Pan Marek idzie do pracy. Gdańska opowieść na Nowy Rok - wielce krzepiąca, a do tego prawdziwa

Historia pana Marka z Gdańska to dzieciństwo i młodość w domach dziecka, samotność, brak jakichkolwiek krewnych, niemożność prowadzenia samodzielnego życia. Można się załamać? Nie pan Marek. Dzięki wsparciu miasta ma swój kąt, a z inicjatywy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie uczestniczy w projekcie Gotowość Praca Samodzielność, dzięki któremu będzie miał zatrudnienie.

Pan Marek idzie do pracy. Gdańska opowieść na Nowy Rok - wielce krzepiąca, a do tego prawdziwa
A
A
data publikacji: 30 grudnia 2016 r.

Pan Marek udowadnia, że nawet z najtrudniejszej sytuacji jest wyjście a pomoc społeczna nie jest piętnem
Pan Marek udowadnia, że nawet z najtrudniejszej sytuacji jest wyjście a pomoc społeczna nie jest piętnem
Fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Do Domu Małego Dziecka w Gdańsku pan Marek trafił jako niespełna trzyletnie dziecko. Tak wcześnie stracił rodziców, a że nie miał rodzeństwa ani krewnych dalekich czy bliskich, nie miał kto się nim zaopiekować. Od pierwszego dnia w domu dziecka do dziś otrzymuje pomoc i wsparcie - najpierw w placówkach opiekuńczo-wychowawczych pieczy zastępczej, a obecnie pomaga mu pracownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Gdańsku. 


Dzieciństwo jak z Dickensa

- Jestem sam jak palec, miałem ciężkie życie - powtarza często 51-letni dziś mężczyzna. - Do dziś pamiętam Wigilie, kiedy inni wychowankowie pakowali się i wyjeżdżali do rodzin i bliskich, a ja musiałem zostawać w ośrodku. To był smutek.

- To osoba z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim - opowiada Grażyna Chojnacka, pracownik socjalny gdańskiego MOPR opiekująca się panem Markiem. - Udało mu się jednak ukończyć zasadniczą szkołę zawodową, wcześniej uczył się w szkołach specjalnych. Pracował też w Domu Małego Dziecka, w tym samym, w którym wcześniej spędził dzieciństwo. Był tam zatrudniony jako pomoc kuchenna. Pracę swoją lubił, dobrze sobie radził.

Dziś gdańszczanin mieszka sam w niedużym jednopokojowym mieszkaniu, które przed laty uzyskał jako usamodzielniony wychowanek pieczy zastępczej. Bardzo dba o swoje lokum, a stałe utrzymywanie w nim porządku to umiejętność, którą wyrobił sobie w domu dziecka i która jest dla niego jednym z dowodów, że umie sobie sam poradzić. Kilka razy w miesiącu odwiedza go Grażyna Chojnacka, która sprawdza i pomaga przy płaceniu rachunków, załatwianiu spraw urzędowych, codziennym organizowaniu życia. Te spotkania to też stałe wspieranie podopiecznego, dla którego zrobienie tańszych zakupów, samodzielna wyprawa do psychologa to kroki do usamodzielnienia.  

- Nie ma własnego źródła dochodu - tłumaczy Grażyna Chojnacka. - Utrzymuje się z zasiłków z MOPR-u i zasiłku pielęgnacyjnego. Wspieram go, żeby wykorzystał wszystkie swoje możliwości i uprawnienia regularnie składając wnioski o przyznanie dodatku mieszkaniowego i zryczałtowanego dodatku energetycznego.


Dobre rzeczy też się zdarzają

Pan Marek rodziny nie znalazł, ale jego bliskiemu koledze z domu dziecka to się udało. Trafił do dobrych, kochających ludzi, którzy stworzyli mu normalny dom. Kolega nie zapomniał o Marku i od lat zaprasza go na Wigilię do siebie. A obaj z kolei pomagają kilkuletniemu chłopcu z domu dziecka w okolicach Częstochowy. W tym roku pojechali razem do niego, żeby spędzić z nim Wigilię.

To nie jedyne dobre chwile pana Marka. Mężczyzna otrzymał w tym roku świąteczną paczkę w ramach akcji "Szlachetna Paczka”, bo jego historia ujęła organizatorów akcji i darczyńców. - Dostał telewizor, ubrania, słodycze, żywność - opowiada Chojnacka. - Wiele rzeczy, którymi podzielił się też ze swoim "podopiecznym" z domu dziecka spod Częstochowy. A fakt, że obcy ludzie podarowali mu tyle potrzebnych rzeczy, bardzo go wzruszył, po wizycie darczyńców płakał.


Gotowy do pracy i samodzielności 

Pan Marek zgłosił się też do udziału w ostatnim z dużych projektów MOPR pod nazwą GPS: Gotowość Praca Samodzielność. To projekt skierowany do osób dotkniętych i zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem społecznym, dzięki któremu mają szansę na aktywizację społeczno-zawodową. W ramach Projektu GPS bohater naszej opowieści objęty jest wsparciem psychologicznym przez Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Gdańsku i Fundację Oparcia Społecznego Aleksandry FOSA, gdyż z powodu choroby i niepełnosprawności jego możliwości intelektualne są ograniczone.

Uczestnikom projektu pomagają pracownicy socjalni, trenerzy pracy; mają też wsparcie specjalistyczne, np. psychologa lub specjalistę uzależnień. Cel to aktywizacja zawodowa i znalezienie pracy. Uczestnik ma zapewnione doradztwo i pośrednictwo zawodowe, staże i szkolenia zawodowe, realizowane we współpracy z PUP Program Aktywizacja i Integracja, czy też zajęcia w ramach Centrum Integracji Społecznej.

- Mimo trudności pan Marek jest pogodny i walczy z przeciwnościami losu - dodaje Grażyna Chojnacka. - Przy wsparciu pracownika socjalnego i innych partnerów Projektu GPS rozwiązuje swoje problemy, teraz przygotowuje się do pracy w jadłodajni. To jest nasz bohater, swoim życiem udowadnia, że nawet z najtrudniejszej sytuacji jest wyjście a pomoc społeczna nie jest piętnem, z którego nie da się wyzwolić. Jest wzorem dla innych uczestników zajęć, mimo swej niepełnosprawności osiąga swoje małe "wielkie" sukcesy.

Alicja Katarzyńska (0)
www.gdansk.pl
alicja.katarzynska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Alicja Katarzyńska (0)
www.gdansk.pl
alicja.katarzynska@gdansk.pl
więcej tekstów autora