Monika Stachowska: Teraz niech się Holenderki martwią

Świetnie na mistrzostwach świata w Danii spisują się polskie piłkarki ręczne, które w piątek, 18 grudnia 2015 r., zagrają z Holandią o finał! W reprezentacji Polski gra Monika Stachowska z AZS Łączpol AWFiS Gdańsk, która opowiada nam m.in. o ostatnich meczach, sędziowaniu i kto rządzi w drużynie.

Monika Stachowska: Teraz niech się Holenderki martwią
A
A
data publikacji: 18 grudnia 2015 r.

Monika Stachowska w natarciu na bramkę rywalek. W Danii trener Kim Rasmussen zleca jej głównie zadania w defensywie.
Monika Stachowska w natarciu na bramkę rywalek. W Danii trener Kim Rasmussen zleca jej głównie zadania w defensywie.
ZPRP

Na mistrzostwach świata w Danii polska drużyna w grupie grała z: Kubą 27:22, Szwecją 30:31, Chinami 29:24, Angolą 29:27, Holandią 20:31.

Polki zajęły trzecie miejsce i w 1/8 finału zmierzyły się z faworyzowanymi Węgierkami. Wygrały 24:23. W ćwierćfinale ograły niepokonane dotąd na turnieju Rosjanki 21:20.

Dzięki temu awansowały do najlepszej czwórki mistrzostw świata oraz zapewniły sobie udział w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Polska będzie jego gospodarzem, który być może odbędzie się w gdańskiej Ergo Arenie.

Polska nie będzie musiała grać w turnieju kwalifikacyjnym jeśli... zostanie mistrzem świata. Najpierw jednak trzeba pokonać w półfinale Holandię. Ten mecz zacznie się w piątek, 18 grudnia, o godz. 18. Transmisja w TVP 2 i TVP Sport.

W reprezentacji Polski występuje Monika Stachowska. Pochodzi z Torunia, ale kilka lat spędziła w gdańskich klubach. Występowała w Starcie (2003), AZS AWFiS (2003-2007) i teraz AZS Łączpol AWFiS (2015). Gra na pozycji obrotowej.


Waldemar Gabis: Trudniejszy był mecz z Węgierkami w 1/8 finału czy Rosją w ćwierćfinale?

Monika Stachowska: - Jak sam wynik wskazuje, poziom trudności był ten sam. W obu przypadkach wygrałyśmy różnicą jednego gola.

A najtrudniejszy moment? Z Rosją prowadziłyście od początku, ale w 43. minucie było 15:16. Nie miałyście chwili zwątpienia?

- Na tym etapie każde 60 minut jest trudne. Każdy zespół jest mocny, każdy chce wygrać. Często jeden popełniony błąd decyduje o zwycięstwie czy porażce. Nie było chwil zwątpienia, tylko wiara, że można ten mecz wygrać.

Jak Pani ocenia sędziowanie? W meczu z Rosją kilka razy zostałyście pokrzywdzone, sędziny zbyt szybko sugerowały grę pasywną, odgwizdywały faule w ataku, których nie było.

- Nie patrzymy na to w ten sposób. Na mistrzostwach świata są najlepsi z najlepszych, także sędziowie. Ci, których zaproszono na mistrzostwa świata prezentują naprawdę wysoki poziom. A pomyłki zawsze się zdarzają, zawsze i każdemu z nas. Sędziom też, są przecież tylko ludźmi.

Największym problemem reprezentacji Polski są chyba kilkuminutowe przestoje. Gracie dobrze, ale nie strzelacie bramek.

- O to proszę pytać trenera (śmiech)... Tak się dzieje chyba ze zmęczenia. Mamy za sobą już siedem meczów, każda z nas gra dużo, przy pełnej mobilizacji i dużych obciążeniach. Zresztą każdy z zespołów ma podobne problemy, nie tylko my. Ale jeśli mamy mieć przestoje i wygrywać, to możemy, jako drużyna, grać i trzydzieści minut bez zdobytej bramki. Byle na końcu wygrać (śmiech).

Trener Kim Rasmussen wystawia Panią głównie w obronie. Jest Pani zadowolona?

- Absolutnie. Cieszę się, że jestem z tym zespołem. Mogę powiedzieć, że czuję się spełniona, jako zawodniczka.

Kto rządzi w drużynie? Mówi się, że kapitan, Karolina Kudłacz-Gloc.

- Tak się mówi? No to ma Pan kiepskie informacje (śmiech).

Dlatego pytam u źródła.

- Nikt nie rządzi w drużynie, rządzimy się nawzajem. Każda z nas ma swoją rolę do spełnienia, każda ma określone obowiązki. I to robimy.

O finał zagracie z Holandią, która w grupie rozbiła reprezentację Polski 20:31. Ma to dla Was jakieś znaczenie?

- Nie ma. O to niech się Holenderki martwią. W grupie grałyśmy słabo i gdybyśmy o tym myślały w meczu z Węgierkami, to pewnie przegrałybyśmy z nimi co najmniej dziesięcioma bramkami. A wygrałyśmy. Podobnie potem było z Rosją. Mecze grupowe to już historia i nie ma co na nie patrzeć.

Jak piłkarki ręczne świętują sukces? Piłkarze ręczni najczęściej chodzą wtedy na piwo.

- Idziemy się wykąpać, potem coś zjeść, pogramy trochę w gry planszowe i idziemy spać (śmiech). Jesteśmy tak padnięte, że nie ma się na nic ochoty. Poza tym sukces świętuje się po zakończeniu imprezy a my jeszcze tutaj, w Danii, gramy. Jak po zakończeniu mistrzostw świata będzie co świętować, to będziemy świętowały.

Jak będziecie świętowały?

- O to proszę pytać już po imprezie (śmiech).

Portal www.gdansk.pl składa Pani i koleżankom z reprezentacji gratulacje za to, co już osiągnęłyście w Danii. Trzymamy kciuki byście ugrały jeszcze więcej.

- Dziękuję. Obiecuję, że się postaramy.

Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora