Architekt Jacek Droszcz o MIIWŚ: "Ten budynek jest pełen symboli"

- Jeśli nowi ludzie z PiS będą umieli użyć tego muzeum, to mają w rękach nieprawdopodobną broń! - mówi Jacek Droszcz ze Studia Architektonicznego Kwadrat w Gdyni - twórca oryginalnego budynku MIIWŚ - i wyjaśnia, co miał na myśli projektując (wraz z Bazylim Domstą) tak skomplikowaną bryłę, dlaczego wnętrze muzeum jest tak ascetyczne i dlaczego młodzież w muzeum milknie.

Architekt Jacek Droszcz o MIIWŚ: "Ten budynek jest pełen symboli"
A
A
data publikacji: 09 stycznia 2018 r.

Budynek MIIWŚ inaczej działa na ludzi za dnia, inaczej nocą
Budynek MIIWŚ inaczej działa na ludzi za dnia, inaczej nocą
Wojtek Jakubowski/Fotokombinat/ KFP

Sebastian Łupak: Co właściwie przedstawia budynek MIIWŚ?

Jacek Droszcz, Studio Kwadrat: Architektury nie powinno się tłumaczyć. Dobra architektura tłumaczy się sama. Ale rzeczywiście, to nie jest zwykły budynek, jest pełen symboli. Muzeum poświęcone jest najtragiczniejszym wydarzeniom XX wieku - od powstania totalitaryzmów do czasów najnowszych. Powstało w dziwnych okolicznościach: najpierw bowiem powstała wystawa, która była załącznikiem do regulamin konkursu. Architekci mieli stworzyć architekturę, która opakuje gotową wystawę. Zwykle jest odwrotnie.

Konkurs na koncepcję wystawy wygrała belgijska firma Tempora, która wcześniej robiła muzea w Rzymie, Londynie czy Bostonie. Dostaliśmy rozpisane funkcje pomieszczeń: wielkość i wysokość sal, jaka w nich będzie opowieść, jaki będzie nastrój, jaka jest sekwencja poszczególnych sekcji. Musieliśmy zrozumieć przesłanie tej wystawy i zacząć opakowywać ją budynkiem. Starliśmy się formą nawiązać do treści wystawy, wpisać się w jej atmosferę. Nie chcieliśmy jednak nadać formie budynku jednoznacznych skojarzeń, żeby nie przypominała jakiekolwiek formy czy kształtu z czasów wojny.

Czyli nie można powiedzieć, że ten budynek to jest niewybuch - bomba wbita w ziemię….

- Można!

Jak to?!

- Każdy na swój sposób może go zdefiniować. Jednemu kojarzy się z wbitym w ziemię elementem, komuś innemu z walącą się kamienicą, jeszcze innemu - z wystającą częścią zapory przeciwczołgowej albo nawet z lotniskowcem. A w nocy - jak bryła jest podświetlona - kojarzy się z płomieniem. Dla wielu jest to przede wszystkim wykrzyknik w przestrzeni - silny znak, który mówi: przyjdź, zobacz, zejdź na wystawę, coś ważnego tu się mieści! Każdy może tę formę na swój sposób odkryć. Pochylenie i zmienne kąty sprawiają, że ta forma z każdej strony wygląda inaczej. Ludzie przychodzą tu po trzy, cztery razy i za każdym razem mają inne skojarzenia. Cieszy nas, że uniknęliśmy jednoznaczności. Inne prace były jednoznaczne: ktoś na przykład zaprojektował ten budynek w postaci... gąsienicy czołgowej.

To musiało być okropne..

- Były też inne dziwne pomysły - muzeum jak pawilon handlowy z lat 70. Nieważne. Dla nas bardzo ważne było natomiast zagłębienie tego budynku w ziemi.

To też może być skojarzenie: schodzimy do schronu, do bunkra, do piwnic i kanałów...

- Męczyliśmy się z działką, która ma 15 tysięcy metrów i ma na niej stanąć 30 tysięcy metrów budynku. Niektóre konkurencyjne prace to były wielkie gmaszyska wypełniające całą działkę - duża kubatura na małym terenie. A my zagłębiliśmy to pod ziemią: cała przeszłość jest tam schowana. I dzięki temu mamy wokół budynku duży plac, który jest symbolem teraźniejszości. Ta bryła to jest taki kontrapunkt między starym Gdańskiem a nowym, który ma się budować na Młodym Mieście. Jest tam przecież szlak pieszy...

Niejednoznaczna ikona: każdy może sam wyobrazić sobie, czym jest ten budynek
Niejednoznaczna ikona: każdy może sam wyobrazić sobie, czym jest ten budynek
Wojtek Jakubowski/Fotokombinat/ KFP

Czyli idziemy z historii w przyszłość?

- Tak, idziemy ze starego Gdańska, bulwarem. Zwykle te wycieczki kończyły się na Targu Rybnym i w restauracji u Kubickiego. Potem ruszyła budowa osiedla Brabank, a teraz Gdańsk się rozwija w kierunku terenów postoczniowych.

Nie wiadomo czy i jak się rozwinie, bo Pomorska Wojewódzka Konserwator Zabytków wpisała te tereny do rejestru…

- Inwestorzy czekają, bo kupili te tereny z wielką nadzieją, a tu Azorek zdechł… ale bądźmy optymistami, bo Gdańsk nie ma wyjścia i musi w końcu w te tereny wejść. I budynek MIIWŚ jest na tej drodze z historii w przyszłość takim kontrapunktem. A symbolem przyszłości jest też wieża budynku muzeum. W tej wieży są bowiem zlokalizowane funkcje dydaktyczne, bo edukacja to przyszłość. Wyobrażaliśmy sobie bowiem, że najpierw dana wycieczka szkolna ogląda pewien fragment tej wielkiej wystawy pod ziemią i potem w jednej z sal dydaktycznych w wieży odbywa się lekcja historii.

Co do pomieszczeń: był zarzut PiS, że poprzednie władze MIIWŚ wybudowały tu sobie drogie apartamenty hotelowe z drogim sprzętem AGD…

- Bzdura! MIIWŚ miało być centrum naukowym, gdzie będą analizowane i badane dzieje II wojny światowej. Taka była ambicja założycieli: miały tu przyjeżdżać sławy z całego świata, prowadzić badania naukowe, dawać prestiżowe wykłady. Po co ci ludzie mieliby wynajmować pokoje na mieście, skoro mogą tu się zatrzymać? To jest standard trzygwiazdkowy. Nie było mowy, żeby to były prywatne apartamenty dyrektora.

Dlaczego budynek jest czerowny?

- Ubraliśmy cały budynek w kolor czerwony, bo to kolor gdańskich cegieł i gdańskich dachów. Gdynia jest - umownie - biała, Gdańsk - czerwony. Cała kultura hanzeatycka to kultura ceglana. Ale my mamy tu nowoczesny materiał: kolorowany, czerwony beton.

Stworzyliście coś unikalnego…

- Miasto przez wieki budowane jest na zasadzie znaków w przestrzeni. Każdy okres - gotyk, renesans, barok - pozostawia silny znak w postaci katedr i wież, jak Bazylika Mariacka, kościół św. Jana. I myśmy też postawili nasz znak, naszą ikonę w przestrzeni miasta.

Jacek Droszcz z Pracowni Architektonicznej Kwadrat - współautor projektu budynku MIIWŚ
Jacek Droszcz z Pracowni Architektonicznej Kwadrat - współautor projektu budynku MIIWŚ
Mateusz Ochocki/KFP

Co z wnętrzem? Jest bardzo surowe, prawie wyłącznie betonowe...

- Najważniejsza jest w tym budynku wystawa. Reszta ma być prosta, czysta. Stąd ten beton. Nie ma być zbędnych ozdobników. Schodząc w to surowe podziemie mamy się wyciszyć, może wpaść z lekkie przygnębienie, na górze zostawić codzienne troski. Młodzież przyjeżdża rozkrzyczana, rozbawiona. I ten proces schodzenia, zagłębiania się w surowość betonu, młodych ludzi nieco wycisza. Schody są zapraszające, nikt nie szuka windy. Większość idzie schodami, a na dole milkną i wchodzą na wystawę. To było dla nas bardzo ważne.

PiS może mieć w postaci MIIWŚ w Gdańsku nowoczesne, mocno oddziałujące na wyobraźnię młodych, monumentalne centrum propagandy i indoktrynacji...

- Gdyby to miało być muzeum stricte polskie, to byśmy je pomalowali w biało-czerwone pasy… Ten budynek nie jest fajny, więc nie da się w nim opowiadać, że wojna jest czymś fajnym. Opowiadanie, że wojna to czas, kiedy można wykazać się bohaterstwem i zmierzyć z wrogiem na charaktery to moim zdaniem głupota. Ta opowieść miała dawać świadectwo i mówić: “Nigdy więcej wojny”. Myślę, że obecne władze MIIWŚ nie wiedzą jeszcze, co mają w ręku. To muzeum działa na razie na 50 procent możliwości. Oczywiście, już teraz żołnierze wyklęci powoli “przejmują” historię, a znaczenie Armii Krajowej jest pomniejszane. Jeśli nowi ludzie z PiS będą umieli użyć tego muzeum, to mają w rękach nieprawdopodobną broń!

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora