PCK, Miasto i zwykli ludzie pomagają Czeczenkom w Gdańsku

Wózek dla dziecka, jedzenie, chemia, środki higieniczne, artykuły szkolne - te dary Polski Czerwony Krzyż przekazał we wtorek, 7 marca, czeczeńskim rodzinom mieszkającym w domu w Gdańsku Oruni przy ul. Nowiny. Pomagają także zwykli ludzie, którzy uznają, że muzułmanom w potrzebie należy się pomoc od Polaków.

PCK, Miasto i zwykli ludzie pomagają Czeczenkom w Gdańsku
A
A
data publikacji: 07 marca 2017 r.

Wózek dla małej gdańskiej Czeczenki. Khedi Alieva (z prawej) wita wolontariuszy PCK w domu na Oruni
Wózek dla małej gdańskiej Czeczenki. Khedi Alieva (z prawej) wita wolontariuszy PCK w domu na Oruni
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Wózek jest dla Aset Alievy, młodej Czeczenki, która ma małą córeczkę. Inni dostali używane ubrania, chemię, środki higieniczne, jedzenie. Dzieci otrzymały artykuły szkolne: bloki, kredki, kleje. Polski Czerwony Krzyż wraz z miastem Gdańsk przeznaczył na pomoc gdańskim Czeczenkom i Czeczenom towary za ok. 3 tysiące złotych. Pieniądze były zbierane ze składek, kwest i akcji PCK.

O domu na gdańskiej Oruni, w którym mieszka kilka rodzin z Czeczeni i jedna z Tadżykistanu, pisaliśmy już w zeszłym roku. Są to azylanci, którzy zamiast czekać latami w ośrodkach dla uchodźców, gdzie nie mogą nawet podjąć pracy, zdecydowali się zamieszkać razem w domu na Oruni, wynajętym od gdańskiego stowarzyszenia Tatarów. Tu razem gospodarują, gotują, szukają pracy, uczą się Polski. 

Wspólnie mieszkają tu rodziny z małymi dziewczynkami w wieku przedszkolnym, ale też z nastoletnimi synami, chodzącymi już do gimnazjum. W sumie ponad 20 osób. Mężczyźni w ciągu dnia chodzą do pracy, kobiety zajmują się dziećmi, a część z nich szyje i w ten sposób dorabia do pensji mężów.

Czeczenka Khedi Alieva, która jest nieformalną szefową tej grupy, chce aby kobiety, mężczyźni i dzieci z Czeczeni usamodzielnili się i zintegrowali z miastem.

Czeczeńskie dziewczynki mówią mieszaniną polskiego, rosyjskiego i czeczeńskiego. Gdańsk to ich nowy dom
Czeczeńskie dziewczynki mówią mieszaniną polskiego, rosyjskiego i czeczeńskiego. Gdańsk to ich nowy dom
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Dlaczego PCK zdecydowała się pomóc uchodźcom z Czeczenii? Jak tłumaczy Kamil Żuk, dyrektor pomorskiego PCK, ta organizacja nie dyskryminuje i pomaga wszystkim potrzebującym, bez względu na ich pochodzenie, wyznanie czy kolor skóry. - Pomagamy po prostu potrzebującym, a tu były konkretne potrzeby - mówi Żuk. - PCK to organizacja, która nie rozstrzyga i nie wchodzi w naturę konfliktów, jak Rosji z Czeczenią. My jesteśmy neutralni. Po prostu niesiemy pomoc ludziom w biedzie, w czasie wojny, w ubóstwie. Pomagamy Polakom i Czeczenkom. Ba, wolontariusze Czerwonego Krzyża niosą pomoc i czasem niestety giną w Syrii.

Piotr Kowalczuk, wiceprezydent Gdańska, ale także prezes zarządu oddziału PCK w Gdańsku, tłumaczył: - Rząd PiS nie pomaga uchodźcom, więc musi to robić samorząd. Ci Czeczeni to teraz gdańszczanie. 

Obdarowane Czeczenki serdecznie dziękowały za pomoc, a dzieci od razu chciały zajrzeć do pudeł ze znakiem Czerwonego Krzyża. Czeczenki przygotowały dla wolonatriuszek i wolontariuszy PCK ucztę dań z Kaukazu.

Khedi Alieva podziękowała i powiedziała, że jej marzeniem jest integracja małej czeczeńskiej społeczności z resztą miasta. - Zapraszam Polki i Polaków do naszego domu na herbatę - powiedziała.

Aminat Alieva i Leszek Ogrodnik. Pan Leszek uważa, że pomagać trzeba ludziom niezależnie od ich wiary, pochodzenia czy koloru skóry
Aminat Alieva i Leszek Ogrodnik. Pan Leszek uważa, że pomagać trzeba ludziom niezależnie od ich wiary, pochodzenia czy koloru skóry
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Nie tylko zresztą PCK i miasto włączyły się do pomocy. W domu na Oruni spotkaliśmy Leszka Ogrodnika, na co dzień handlowca z hurtowni elektrycznej Pekar. Ogrodnik mieszka we wsi Lasowice Wielkie pod Malborkiem, ale pracuje w Trójmieście. Tłumaczy, że jego żona, Hanna Ogrodnik, wylosowała w grudniu, w ramach akcji Szlachetna Paczka, właśnie rodzinę czeczeńską z Gdańska: - Los tak chciał - mówi Ogrodnik.

Wraz z żoną odwiedzili dom na Oruni. Okazało się, że potrzebne są farby i pędzle do remontu. A że Hanna Ogrodnik pracuje w firmie Flügger, udało się załatwić je za darmo. Podobnie pan Leszek: gdy okazało się, że potrzeba w domu wymienić oświetlenie, załatwił lampy ledowe, plafony i kinkiety z hurtowni Pekar.

Dlaczego państwo Ogrodnik zdecydowali się na tę pomoc? - Nie mamy uprzedzeń do żadnej religii, w tym do islamu - mówi Ogrodnik. - Gdy się pozna tych ludzi bliżej, to zaskarbiają sobie naszą sympatię i nasze serca. Nie ma znaczenia ich wyznanie czy kolor skóry. To przemili ludzie w potrzebie. My z żoną dzielimy ludzi na dwie kategorie: dobrych i złych. 

Leszek Ogrodnik był we wtorek, 7 marca, w domu na Oruni z tamborkiem, czyli częścią do maszyny hafciarskiej. - Tamborek kosztował 200 złotych, zrobiłem więc zrzutkę wśród znajomych. Czeczenki pięknie szyją i chcą na tym zarabiać. Trzeba im pomóc, szkoda ich talentu - mówi Ogrodnik.

Zdaniem Ogrodnika rząd polski robi za mało, żeby pomóc uchodźcom: - Jak moi znajomi uciekli z PRL do Niemiec, zaraz dostali socjal, mieszkanie i lekcje języka. A my tych ludzi nawet nie uczymy polskiego, choć niektórzy są tu już pięć lat! Za słabo pomagamy! 

Przedstawiciele PCK zadeklarowali, że będą pomagać czeczeńskim rodzinom z Oruni przynajmniej do czerwca, jeśli nie dłużej.

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora