Mamed Chalidow: po treningu zbieram haracze [WYWIAD]

Nie dość, że jest świetnym fighterem MMA, to jeszcze jest inteligentny i ma poczucie humoru. Mamed Chalidow, który w piątek, 27 maja, stoczy w Gdańsku walkę o mistrzostwo federacji KSW opowiada nam o kontuzjach, robieniu wagi, szacunku do przeciwnika oraz o... zbieraniu haraczy.

Mamed Chalidow: po treningu zbieram haracze [WYWIAD]
A
A
data publikacji: 26 maja 2016 r.

Polski Czeczen mówi, że lubi walczyć w gdańskiej Ergo Arenie.
Polski Czeczen mówi, że lubi walczyć w gdańskiej Ergo Arenie.
Grzegorz Mehring/ gdansk.pl

Mamed Chalidow urodził się w 1980 roku w Groznem, do Polski trafił w 1997 wraz z grupą Czeczenów. Najpierw przebywał we Wrocławiu, gdzie uczył się języka polskiego, potem wyjechał do Olsztyna. Tam ukończył studia na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim na kierunku zarządzanie i administracja. Ożenił się z Polką Ewą, ma dwóch synów. 

W piątek, 27 maja, w Gdańsku w walce wieczoru będzie walczył podczas gali KSW 35. Jego przeciwnik to Niemiec Aziz Karaoglu. 
 

Sebastian Łupak: Wygra Pan? 

Mamed Chalidow: To nie jest tak, że wiem, że wygram. Wielu zawodników myśli, że wygra, wchodzą do klatki, zderzają się ze ścianą i nie wiedzą, co robić. A przecież miało być tak pięknie! Więc nigdy nie zakładam, że wygram. Mam jedno przekonanie: że Bóg wie, co będzie. Ale dokładam wszelkich starań, żeby wyjść w dobrej formie. To jest nasza wspólna robota: ja, trenerzy, sztab, sparingpartnerzy. To nasz wspólny sukces. Wychodzę do walki z założeniem, że zrobiłem ciężką pracę i muszę narzucić przeciwnikowi swoją grę. Ale nie jestem pewny w stu procentach, że wygram.

Zna Pan Aziza Karaoglu - Niemca, z którym będzie Pan walczył?

On jest zawodnikiem, który jeśli wchodzi, to nokautuje. Ten, który z nim wejdzie w wymianę - pada. On wie, że ma ciężkie ręce, więc będę musiał uważać. Kondycyjnie i wytrzymałościowo jesteśmy przygotowani na niego. Natomiast jeśli chodzi o taktykę, to trenerzy mi ją układają pod przeciwnika, ale to się okazuje w walce, czy przeciwnik mi na ten mój plan pozwoli, czy nie będzie miał lepszego planu na mnie...

Jak wyglądał ostatni tydzień przed walką? (rozmawialiśmy w Olsztynie tydzień przed walką - red.)

- W ostatnim okresie skupiam się tylko na treningu, resztę rzeczy pobocznych omijam, żeby mieć spokojną głowę. Schodzimy już z tych wysokich obrotów i nabieramy świeżości. Trening jest lżejszy. Dużo odpoczywam, z rodziną, w domu. No i jeszcze trzeba wagę zrobić, zrzucić, a jak robisz wagę, to też jesteś podenerwowany...

Jaką wagę musi Pan zrobić?

U mnie to jest waga 84 kilo, tyle muszę zrobić. W tej chwili ważę 90 kilogramów, więc muszę zrobić jeszcze sześć kilo. Ale to nie jest problem, bo niektórzy zbijają po 15 kilo! W moim przypadku to jest pikuś. W tej wadze zawodnicy ważą koło stówy i zbijają do osiem cztery. Ja na co dzień ważę 90, maksymalnie 91 kilogramów, i mi nie jest ciężko zbić wagę. Sześć kilo w tydzień to nie jest dużo. W dniu ważenia zrobię tę wagę!

Jak wygląda dieta?

Mniej, ale dobrze się je. No i trochę z jelit się zrzuca, są specjalne środki, żeby oczyścić organizm. I tyle.

A co Pan robi po treningach?

- No.. jadę zebrać haracze…

?!

Niech Pan pisze: przecież wiadomo, że ja i Aslambek Saidow jeździmy zbierać haracze…

Napiszę tak, ale napiszę też, że to żarty z głupich stereotypów niektórych Polaków na temat Czeczenów: że jak Czeczen, to na pewno mafia. To przekorne z Pana strony...

- (śmiech) Mamy teraz więcej wolnego czasu, mniej treningów, więc szybciej zrobimy czarną robotę. 

A już poważnie: Aslambek Saidow, inny zawodnik z Olsztyna, jedzie z panem do Gdańska?

To mój kuzyn. Ważne, żeby był blisko. Jak czuję wsparcie rodziny, to jest bardzo ważne.

Ergo Arena jest dla Pana szczęśliwa? Lubi Pan te halę?

Najczęściej walczyłem w Ergo Arenie. Fajnie jest! Czas walki jest fajny, jest maj, ludzie przyjeżdżają nie tylko z Trójmiasta, ale z całej Polski.

Adrenalina już jest?

Jest. Już chciałbyś wyjść, zawalczyć. Ale trzeba poczekać… chociaż jest taki okres do ważenia, dzień przed walką, kiedy aż tak bardzo się o walce nie myśli. Ale po ważeniu, jak już nabieram z powrotem wagi, to już zostaje ostatnia noc, trzeba się wyspać. Ja tak naprawdę nie koncentruję się aż do samego wyjścia, aż do walki, aż stanę przed wejściem do klatki. Dopiero wtedy zaczynam się koncentrować tak naprawdę. Tak to są cały czas żarty, jakieś jaja, rozgrzewamy się w fajnej atmosferze...

Co Pan sądzi o przeciwniku w klatce, w oktagonie: muszę typa zniszczyć?

Nie! Różnie ludzie do tego podchodzą. Niektórzy potrzebują nienawidzić przeciwnika, wychodzą na agresji, muszą go zniszczyć. Ja nie znam tego uczucia. Ja po prostu muszę wykonać swój plan. Ograć przeciwnika. I tak o tym myślę, a nie w kategoriach nienawiści.

Ma Pan rozcięty łuk brwiowy, szwy. Co się stało?

W czasie treningu chciałem obalić przeciwnika i z rozpędu uderzyłem w jego biodro. Dosyć mocno, jak widać. Ale zaraz ściągam te szwy. 

Jak będzie wyglądał Pana czwartek i piątek w Gdańsku?

W czwartek jest ważenie: wtedy trzeba zbić ostatnie trzy, cztery kilogramy. Po ważeniu konferencja prasowa. Później, po oficjalnej cześci, idziemy do hotelu, uzupełniamy płyny, jemy węglowodany. Wieczorem lekki trening. No i w piątek rano śniadanie, odpoczynek, leżę sobie, po południu obiad, znów odpoczynek, staram się jak najwięcej leżeć w ciągu dnia, być zamulonym w dzień, żeby na wieczór być pobudzonym. W dniu walki jest lekki, delikatny trening: 15-20 minut maksymalnie. Staram się jak najpóźniej przyjechać na walkę. Wcześniej jeszcze trzeba zaliczyć Strefę Fana: namiot, gdzie na telebimach oglądają ci, którzy nie są na hali. Im też chcę poświęcić trochę czasu, pozdrowić i podziękować, że przyszli.

Publiczność w hali pomaga?

Podkręca, podkręca! Oni przyszli zobaczyć dobrą walkę, chcą zwycięstwa. Oczywiście, że to pomaga!

Jakiś spacerek nad morzem przed walką?

- Spacerek to raczej po walce...

Wygra Pan?

Jak Bóg da!

Właśnie: widzieliśmy, że modlił się Pan po treningu. Modlitwa typowo islamska. To też moment wyciszenia, koncentracji przed walką?

Pięć razy dziennie jest modlitwa. To jest dla mnie nawet ważniejsze niż trening. Nie ma nic ważniejszego! Przychodzi czas, że trzeba się zatrzymać i pomodlić się. To jest obowiązek. To nie ma nic wspólnego z treningiem. 

Trening w Olsztynie. Dziś, w czwartek, 26 maja, Chalidow jest w Gdańsku, gdzie o godz. 16 odbędzie się w Ergo Arenie oficjalne ważenie otwarte dla publiczności.
Trening w Olsztynie. Dziś, w czwartek, 26 maja, Chalidow jest w Gdańsku, gdzie o godz. 16 odbędzie się w Ergo Arenie oficjalne ważenie otwarte dla publiczności.
Grzegorz Mehring/ gdansk.pl



Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora