Trudna decyzja w gdańskim zoo. Musieli zabić wilka, by ratować życie ludzi

Gdańskie zoo podało, że 22 lutego około godz. 10.00 pracownik zoo oddał dwa strzały do wilka szarego, który uciekł wcześniej z wybiegu. - Mieliśmy do czynienia ze zwierzęciem niebezpiecznym, a jego zachowanie wskazywało na możliwość dalszej ucieczki: lasy oliwskie, aglomeracja - tłumaczą władze ogrodu zoologicznego.

Trudna decyzja w gdańskim zoo. Musieli zabić wilka, by ratować życie ludzi
A
A
data publikacji: 14 marca 2018 r.

Na terenie zoo w Oliwie zostały dwa wilki. Trzeci zginął w czasie nagonki, po tym, jak uciekł z wybiegu
Na terenie zoo w Oliwie zostały dwa wilki. Trzeci zginął w czasie nagonki, po tym, jak uciekł z wybiegu
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

“Podjęcie decyzji o zakończeniu życia zwierzęcia w ogrodzie zoologicznym za każdym razem jest trudne i bolesne. Jednak w sytuacji potencjalnego zagrożenia życia lub zdrowia ludzi taka decyzja jest niezbędna” - czytamy w notatce służbowej z 12 marca 2018.

- Mężczyźni płakali, a przecież mięczaki tu nie pracują - zapewnia Izabela Krause, lekarz weterynarii z gdańskiego zoo. - To była ciężka decyzja, ale konieczna. Życie ludzkie jest bezcenne.

W gdańskim zoo były dotąd trzy wilki szare: Lech, Czech i Rus. Z niewiadomych przyczyn jeden z nich - Czech - rano 22 lutego przeskoczył ogrodzenie, a po drodze zerwał jeden z drutów pod napięciem (są trzy) u szczytu ogrodzenia i uciekł z wybiegu.

Ogrodzenie ma 2 metry wysokości, a do tego jest 50 centymetrów odkosu zakończonego tzw. pastuchem elektrycznym pod napięciem.

Opiekun wilków stwierdził brak jednego zwierzęcia 22 lutego około godz. 8.30. Poinformował przełożonych. Decyzje były dwie. Pierwsza: nie otwieramy ogrodu dla zwiedzających o godz. 9.00. Wszystkie bramy pozostają zamknięte.

Druga: próbujemy odłowić wilka.

28 pracowników zoo przystąpiło do nagonki i próby odławiania. Dwójka lekarzy weterynarii - Izabela Krause i Mirosław Kalicki - została wyposażona w tzw. broń Palmera ze strzykawkami ze środkami narkotycznymi. To broń wystrzeliwującą strzykawki ze środkiem usypiającym, który działa po około 10 minutach od trafienia zwierzęcia. Pozostali pracownicy mieli sieci i pętle.

Cel: złapać wilka żywego na terenie ogrodu.

Jak ocenia Izabela Krause, przez półtorej godziny trwania akcji, wilk mógł pokonać nawet cztery kilometry na terenie zoo. - Mieliśmy tropy, bo w nocy padał śnieg, więc widzieliśmy jego ślady i widzieliśmy, gdzie przeskoczył ogrodzenie - mówi Krause.

Zwierzę w pewnym momencie, w czasie trwania akcji, przebiegło między ludźmi tworzącymi tyralierę. Jednak dalej uciekło i przedostało się w okolice lasu nad wybiegiem słoni.

Około godz. 9.40 dyrektor oliwskiego zoo, Michał Targowski, wydał polecenie o “włączeniu do akcji dodatkowych środków”. Chodzi o broń z amunicją ostrą. Zwierzę było bowiem zdezorientowane i nieprzewidywalne. Dyrektor uznał, że może zagrażać życiu jego ludzi bądź wydostać się z ogrodu do pobliskich lasów i zagrozić innym. (Targowski jest teraz na urlopie).

Około godz. 9.55 - jak podaje notka - “osoba dysponującą służbową bronią palną oddała dwa strzały, które spowodowały śmierć zwierzęcia”.

Pracownicy ogrodu zoologicznego w Gdańsku Oliwie zapewniają, że wszystko odbyło się zgodnie z polskim prawem, procedurami oraz w myśl rozporządzenia Ministra Środowiska w sprawie bezpieczeństwa pracy w ogrodach zoologicznych. Wilk należy do pierwszej grupy zwierząt niebezpiecznych.


Nalepka w jednym z pomieszczeń biurowych gdańskiego zoo
Nalepka w jednym z pomieszczeń biurowych gdańskiego zoo
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

"To była trudna decyzja" 

Rozmawiamy w środę, 14 marca, na terenie zoo. Trzy tygodnie po wydarzeniach.

Lekarz weterynarii Mirosław Kalicki: - Dla nas to po prostu tragedia. Ludzie płakali z bezsilności. Pracownicy byli w szoku. Odbierają to osobiście. To przecież zwierzę, o które się dba, zżywa się z nim. Ale nie było innego wyboru. Było jasne: dobro człowieka kontra dobro zwierzęcia. Bezpieczeństwo i życie ludzi było zagrożone. To był skomplikowany moment i bardzo trudna decyzja. Ale nie dało się inaczej.

Weterynarz Izabela Krause: - Pierwsza rzecz, którą się wtedy robi, to zamyka ogród. Zwierzę w sytuacji stresowej może się zachować bardzo nieprzewidywalnie. Gdyby wilk wydostał się na zewnątrz, byłby olbrzymi problem.

Kalicki: - To zwierzę nie bało się człowieka, było przyzwyczajone do kontaktu z ludźmi. Przecież na teren wybiegu wilków wchodzili wcześniej pracownicy, oczywiście wyszkoleni, z odstraszaczami. To zwierzę nie miało więc wdrukowanego strachu przed ludźmi. I takie zwierzę nie ma zahamowań przed atakiem na człowieka. Przyparte do muru rzuciłoby się na ludzi.

W 2012 roku w szwedzkim ogrodzie zoologicznym Kolmården pracownica została zagryziona przez stado ośmiu wilków. Do ataku doszło w czasie rutynowej wizyty w boksie dla wilków. Wilki rozszarpały ofiarę, która zajmował się ich chowem od czasów szczenięcych. W 2016 roku były dyrektor szwedzkiego zoo, Mats Höggren, został uznany winnym nieumyślnego zabójstwa. Zoo musiało zapłacić ponad 370 tysięcy dolarów odszkodowania. 


Lech i Rus w gdańskim zoo. Ogrodzenie wokół ich wybiegu zostanie podniesione
Lech i Rus w gdańskim zoo. Ogrodzenie wokół ich wybiegu zostanie podniesione
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Dlaczego 22 lutego nie strzelano do gdańskiego wilka z broni ze strzykawką?

Kalicki: - Byliśmy tak rozstawieni, żeby mieć szansę do niego strzelić. Ale zwierzak przemieszczał się z taką szybkością i w takiej odległości od ludzi, że nie było możliwości użycia tej broni. Ona strzela lekkimi strzykawkami i może być używana na dystansie góra 15-20 metrów. Wilk musiałby się zatrzymać, żeby strzykawka doleciała. Każdy ruch powietrza zmienia bowiem lot strzykawki, a w oliwskim zoo dodatkowym utrudnieniem jest gęstość zadrzewienia. Nie jesteśmy nieudolni. Ta broń ma swoje wielkie ograniczenia. To nie są żarty. A wilk nie wykazywał strachu i biegł prosto na pracownika!

Na terenie zoo w Oliwie jest dwóch pracowników wyznaczonych do użycia broni z ostrą amunicją. Mają oni odpowiednie uprawnienia i przeszkolenie.

Zoo ma też odpowiednie procedury, kiedy można użyć broni. Krause: - Nie złamaliśmy prawa. Mamy procedury. Na przykład w przypadku powodzi czy innego kataklizmu, niektóre zwierzęta są przeznaczone do odstrzału.

Nie wiadomo, dlaczego gdański wilk przeskoczył ogrodzenie.

Kalicki: - On znał dobrze to ogrodzenie i na pewno nie chciał zrobić sobie krzywdy. Coś musiało się stać. Może samce - bracia - między sobą walczyli? Nigdy wcześniej coś takiego między nimi nie było obserwowane, ale wykluczyć tego nie można. Tutaj, pomimo prądu i wysokości, wilk przeskoczył. Te wilki żyły tam wcześniej siedem lat i nic nigdy się nie działo. Wybieg był projektowany i wykonany przez fachowy personel.

Pracownicy gdańskiego zoo już zamontowali dodatkowe zabezpieczenia elektryczne i zapowiedzieli, że ogrodzenie wybiegu wilków zostanie wkrótce podwyższone. Ta część wybiegu, gdzie wilk przeskoczył przez ogrodzenie, jest obecnie zamknięta. Zwierzęta nie mają do niej dostępu.

Zwłoki wilka zostały zutylizowane. 



Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora