Majed Tinawi z Syrii: uchodźcy to nie statystyka, to ludzie jak wszyscy

W czasie II Forum Integracji i Migracji Majed Tinawi, Syryjczyk mieszkający i pracujący w Gdańsku mówił, że uchodźcy z jego kraju to ludzie tacy, jak my, którzy zasługują na naszą pomoc. Spotkanie odbyło się w piątek, 24 marca, w Europejskim Centrum Solidarności.

Majed Tinawi z Syrii: uchodźcy to nie statystyka, to ludzie jak wszyscy
A
A
data publikacji: 24 marca 2017 r.

Majed Tinawi przypomniał, że Syria ma głębokie związki z początkami chrześcijaństwa i między innymi dlatego zasługuje na naszą uwagę i pomoc
Majed Tinawi przypomniał, że Syria ma głębokie związki z początkami chrześcijaństwa i między innymi dlatego zasługuje na naszą uwagę i pomoc
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Majed Tinawi, Syryjczyk mieszkający w Gdańsku od roku, opowiadał w ECS o swoim kraju. Słuchały go uczestniczki i uczestnicy Forum Integracji i Migracji: nauczycielki, działaczki NGO-sów, pracownice społeczne, urzędnicy.

Tinawi powiedział, że każdy z nas ma dwie ojczyzny: swoją i Syrię, jest ona bowiem kolebką naszej cywilizacji. Przypomniał, że to właśnie w Syrii, w drodze do Damaszku, nawrócenia doznał święty Paweł, co opisane jest w Biblii. Syria to kraj, w którym obok siebie mieszkali w pokoju muzułmanie, chrześcijanie i Żydzi; kraj, gdzie wciąż mówi się po aramejsku, w języku Jezusa. Kraj, który chrześcijanom w Polsce powinien być więc bliski.

Niestety, połowa Syryjczyków to dziś uchodźcy. W brutalnej wojnie domowej zginęło pół miliona ludzi.

- Widzimy, że bez względu na cenę, ludzie uciekają dziś z Syrii. Oni nie poszukują lepszego jutra, oni poszukują jakiegokolwiek jutra. Musimy pozbyć się uprzedzeń i zrozumieć, że ci ludzie są w wielkiej potrzebie - mówił Majed Tinawi. - Ponad milion dzieci syryjskich nigdy nie było w szkole, bo urodziły się w czasie wojny i wychowują w obozach dla uchodźców. To jest prawdziwe cierpienie, a nie statystyki! Ci ludzie mają rodziny, przyjaciół, sny i marzenia. Zajrzyj temu człowiekowi w oczy i zrozumiesz, że ten człowiek kocha, cierpi i marzy, jak ty! 

Marta Siciarek, prezeska Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek w Gdańsku
Marta Siciarek, prezeska Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek w Gdańsku
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Uczestnicy debatowali, czy oddawanie do Czerwonego Krzyża np. starych ubrań i butów dla uchodźców, to dobra forma pomocy. Khedi Alieva, Czeczenka mieszkająca w Gdańsku powiedziała: - Nie jest ważne, jaką używaną odzież nam dacie. Stare, nie stare, za duże, nie ma problemu! Weźmiemy! Potrzebujemy bardziej edukacji, potrzebujemy nauki języka polskiego, psychologów. Potrzebujemy ekspertów. Polacy muszą nas wychować: żebyśmy szanowali prawo, żebyśmy rozumieli, czym jest życie w Polsce. To jest bardzo trudna praca.

Katarzyna Oyrzanowska z UNHCR (Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców) powiedziała, że Polska jest głównie krajem tranzytowym dla uchodźców. Nie chcą u nas zostać, wolą jechać dalej do Europy Zachodniej - Nie wiemy, z czego to się bierze - mówiła Oyrzanowska. - Czy dlatego, że są tam większe diaspory ich rodaków czy dlatego, że Polacy nie są życzliwi dla uchodźców? Na pewno w Niemczech ci ludzie mają większą szansę na uzyskanie wsparcia, wyleczenia po traumie wojny.

Oyrzanowska umieściła syryjski dramat w szerszym kontekście. Przypomniała, że w 2015 roku na świecie było 21 milionów osób uznanych za uchodźców: - Co minutę 24 osoby na świecie były zmuszone do opuszczenia swego domu - powiedziała.

Najwięcej uchodźców pochodzi oczywiście z objętej wojną Syrii - 5 milionów. Dalej: Afganistan i Somalia. 86 procent uchodźców mieszka nie w Europie, tylko w krajach rozwijających się. W Europie jest ich jedynie 6 procent. Najwięcej uchodźców mieszka w Turcji: 2,5 miliona. Dalej: Pakistan, Liban, Iran, Etiopia i Jordania. W Libanie jedna piąta populacji to uchodźcy. Dla porównania: w Polsce musiałoby ich mieszkać 8 milionów, żebyśmy mówili o sytuacji podobnej do libańskiej. 

W Jordanii jest ponad 600 tysięcy uchodźców z Syrii, co stanowi 10 procent populacji tego kraju. 93 procent z nich żyje poniżej granicy ubóstwa.

- To jest katastrofalna sytuacja - mówiła Oyrzanowska. - Oni mają problemy z dostępem do pracy, do edukacji, do służby zdrowia. Oni nie mają opcji legalnego dostania się do Europy. Nie ma dla nich udogodnień, procedury łączenia rodzin nie działają, nie ma udogodnień dla studentów syryjskich. Politechnika Warszawska ma raptem pięciu studentów z Syrii.

Na debacie obecne były także matki z dziećmi, które (matki, nie dzieci) interesują się tematem pomocy uchodźcom. Na zdjęciu: Ewa Patyk i Vika Sykuła z dziećmi
Na debacie obecne były także matki z dziećmi, które (matki, nie dzieci) interesują się tematem pomocy uchodźcom. Na zdjęciu: Ewa Patyk i Vika Sykuła z dziećmi
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Z krajów europejskich najwięcej Syryjczyków przyjęły Niemcy - około 400 tysięcy - oraz Szwecja. - Niestety po drodze do Europy te osoby są ofiarami przemocy fizycznej, seksualnej, tortur, zmuszane są do dodatkowego płacenia pieniędzy - opowiadała Oyrzanowska.

Polska zadeklarowała, że przesiedli z obozów z Turcji, Jordanii czy Libanu 900 Syryjczyków. Chodzi o przesiedlenia do Europy spoza UE. Rząd PO zadeklarował też, że w ramach relokacji w granicach UE, przyjmie 6 tysięcy uchodźców z innych krajów europejskich. Na razie Polska nie przyjęła ani jednej z tych osób.

W Polsce wniosek o nadanie statusu uchodźcy złożyło w 2016 roku 12 tysięcy osób: najwięcej to Czeczeni (obywatele Rosji), potem Ukraina, Tadżykistan, Armenia, Gruzja. W Polsce na stałe mieszka około 200 tysięcy cudzoziemców. To jest 0,2 procent populacji kraju, mówiła Oyrzanowska.

oprac. SŁ (0)
www.gdansk.pl
oprac. SŁ (0)
www.gdansk.pl