Lechia nie do zatrzymania! Pięć goli w siatce Jagiellonii!

Pięć zmian w wyjściowym składzie, trzy bramki Flavio Paixao, świetna gra Michała Chrapka i Jakuba Wawrzyniaka, bardzo dobra i dobra pozostałych piłkarzy, debiut 19-latka w bramce. Nie obyło się bez czerwonej kartki. No i wygrana 5:1. Emocji na Stadion Energa Gdańsk nie brakowało.

Lechia nie do zatrzymania! Pięć goli w siatce Jagiellonii!
A
A
data publikacji: 06 marca 2016 r.

Flavio Paixao bohaterem meczu Lechia - Jagiellonia. Trzy gole robią wrażenie
Flavio Paixao bohaterem meczu Lechia - Jagiellonia. Trzy gole robią wrażenie
Jerzy Pinkas

- Każdy z piłkarzy musi mieć świadomość, że za tydzień czy dwa może wyjść na boisko w podstawowej jedenastce - mówił nam trener Piotr Nowak tuż przed rozpoczęciem rundy wiosennej.

Do tej pory stawiał raczej na wypróbowanych piłkarzy, zmiany były najczęściej powodowane kartkami czy kontuzjami i chorobami, choć oczywiście od czasu do czasu zaskakiwał decyzjami personalnymi. Ale tym, co zrobił w niedzielę, 6 marca 2016 roku, zaskoczył wszystkich. W porównaniu z ostatnim, przegranym meczem z Zagłębiem Lubin 0:1, na boisko w wyjściowym składzie wysłał pięciu nowych zawodników!

Największym zaskoczeniem była obecność w bramce 19-letniego Vanji Milinkovicia-Savicia, olbrzyma z Serbii (202 cm wzrostu, 92 kg wagi), który jest co prawda mistrzem świata do lat 20 (na turnieju był rezerwowym), ale bez większego doświadczenia na poziomie ekstraklasy.

Nowak w piątek, 4 marca, na przedmeczowej konferencji prasowej na pytanie, kto stanie przeciwko Jagiellonii w bramce: Łukasz Budziłek czy Marko Marić, powiedział, że jest jeszcze Vanja Milinković-Savić.

Nikt jego słów nie brał na poważnie. A jednak. To właśnie ten ostatni stanął między słupkami Lechii. Miał kilka okazji do interwencji, ale plamy nie dał.

Oprócz niego od pierwszej minuty zagrali jeszcze Michał Chrapek, Paweł Stolarski, Aleksandar Kovacević i Lukas Haraslin. Na ławce rezerwowych bądź na trybunach zasiedli Michał Mak, Grzegorz Wojtkowiak, Damian Łukasik, Łukasz Budziłek i Marco Paixao.


Do tej pory rezerwowy, od meczu z Jagiellonią podstawowy gracz Lechii. Michał Chrapek rozegrał świetny mecz
Do tej pory rezerwowy, od meczu z Jagiellonią podstawowy gracz Lechii. Michał Chrapek rozegrał świetny mecz
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Gdańszczanie nie bawili się w jakieś rozpoznawanie rywala, tylko od razu ruszyli do przodu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 7. minucie Jakub Wawrzyniak podawał z lewej strony do będącego na piątym metrze Flavio Paixao, napastnik Lechii główkował wprost w Bartłomieja Drągowskiego, który wybił w bok. Do piłki dopadł po prawej stronie Stolarski, minął zawodnika Jagiellonii (faulował?), podał do ciągle stojącego w polu karnym, ale niepilnowanego, Paixao. Tym razem Portugalczyk był bezbłędny (choć zapewne szczęśliwie): strzelił między nogami bramkarza Jagiellonii. 1:0.

Świetną okazję w 18. minucie miał bardzo aktywny Chrapek. Z autu piłkę do Paixao wyrzucał Grzegorz Kuświk, Portugalczyk podał do wbiegającego na pole karne Chrapka, ten wymanewrował obrońcę, ale jego strzał przeleciał pół metra nad poprzeczką.

Ostro pod bramką Lechii było cztery minuty później. Doskoczyli do siebie Piotr Tomasik i Rafał Janicki, trącili się brzuchami, za chwilę był przy nich Stolarski, potem kilku zawodników Jagiellonii. W końcu wpadł tam Flavio Paixao i rozgonił towarzystwo. Nie obyło się bez żółtych kartek, które ujrzeli Tomasik i Janicki oraz rzutu wolnego dla białostocczan. I było groźnie, bo bramkarz Lechii piąstkował przed siebie, na szczęście Piotr Grzelczak przy dobitce nie trafił dobrze w piłkę i skiksował.

W 29. minucie rękę w geście triumfu podniósł Kuświk. Drągowski źle wyprowadził akcję z własnej bramki, piłkę przejął Milos Krasić, podał do Paixao, ten wzdłuż pola karnego do Chrapka, pomocnik Lechii z kolei w uliczkę do Kuświka. Gooool!

Tuż przed przerwą błyskawiczny atak Lechii. Krasić, Haraslin i Paixao z dwóch metrów. Szaleństwo na trybunach, kibice to 12 zawodnik biało-zielonych.


W meczu przeciwko Jagiellonii na trybunach zasiadło ponad 11 tys. kibiców
W meczu przeciwko Jagiellonii na trybunach zasiadło ponad 11 tys. kibiców
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Po zmianie stron gdańszczanie nie zwalniali tempa. Krasić wrzucił z około 20 metrów do niepilnowanego Paixao, który główkował zamiast w stronę bramki to wysoko w górę. Kuświk na prawo do Stolarskiego, wrzutka... daleko nad bramką. Krasić z rzutu rożnego, Paixao znowu głową, tym razem pół metra nad poprzeczką.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą. W 54. minucie Stolarski przed własnym polem karnym stracił piłkę na rzecz Fiodora Cernycha. Piłkarz Jagiellonii zrobił kilka kroków do przodu, strzelił obok wychodzącego z bramki Milinkovicia-Savicia. 1:3.

Biało-zieloni w rewanżu ruszyli do przodu. Stolarski z prawej strony podawał do Kuświka, który wrzucił piłkę w pole bramkowe, ale ta odbiła się od obrońcy i zmieniła nie co kierunek. Napastnik gdańszczan ruszył do przodu, przejął ją jeszcze, strzelił z ostrego konta, ale Drągowski był na posterunku.

W 59. minucie goście spuścili głowy. Jacek Góralski zaatakował ostro piłkę, ale też nogę Haraslina. Sędziowie w takich sytuacjach są jednoznaczni: żółta kartka. Pech piłkarza Jagiellonii polegał na tym, że ten sam kartonik zobaczył już wcześniej. Musiał więc opuścić boisko - czerwona kartka.

Na boisku zrobiło się luźniej, biało-zieloni w takich sytuacjach grali już w tym roku nie raz. Wiedzą więc, co robić. Atakować. Haraslin podał na lewej stronie do świetnie grającego Wawrzyniaka (najlepszego obok Chrapka), który zbiegł do końcowej linii boiska, minął Łukasza Burligę, wpadł w pole karne. Burliga leżąc na murawie złapał obrońcę Lechii za nogę. Ewidentny rzut karny.

Do jedenastki podchodził Krasić, gdy nagle na ziemię upadł Drągowski. Zwijał się z bólu, trzymając za lewy łokieć. Został trafiony jakimś twardym przedmiotem rzuconym z trybun (potem okazało się, że była to plastikowa zapalniczka, co nie zmienia faktu, że zachowanie kibiców w tym momencie było skandaliczne). Jego koledzy anonsowali potrzebę przeprowadzenia zmiany. Drągowski potruchtał do linii bocznej boiska, tam czekał na niego trener Michał Probierz. Chwilę porozmawiali i młody golkiper „Jagi” wrócił między słupki.

W końcu rzut karny. Krasić w przeciwległy róg bramki niż rzucił się Drągowski. 4:1.

W 76. minucie na boisku pojawił się Sebastian Mila, zmienił Krasicia, od którego przejął też opaskę kapitana. To był ukłon trenera Nowaka w stronę reprezentanta Polski. Chciał mu pokazać, że - mimo przerwy w grze i przeprowadzonych zmian kadrowych - ciągle na niego liczy, że to on jest prawowitym kapitanem. I Mila przynajmniej raz zagrał znakomicie. W 84. minucie kilkunastometrowym podaniem dograł dokładnie do Paixao. Napastnik biało-zielonych przyjął piłkę na klatę, chciał strzelać, ale sędzia odgwizdał spalonego. Słusznie. Był niewielki ofsajd, ale był.

Sędzia doliczył aż sześć dodatkowych minut. W połowie tego czasu Michał Mak znakomicie zagrał z prawej strony między trzech obrońców Jagiellonii, piłkę mógł uderzać Kuświk, ale ją przepuścił - myślał chyba, że może być na spalonym (rzeczywiście był). Dwa metry po jego lewej stronie był Paixao, uderzył i... trafił. 5:1. Hat-trick Portugalczyka. Minutę później po wymianie podań z Chrapkiem strzelał jeszcze raz, ale obronił Drągowski.

Świetny mecz Lechii. Szybkie tempo, dokładne podania (ponad 650 w całym meczu), zaangażowanie, wiele akcji podbramkowych, dobra gra w defensywie. Taką Lechię chcemy oglądać w każdym meczu, także na wyjeździe. Najbliższy w niedzielę, 13 marca, w Zabrzu z Górnikiem.

Lechia awansowała na ósme miejsce w tabeli. 


Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Michał Probierz, trener Jagiellonii

- W pierwszej połowie za łatwo oddaliśmy Lechii inicjatywę, z czego gdańszczanie skrzętnie skorzystali. Byliśmy świadkami kilku kontrowersyjnych decyzji arbitra. Pierwsza bramka dla Lechii nie powinna być uznana po faulu Stolarskiego na Tarasowie. Czerwona kartka dla Góralskiego również była wątpliwa, a dodatkowo otrzymałem wiele sygnałów, że przy wyniku 1:3 powinien być podyktowany rzut karny na naszą korzyść. Po przerwie wróciliśmy do gry i dążyliśmy do odrobienia strat, lecz patrząc przez pryzmat całego meczu nie zasłużyliśmy na wygraną.


Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Piotr Nowak, trener Lechii

- Tak wysokie zwycięstwo bardzo nas cieszy. Pierwszą połowę zagraliśmy fantastycznie. Szkoda bramki straconej po przerwie, ale Jagiellonia bardzo mocno dążyła do jej zdobycia, a nam przytrafił się jeden prosty błąd. Od samego początku byliśmy lepszym zespołem i nadawaliśmy ton grze. Świetnie sprawdziły się również zmiany w składzie względem poprzedniego ligowego spotkania, co pokazuje, że mamy bardzo wyrównaną kadrę.


 


Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok 5:1 (3:0)

Bramiki: 1:0 F. Paixao (7), 2:0 Kuświk (29), 3:0 F. Paixao (44), 3:1 Cernych (54), 4:1 - Krasić (66, karny), 5:1 F. Paixao (90+3)

Żółte kartki: Rafał Janicki (22) - Piotr Tomasik (22), Jacek Góralski (40 i 59), Bartłomiej Drągowski (59)

Czerwona kartka: Góralski (59, za drugą żółtą)

Lechia: Milinković-Savić - Janicki, Maloca, Wawrzyniak, Stolarski (67' Wojtkowiak), Chrapek, Kovacević, Krasić (76' Mila), Haraslin (67' Mak), F. Paixao, Kuświk

Jagiellonia: Drągowski - Burliga, Madera, Tarasovs, Tomasik, Alvarinho (46' Frankowski), Grzyb, Góralski, Vassiljev (66' Romanczuk), Grzelczak (76' Świderski), Cernych

 

Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora