adamowicz felieton zaczyna od słów:

Samorządność to trudna idea. To idea zakładająca, że grupy społeczne same decydują o sobie. Same, a więc nie partie, nie korporacje, ale obywatele. Polska samorządna to wielka zasługa rządów Tadeusza Mazowieckiego i Jerzego Buzka. Wielki skok cywilizacyjny polskich miast nie jest zasługą ministrów i rządów, to wielka praca radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów.


Prezydent Gdańska odnosi się do ekipy rządzącej:

Politycy PiS-u nie rozumieją samorządności, zarówno terytorialnej, jak i sędziowskiej. Żadnej. (…) PiS boi się samorządności, nie rozumie jej, nie akceptuje. Ale to w niczym nie przeszkadza mu mieć na tę samorządność zbawienne pomysły. W myśl aforyzmu Stanisława Jerzego Leca, że „zawsze znajdą się Eskimosi, którzy wypracują dla mieszkańców Konga Belgijskiego wskazówki zachowywania się w czas olbrzymich upałów". PiS te wskazówki wypracowuje. Produkuje je z determinacją prawdziwego stachanowca [przodownika pracy].


Podaje przykłady wprowadzania zmian przez rząd, m.in.:

Próbuje się zmian w ordynacji wyborczej do samorządów. Próby te sprzeczne są z wielowiekową tradycją prawną Europy, zakładają bowiem, że prawo może działać wstecz. Zmierzają do ostatecznego upartyjnienia samorządów poprzez zakaz wystawiania kandydatur na radnych, wójtów i prezydentów przez organizacje społeczne. Z ław rządowych słyszy się także o pomysłach, by w wyborach samorządowych była tylko jedna, rozstrzygająca tura.


Adamowicz namawia do protestu:

Ktoś musi zdecydowanie powiedzieć „stop". Stop psuciu państwa, stop cofaniu Polski do czasów PRL-u, stop czynieniu z nas pośmiewiska świata. (…) Musimy wykorzystać wszelkie dozwolone prawem metody protestu. Uchwały organów samorządowych, listy i apele. Nie zawahamy się także przed wyjściem na ulice polskich miast. Nasz głos sprzeciwu musi być głośny i jednoznaczny.


Wszystkim wątpiącym wahającym się dedykuje wiersz luterańskiego pastora Martina Niemóllera:

„Kiedy naziści przyszli po komunistów, milczałem,

nie byłem komunistą.

Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem,

nie byłem socjaldemokratą.

Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem,

nie byłem związkowcem.

Kiedy przyszli po Żydów, milczałem,

nie byłem Żydem.

Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować".


Felieton prezydent Gdańska kończy słowami:

Obyśmy się nie obudzili w podobnej sytuacji. Obyśmy nie obudzili się w sytuacji, w której już nic się zrobić nie da, kiedy już będzie za późno.



oprac. WG (0)
www.gdansk.pl
oprac. WG (0)
www.gdansk.pl