Opera „Eros i Psyche” jak niemy film

Spektakl „Eros i Psyche” w reżyserii Natalii Kozłowskiej zainaugurował sezon artystyczny Opery Bałtyckiej. Otwarcie nie okazało się może spektakularne, ale widzowie otrzymali piękną, poetycką opowieść, zachwycającą malarskością scen, nawiązujących do słynnych obrazów.

Opera „Eros i Psyche” jak niemy film
A
A
data publikacji: 13 września 2015 r.

Magdalena Stefaniak w roli Psyche
Magdalena Stefaniak w roli Psyche
Krzysztof Mystkowski KFP

Podczas gdy inni reżyserzy lubią sięgać po znane tytuły, Natalia Kozłowska woli wystawiać dzieła mniej popularne, a nawet zapomniane. W swoim dorobku ma pierwszą polską inscenizację „Agrippiny” Händla, a w ubiegłym roku w Centrum Świętego Jana w Gdańsku mogliśmy oglądać przygotowaną przez nią polską prapremierę opery „Francesca da Rimini” Rachmaninowa.

Najnowszy spektakl młodej reżyserki, będący koprodukcją Opery Bałtyckiej i Fundacji TUTTI, także jest próbą przywrócenia świetności dzieła niegranego na polskiej scenie od wielu lat. Opera „Eros i Psyche” młodopolskiego kompozytora Ludomira Różyckiego, z librettem Jerzego Żuławskiego, prapremierę miała w 1917 roku. Największą popularnością cieszyła się w okresie międzywojennym, później o niej zapomniano. Jak pokazuje inscenizacja Natalii Kozłowskiej, niesłusznie.

Czerpiące z mitu greckiego o Eros i Psyche libretto przedstawia historię uniwersalną, skupiającą się wokół zagadnień duszy, miłości i wolności. Odzwierciedla zainteresowania Żuławskiego metafizyką i odwołuje się do jego teorii syntetycznego monizmu – w myśl której Byt ma charakter jednocześnie duchowy i materialny. Tytułowa Psyche (symbolizująca duszę) zakochuje się w Erosie, bogu miłości, ale w wyniku nieposłuszeństwa traci kochanka. Chcąc go odzyskać, wyrusza w podróż przez epoki w towarzystwie Blaksa, który symbolizuje materializm i utrudnia jej osiąganie szczęścia.

Kozłowska, bardziej niż na filozoficznym wydźwięku dzieła, skupia się na jego mitycznej baśniowości. W jej spektaklu największą rolę odgrywają poetyckie obrazy wzbogacone podkreślającymi nastrojowość wizualizacjami przygotowanymi przez absolwentkę gdańskiej ASP Olgę Warabidę, i bardzo dobrą grą świateł Piotra Miszkiewicza. Każda z pięciu części odwołujących się do innej epoki ma swój odrębny charakter (sielankowa Starożytna Grecja, hedonistyczny, ucztujący Starożytny Rzym, niepokojący Paryż z czasów Rewolucji Francuskiej i tak dalej), wpisujący się jednak w spójną romantyczną całość.

Szczególne wrażenie sprawiają zwłaszcza sceny zbiorowe, zachwycające malarskością – jak fragment, gdy Psyche staje się wolnością wiodącą lud na barykady z obrazu Eugène Delacroix. Niezapomniane wrażenia wizualne zapewnia też środkowa odsłona przedstawiająca 1490 rok, której akcja dzieje się w klasztorze. Ruch sceniczny i wizualizacje rekompensują bardzo oszczędną w każdej ze scen scenografię i bazujące na popularnych skojarzeniach kostiumy. Całości dopełnia nastrojowa muzyka Ludomira Różyckiego w mistrzowskim wykonaniu Orkiestry Opery Bałtyckiej pod batutą Rafała Kłoczko.

Jest jednak coś, co bardzo przeszkadza w odbiorze tego niewątpliwie efektownego i przyjemnego dla oka spektaklu. Ani delikatny głos wcielającej się w główną rolę kobiecą Barbary Zamek (na zmianę z Magdaleną Stefaniak), ani głosy większości pozostałych artystów nie były w stanie przebić się przez orkiestrę, która wcale nie grała głośno. Kwestie śpiewane przez Psyche były podczas premiery do tego stopnia niezrozumiałe, że chwilami można było odnieść wrażenie, że zamiast opery oglądamy niemy film z muzyką na żywo. Straciła na tym szczególnie scena finałowa, której tekstu nie można było zrozumieć ani z poziomu szóstego rzędu, ani pierwszego. To zdecydowanie zepsuło cały efekt spektaklu, bazującego przecież na warstwie wokalno-instrumentalnej – tymczasem wystarczyłoby po prostu... wyświetlić napisy.


Agata Olszewska (0)
www.gdansk.pl
agata.olszewska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Agata Olszewska (0)
www.gdansk.pl
agata.olszewska@gdansk.pl
więcej tekstów autora