Noworodki w Peru piją wodę, w Rumunii nie wychodzą z domu

Każdego miesiąca w gdańskim szpitalu Copernicus dzieci rodzi kilka cudzoziemek. Imigrantek, turystek, uchodźczyń mieszkających na Pomorzu. Często nie znają naszego języka, mają swoje nakazy religijne i społeczne, swoje tabu.

Noworodki w Peru piją wodę, w Rumunii nie wychodzą z domu
A
A
data publikacji: 29 stycznia 2016 r.

Karolina Lopez (na pierwszym planie) i Karolina Stubińska pracują w Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek. Karolina, Kolumbijka od siedmiu lat mieszkająca w Gdańsku, podczas szkolenia opowie położnym o swoich doświadczeniach na oddziale położniczym.
Karolina Lopez (na pierwszym planie) i Karolina Stubińska pracują w Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek. Karolina, Kolumbijka od siedmiu lat mieszkająca w Gdańsku, podczas szkolenia opowie położnym o swoich doświadczeniach na oddziale położniczym.
Grzegorz Mehring

- Nie sądziłam, że zainteresowanie szkoleniem będzie tak duże, że aż będę musiała paniom odmawiać - mówi Katarzyna Brożek, koordynator PR i komunikacji szpitala Copernicus, który organizuje warsztaty. - Zgłosiły się położne z Trójmiasta, Kartuz, Wejherowa, Elbląga.

 

Dla noworodka woda zamiast mleka

- Każda kultura, narodowość ma swoje zwyczaje, nakazy, przesądy. My także - mówi Marta Siciarek z Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek w Gdańsku. - W Peru zaraz po porodzie matka daje dziecku napić się wody, u nas to nie do pomyślenia. Rumunka zwykle przez miesiąc nie wyjdzie z noworodkiem z domu. Muzułmanka nie zgodzi się na badanie przez mężczyznę lekarza, nie mówiąc o odebraniu porodu. Im więcej o takich aspektach wynikających z  wielokulturowości będzie wiedział personel medyczny, tym mniej sytuacji stresowych w szpitalach dla obu stron.

Jak mówi Karolina Stubińska z Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek, podstawową i najważniejszą barierą komunikacyjną na linii personel - ciężarna cudzoziemka jest nieznajomość języka polskiego, ale i angielskiego.

- Poród to tak trudne, ekstremalne przeżycie, że kobiety zwykle są skupione na sobie, na oddechu, walce z bólem - mówi Stubińska. - Nawet te imigrantki, które mieszkają w Polsce już jakiś czas i trochę znają język, w czasie porodu mają trudności ze zrozumieniem zaleceń położnej. A jeśli nie znają ani polskiego, ani angielskiego, sytuacja jest dla nich bardzo trudna. Czują ból, strach, samotność, niepokój, co się w ogóle dzieje. Znam imigrantki, które do tej pory nie wiedzą, dlaczego wykonano im określone zabiegi podczas porodu.


Poród? Tak, ale lekarz ma być kobietą!

Kolejną przeszkodą są różnice kulturowe. Muzułmanka nie zechce zdjąć ubrania podczas badania i porodu. Wietnamki po porodzie będą unikać prysznica z obawy przed wychłodzeniem organizmu, któremu po porodzie potrzebne jest ciepło. Muzułmanka po porodzie może poprosić o określone jedzenie i nie zgodzi się, żeby na salę, gdzie przebywa z dzieckiem, wchodzili mężczyźni. Mieszkanki niektórych obszarów Afryki nie pokażą przez pierwsze dni dziecka nikomu, bo to przynosi pecha.

- Mieliśmy parę z Malezji - opowiada Ewa Lisius, położna ze szpitala Copernicus, koordynator programu „Szpital przyjazny dziecku”. - Mąż Malezyjki nie pozwolił wejść lekarzowi mężczyźnie do rodzącej żony, nie pozwolił jej zbadać. Wykrzykiwał, tłumaczył na migi, że żaden mężczyzna nie może się do  niej zbliżyć. Nie było łatwo. Na szczęście na dyżurze była lekarka i ona zajęła się Malezyjką. Co by było, gdyby akurat byli sami mężczyźni?

Ewa Lisius takimi przykładami sypie jak z rękawa. Choćby para z Arabii Saudyjskiej: podczas porodu kontakt z kobietą możliwy był tylko przez męża, który mówił jej, co ma robić. A nie bardzo znał angielski.

Mniej stresującą sytuacją, z którą położne musiały sobie poradzić, były zwyczaje higieniczne Japonki, która po porodzie nie chciała wziąć prysznica i chodziła w specjalnych bawełnianych spodniach. Pielęgniarki umieściły ją w izolatce, żeby mogła przejść ten czas zgodnie ze swoimi zwyczajami, nie narażając jednak na przykre doznania innych pacjentek.


Brak procedur, pomaga poradnik

- Nie mamy opracowanych wytycznych, jak krok po kroku postępować z imigrantkami w ciąży - mówi Piotr Olech, zastępca dyrektora Wydziału Rozwoju Społecznego ds. integracji społecznej Urzędu Miejskiego w Gdańsku. - Temat dopiero rozpoznajemy. Mamy publikację „Kobiety świata - wielokulturowość w opiece okołoporodowej”, z której korzystamy do opracowania jakiegoś modelu postępowania.

Zdaniem Piotra Olecha, wiele kwestii opiera się na tych samych zasadach, które obowiązują polską pacjentkę, choćby kwestia ubezpieczenia. - Personel szpitala wie, jak zachować się, kiedy pacjent jest nieubezpieczony - mówi dyrektor Olech. - Wzywa się pracownika socjalnego, który robi wywiad z chorym, ustala, co robić. W przypadku uchodźców sprawa jest właściwie prosta - za opiekę medyczną płaci MSW.

- Wszystkie te sytuacje wymagają delikatności, wyczucia, empatii - uważa Piotr Olech - ale przyjęte normy prawne są niekiedy nadrzędne wobec uwarunkowań kulturowych. Mamy prawo, jako społeczność przyjmująca, stawiać granice, a naszą np. jest to, że mamy równouprawnienie. Jako lekarze pracują u nas i kobiety, i mężczyźni, i nie zawsze można sobie wybrać płeć lekarza.

 

Plan porodu i tłumacze na telefon

Zdaniem Karoliny Stubińskiej korzystne byłoby, gdyby imigrantki uczestniczyły w zajęciach szkół rodzenia, podczas których mogłyby poznać nasze realia. Problem w tym, że szkół, które prowadzą zajęcia w języku angielskim, praktycznie nie ma. Trudno też pozyskać informacje na temat oferty szpitala w zakresie porodu - strony internetowe większości szpitali w Polsce nie mają wersji angielskiej.

- Dobrą sprawą byłoby ułożenie planu porodu z  położną - dodaje Stubińska. - W tym czasie można by zakomunikować swoje zwyczaje, np. że to mama przecina pępowinę po porodzie.

- Mieliśmy trzy pary z Kaliningradu, które zdecydowały się na poród w naszym szpitalu - opowiada Ewa Lisius. - Specjalnie dla nich zorganizowaliśmy weekendową szkołę rodzenia, bo chcieli się dobrze przygotować, a mogli przyjeżdżać do Gdańska tylko w weekendy. To byli zamożni ludzie, nie zraziły ich koszty całego przedsięwzięcia.

W planach powołanego przez prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza zespołu ds. modelu integracji imigrantów, który zajmuje się kompleksowym rozwiązywaniem spraw dotyczących migrantów jest - oprócz szkoleń dla pielęgniarek, położnych, lekarzy - stworzenie zespołu dostępnych tłumaczy, którzy w sytuacji kryzysowej mogliby przyjechać do szpitala czy przychodni.

- Nie tylko poród jest problemem, który trzeba „opracować” pod kątem imigrantów, uchodźców - dodaje dyrektor Olech. - Także opieka stomatologiczna, wsparcie psychologiczne, opieka psychiatryczna. To jeszcze przed nami.


Alicja Katarzyńska (0)
www.gdansk.pl
alicja.katarzynska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Alicja Katarzyńska (0)
www.gdansk.pl
alicja.katarzynska@gdansk.pl
więcej tekstów autora