Łodzie pełne uchodźców z perspektywy Gdańska? Tak, to również nasza sprawa

Podczas debaty, która odbyła się 26 grudnia 2016 r. w ramach festiwalu “Metropolia jest okey” rozmawiano o kwestii uchodźców w Europie z perspektywy Gdańska. Słowa płynące z ust uczestników spotkania nie napawają optymizmem: bez systemowych działań ze strony polskiego rządu daleko nie zajedziemy, a bierność społeczeństwa w sprawie antyimigracyjnej postawy polskich władz rozczarowuje.

Łodzie pełne uchodźców z perspektywy Gdańska? Tak, to również nasza sprawa
A
A
data publikacji: 27 grudnia 2016 r.

Przed debatą odbyła się projekcja głośnego filmu dokumentalnego "Ogień na morzu” opowiadającego o dramatycznej sytuacji uchodźców na włoskiej wyspie Lampedusa. Spotkanie miało teoretycznie dotyczyć problemu uchodźców w Europie, ucieczek z krajów objętych wojną, warunków życia w obozach tymczasowych. Dyskusja, jednak - właściwie od razu - zeszła na gdański grunt.

Prowadzący spotkanie dziennikarz Jakub Knera rozpoczął mówiąc: - W Polsce nie spotykają nas wyzwania związane z uchodźcami, takie z jakimi na co dzień mają do czynienia Włosi czy Grecy. Nasze państwo położone jest z dala od szlaków uchodźczych, nie dotyczą nas wielkie fale migracji, to sprawa krajów starej Europy - to stereotypowe polskie spojrzenie. Czy zatem, z lokalnej perspektywy Gdańska, problem nas dotyczy? Co możemy w tej sprawie zrobić?

Totalny wstyd

Marta Siciarek, prezeska Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek w Gdańsku odpowiedziała: - Na pewno patrzymy na sprawę uchodźców z perspektywy działań polskiego rządu. Jesteśmy jednym z dwóch krajów Unii Europejskiej, który nie przyjmie uchodźców w ramach programu relokacji. A w Gdańsku są uchodźcy z wielu krajów: z Ukrainy, Czeczenii, Tadżykistanu, pojedyncze osoby z Syrii i z Bliskiego Wschodu. W ośrodkach dla uchodźców w Polsce przebywa wiele osób, więc to nie jest tak, że to nie nasz problem, ale jest on raczej niewidoczny.

Marta Siciarek podkreśliła, że decyzja rządu PiS o wycofaniu się Polski z udziału w programie relokacji nie wzbudziła protestów społecznych, a tylko nacisk obywateli mógłby mieć wpływ na zachowanie się władz centralnych w tej sprawie.

- Dla mnie rezygnacja Polski z udziału w relokacji jest totalnym wstydem w wymiarze wyobrażeń o postawach naszego społeczeństwa - dodała Siciarek.

Andreas Hetzer, członek Rady Imigrantów przy Prezydencie Gdańska (pochodzi z Niemiec), podkreślił: - Polska jest krajem Unii Europejskiej, nie jest to więc tylko wyzwanie dla Niemiec, lecz wspólne. Można tak jak Węgry czy Polska postawić sprawę w ten sposób - to nie nasza sprawa, liczymy na to, że nas to ominie, ale to błędne myślenie.

Natalia Kovalyshyna, Ukrainka należąca do Rady Imigantów, która właśnie przechodzi “procedurę uchodźczą” w Polsce wyznała: - Chciałabym żeby polityka Polski i Gdańska była przyjazna dla uchodźców. Każdy człowiek ma prawo żyć tam, gdzie czuje się bezpieczny i szczęśliwy, gdzie może się rozwijać. Czy chcemy, czy nie - migracje zawsze były i będą, niezależnie od tego czy dany kraj jest na nie otwarty czy nie, dlatego trzeba być gotowym na towarzyszące im wyzwania.

Powracający temat łodzi z uchodźcami

Monika Popow, pedagog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu zajmująca się analizą przekazu medialnego dotyczącego imigrantów i uchodźców podkreśliła, że pod hasłem “uchodźca” wpisanym do wyszukiwarki po polsku nie zobaczymy artykułów o Gdańskim Modelu Integracji Imigrantów i o Radzie Imigrantów, czy o Natalii - uchodźczyni z Gdańska: - Media karmią nas zupełnie innymi obrazami. Najbardziej widoczny jest stereotyp uchodźcy jako terrorysty i bardzo trudno jest wyjść poza ten obraz. Zaczynamy też przyzwyczajać się do obrazu kolejnych łodzi płynących do wybrzeży Europy, mimo ładunku emocjonalnego, który niosą za sobą takie sceny.

Badaczka mediów dodała także, że jeśli chodzi o imigrantów, w Polsce najwięcej pisze się obecnie o Ukraińcach, jednak nie w kontekście “wojna i uchodźcy”, tylko pod kątem ich rosnącej obecności na polskim rynku pracy, o migracjach ekonomicznych.

- Tymczasem przeciągająca się wojna na Ukrainie prawie w ogóle nie jest już tematem w Polsce - tłumaczyła. - Kiedy zapytałam moich studentów, gdzie w Europie trwają obecnie konflikty zbrojne, żaden nie wymienił Ukrainy.

Jakub Knera: - Gdyby jednak teraz u wybrzeży Bałtyku pojawiła się łódź z 300 uchodźcami to byłby mocny przekaz. Może właśnie dlatego, że pojawiają się oni u nas stopniowo, jako pojedyncze osoby, sprawia, że sprawa ta jest tak mało widoczna i nie wywołuje zaangażowania w społeczeństwie?

Adam Szczepański z partii RAZEM, działa jako jeden z mentorów w Modelu Integracji Imigrantów uważa, że znaczny wpływ na poglądy Polaków na przyjmowanie uchodźców ma duże rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństwa: - Środowiska niechętne przyjmowaniu uchodźców sztandarowym argumentem w tej sprawie czynią właśnie poziom biedy i wykluczenia u nas: “skoro u nas jest bieda, to nie możemy już pomagać przejezdnym”. Musimy obalać ten mit, co jest bardzo trudne i wymaga konsekwentnych i ostrożnych działań w mieście takim jak Gdańsk, gdzie na przydział mieszkania socjalnego czeka blisko dwa tysiące osób. Sprawa każdej pokrzywdzonej w tym zakresie osoby może dla sprawy przyjmowania imigrantów w Gdańsku uczynić więcej złego niż wszystkie demonstracje narodowców razem wzięte.

Szczepański przywołał w tym miejscu przykład Anny Klimaszewskiej, samotnej matki dwójki dzieci, która samowolnie zajęła zrujnowane mieszkanie komunalne, a miasto wytoczyło przeciw niej sprawę sądową o eksmisję. - Postawa władz samorządowych w tej sprawie to polityczny samobój w mieście wolności i solidarności - uważa.

Gdańsk - tak, Polska - nie

Andreas Hetzer: Gdańsk to otwarte miasto i ono się przygotowuje na przyjęcie imigrantów, ale cała Polska nie. Czuję się gdańszczaninem, ale śledzę też co się dzieje w Niemczech. W Polsce media pisząc o sytuacji panującej w mojej ojczyźnie, raportują że wymknęła się ona spod kontroli - zwłaszcza teraz, po zamachu w Berlinie, co absolutnie nie jest prawdą. Ale nikt nie napisze w Polsce o tym, że co dziesiąty Niemiec angażuje się w pomoc uchodźcom.

Marta Siciarek: - Nieprzypadkowo w Niemczech społeczeństwo się angażuje, są to oczywiście inicjatywy obywatelskie, ale jednocześnie stanowią część działań systemowych. Państwo niemieckie pomagając uchodźcom, wytwarza również narzędzia współpracy z obywatelami. Dla przeciętnego Polaka uchodźca to terrorysta, jednocześnie mamy do czynienia z niechęcią państwa do wzięcia jakiejkolwiek odpowiedzialności za wyzwania migracyjne stojące również przed Polską.

Szefowa CWII dodała, że bez działań systemowych ze strony władz centralnych, gdański model integracji nie zadziała: - Coraz częściej pojawia się u nas w centrum konstatacja: “nie mamy na to wpływu, nasze metody pracy przestają być skuteczne”, ponieważ nie funkcjonuje w Polsce kompleksowe wsparcie imigrantów - przyznała. - Wystarczy spojrzeć na Oddział ds. Cudzoziemców w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim, który praktycznie nie działa. Nie radzi sobie ze wzrostem liczby petentów, ludzie zmuszeni są pracować w Gdańsku nielegalnie, bo za długo czekają na pozwolenie. Z nowym rokiem jako pracownicy centrum wybieramy się więc do wojewody Dariusza Drelicha z prośbą o zwiększenie zatrudnienia w tym miejscu, ale to nie powinno tak wyglądać. Obowiązujący w Polsce model przerzucenia wszystkiego na barki organizacji pozarządowych nie ma szansy na spełnienie, bo migracja to nie jest wyzwanie dla obywateli lecz dla państwa.

Debata odbyła się 26 grudnia 2016 r. w Hotelu Wolne Miasto w Gdańsku w ramach dnia Gazety Wyborczej Trójmiasto podczas festiwalu “Metropolia jest okey”.

Izabela Biała (0)
www.gdansk.pl