Lampa z Gdańska w nowozelandzkim Christchurch? Życzenia świąteczne z Antypodów

Gdańszczanka Dorota Szymańska należy do pierwszego pokolenia emigracji w Nowej Zelandii, ale zafascynowała ją historia polskich rodzin, których przodkowie przybyli tu w XIX wieku. Kiedy dowiedziała się skąd pochodzą pierwsi emigranci z Polski i gdy okazało się, że zbliża się jubileusz ich wyjazdu z ojczyzny, napisała list do Gdańska z prośbą o latarnię...

Lampa z Gdańska w nowozelandzkim Christchurch? Życzenia świąteczne z Antypodów
A
A
data publikacji: 01 kwietnia 2018 r.

Gdańska latarnia w Christchurch - podczas inauguracji w powietrze poleciały balony w barwach Polski
Gdańska latarnia w Christchurch - podczas inauguracji w powietrze poleciały balony w barwach Polski
archiwum Doroty Szymańskiej

Latarnia uliczna z Gdańska stoi przy ul. Polskich Osadników (Polish Settlers Place) w Christchurch - drugim co do wielkości mieście Nowej Zelandii. By odpowiedzieć na pytanie skąd na drugim końcu świata wzięła się gdańska latarnia, trzeba cofnąć się do serii trzęsień ziemi, które nawiedziły region Cantenbury (wyspa południowa) i jego stolicę Christchurch między 2010 a 201 rokiem. Ich skutkiem były duże zniszczenia w całym regionie.

W dwa lata po katastrofie naturalnej do Polonii w Christchurch napisała rodzina Szymańskich z sąsiedniej wyspy północnej z pytaniem, czy znają polską przeszłość dzielnicy Christchurch - Marshland i czy wiedzą, że w ramach odbudowy miasta ze zniszczeń, powstaje tam właśnie nowe osiedle.

Kaszubi i Kociewiacy 102 dni na morzu

List przeczytała m.in. Dorota Szymańska, gdańszczanka mieszkająca w Christchurch.

- Zbieżność nazwisk jest przypadkowa, ale zadecydowała o tym, że zainteresowałam się tematem - mówi Dorota Szymańska. - Zaczęłam szukać kontaktów, ludzi, materiałów. Na razie udało się dotrzeć do potomków czterech polskich rodzin, które przybyły do Nowej Zelandii w 1872 roku i zamieszkały właśnie w rejonie Marshland.

Mowa o rodzinach Gierszewskich, Szymańskich, Kotlowskich i Watembach, które przypłynęły do portu Lyttelton w pobliżu Christchurch 30 sierpnia 1872 roku. Ich podróż z Europy na pokładzie statku “Friedeburg” trwała 102 dni.

- Była to pierwsza grupa osadników, która przybyła do Nowej Zelandii w ramach specjalnego rządowego programu emigracyjnego. Pasażerowie “Friedeburga” generalnie pochodzili z Prus Wschodnich i Zachodnich, wielu było Kaszubami i Kociewiakami - opowiada Dorota Szymańska. - Rytel, Łasin, Czersk, Brusy, Chojnice i Waplewo to miejscowości, które poznane dotąd rodziny podały jako miejsce pochodzenia swoich przodków.

Według ocen historyka Polonii nowozelandzkiej Jerzego Pobóg - Jaworskiego w latach 1872 - 1883 za ocean wyprawiło się ok. tysiąc polskich emigrantów, przeważnie Kaszubów z zaboru pruskiego.

Dumna ze swej katolickiej wiary, Katarzyna Gierszewska, jedna z pierwszych osadników w Marshland, nosiła wielki krzyż na szyi jako świadectwo wiary w protestanckiej Nowej Zelandii. Na zdjęciu z mężem Michałem
Dumna ze swej katolickiej wiary, Katarzyna Gierszewska, jedna z pierwszych osadników w Marshland, nosiła wielki krzyż na szyi jako świadectwo wiary w protestanckiej Nowej Zelandii. Na zdjęciu z mężem Michałem
Archiwum Between the Waters Exhibition

Między wodami Bałtyku i Pacyfiku

Osadnicy z Pomorza zajmowali się przede wszystkim pionierskimi pracami: karczowaniem lasów, budową dróg i kolei, osuszaniem bagien. W Marshland (z ang. bagnista ziemia) kaszubskie i kociewskie rodziny podjęły się odwodnienia mokradeł. Na uzdatnionych terenach uprawiano później warzywa i owoce, z których miejsce to słynie do dziś.

Zebrany materiał historyczny okazał się na tyle bogaty i ciekawy, że na kanwie dziejów czterech pomorskich rodzin powstał cały program obchodów 145 rocznicy polskiego osadnictwa w Nowej Zelandii. Projekt “Between the Waters”, czyli między wodami (Bałtyku i Pacyfiku) wystartował 30 sierpnia 2017 r., czyli dokładnie w 145 lat po przybiciu statku “Friedeburg” do brzegu na drugim końcu świata.

Dorota Szymańska przemawia podczas otwarcia wystawy w Canterbury Museum, po prawej ambasador RP w Nowej Zelandii Zbigniew Gniatkowski
Dorota Szymańska przemawia podczas otwarcia wystawy w Canterbury Museum, po prawej ambasador RP w Nowej Zelandii Zbigniew Gniatkowski
archiwum Doroty Szymańskiej

Organizatorzy jubileuszu zwrócili się do władz Christchurch z apelem o nadanie jednej z ulic w Marshland nazwy przypominającej o pierwszych polskich emigrantach w mieście.

- Wymyśliłam nazwę “Polish Settlers Place”, by ująć w ten sposób wszystkich osadników, a nie tylko tych, którzy mieszkali w Marshland. Ulica znajduje się dosłownie kilka metrów od miejsca, gdzie kiedyś były farmy pomorskich rolników - tłumaczy gdańszczanka. - Nie sądzę, żeby jeszcze któraś z ówczesnych rodzin tu mieszkała, ale wciąż jest tu sklep warzywny i sady Kiesanowskich.

W uroczystości inauguracji gdańskiej latarni w Christchurch udział wzięło wielu miejscowych Polaków i ich przyjaciele
W uroczystości inauguracji gdańskiej latarni w Christchurch udział wzięło wielu miejscowych Polaków i ich przyjaciele
archiwum Doroty Szymańskiej

Uliczny prezent zza oceanu

Dorota Szymańska napisała także do władz swojego rodzinnego miasta z prośbą o ufundowanie i przesłanie drogą morską latarni ulicznej przypominającej te, które stoją na gdańskim Głównym Mieście.

Latarnia z Gdańska stoi już jakiś czas przy ul. Polskich Osadników. Inauguracja “prezentu” zza oceanu, połączona z odsłonięciem pamiątkowej tablicy ku pamięci emigrantów z Pomorza, odbyła się 9 grudnia 2017. W uroczystości udział wziął Zbigniew Gniatkowski, ambasador RP w Nowej Zelandii, który podkreślił ważny gest ze strony Gdańska - miasta wolności.

Ul. Polskich Osadników dedykowana pierwszym polskim osadnikom z dalekiej ziemi pomorskiej...
Ul. Polskich Osadników dedykowana pierwszym polskim osadnikom z dalekiej ziemi pomorskiej...
archiwum Doroty Szymańskiej

- Serdecznie dziękujemy Gdańskowi i jego mieszkańcom za udział w tym ważnym dla Polaków w Nowej Zelandii projekcie. Latarnia pozostanie permanentnym polskim śladem i śladem stolicy Pomorza na drugim końcu świata - podkreśla Dorota Szymańska.

Tego samego dnia w Canterbury Museum w Christchurch otwarto wystawę poświęconą polskim osadnikom pt. “Between the Waters - Canterbury's First Polish Settlers”. Oprócz zdjęć i pamiątek przechowywanych przez potomków pasażerów “Friedeburga” są na niej fotografie przekazane przez Muzeum Kaszubskie im. Franciszka Tredera w Kartuzach. Wystawę można oglądać jeszcze do 2 maja 2018 r., kiedy to - w Dniu Polskiej Flagi - zostanie uroczyście zamknięta.

Podczas jubileuszowego koncertu polskiej muzyki klasycznej i folkloru wystąpiła także grupa Maorysów - w końcu to Nowa Zelandia
Podczas jubileuszowego koncertu polskiej muzyki klasycznej i folkloru wystąpiła także grupa Maorysów - w końcu to Nowa Zelandia
archiwum Doroty Szymańskiej

Skąd to polskie nazwisko?

Przy organizacji obchodów 145. rocznicy polskiego osadnictwa w Nowej Zelandii pracowało kilkanaście osób, zarówno potomkowie przybyłych wówczas rodzin, jak i nowa emigracja. Przygotowaniem licznych imprez zajęła się Federacja Polskich Organizacji w Nowej Zelandii oraz specjalnie powołany komitet organizacyjny, któremu udało się dotrzeć do trzeciego i czwartego pokolenia wymienionych wcześniej rodzin. Komitetowi przewodniczyla Abina Pope z rodu Kotlowskich.

- Zafascynowała mnie polska historia i polskie dziedzictwo na tym końcu świata. Poznałam mnóstwo ciekawych ludzi, dotarliśmy i ciągle docieramy do osób, które mają polskie nazwiska, ale nie wiedzą dlaczego i skąd to pochodzi. Będziemy kontynuować nasz projekt - obiecuje Dorota Szymańska, która sama urodziła się i wychowała w Gdańsku, a w maju minie 30 lat od kiedy zamieszkała w Nowej Zelandii. O tamtejszej Polonii opowiadała zresztą podczas ostatniego Zjazdu Gdańszczan w 2014 r. Czy wybiera się także w tym roku?

- Raczej nie, chociaż cuda się zdarzają... Zaproszenie na zjazd w każdym razie dotarło do mnie i do kilku innych wywodzących się z Gdańska rodzin - odpowiada.

Dorota Szymańska pracuje w firmie konsultingowej zajmującej się odbudową i rozbudową Christchurch, gdzie zarządza administracją projektów. Miesiąc temu wzięła ślub. Jej mężem jest wrocławianin, którzy przez 30 lat mieszkał w Australii. Poznali się na zjeździe Polonii Świata w 2012 r. w Pułtusku, a teraz działają razem w Nowej Zelandii. W Gdańsku wciąż mieszka mama pani Doroty, ale teraz jest u swojej córki.

Mistrzowie ceremonii podczas koncertu w ramach obchodów jubileuszu 145.lecia osadnictwa w Nowej Zelandii, w środku Dorota Szymańska
Mistrzowie ceremonii podczas koncertu w ramach obchodów jubileuszu 145.lecia osadnictwa w Nowej Zelandii, w środku Dorota Szymańska
archiwum Doroty Szymańskiej

Zdarza się nawet lany poniedziałek

W przededniu świąt wielkanocnych pytamy oczywiście także o to, jak wygląda polska Wielkanoc nad Pacyfikiem.

- Zarówno święta wielkanocne jak i Boże Narodzenie staramy się obchodzić zgodnie z polskimi tradycjami. Jest to dla nas ważne. Zaniesiemy jak co roku pokarmy do święcenia. Będzie uroczyste śniadanie lub lunch wielkanocny w gronie rodziny i przyjaciół - opowiada gdańszczanka. - Dzieci w polskiej szkole robią palmy i kartki wielkanocne. Zdarza się nam nawet czasem tradycyjny lany poniedziałek! Pielęgnujemy też tradycje związane z potrawami. Będzie własnej roboty biała kiełbasa i na pewno żurek, będziemy malować jajka. A reszta tradycji - w sercu! Z dalekich Antypodów życzę gdańszczankom i gdańszczanom dostatnich i spokojnych świąt Wielkiejnocy.

Wielkanocna baba`2018 prosto z Christchurch!
Wielkanocna baba`2018 prosto z Christchurch!
Dorota Szymańska

Z badaczami polskich śladów w Nowej Zelandii można kontaktować się pod adresem mailowym polishcanterburyNZ1872@gmail.com, serdecznie zapraszają! Więcej informacji o polskiej i pomorskiej historii w NZ znaleźć można na profilu na Fb utworzonym z okazji jubileuszu.

Gdańska latarnia w pełnej okazałości
Gdańska latarnia w pełnej okazałości
archiwum Doroty Szymańskiej



A dlaczego właśnie latarnia?

Inspiracją dla ustawienia gdańskiej latarni przy ul. Polskich Osadników był projekt realizowany wcześniej przez Urząd Miasta Christchurch.

Po trzęsieniach ziemi miasta siostrzane i zaprzyjaźnione z Christchurch zostały poproszone o “przesłanie światła solidarności” w postaci ulicznej lampy. Kuratorem projektu “Solidarity Grid” był nowozelandczyk Rob Garrett (mieszka obecnie w Sopocie). Do Christchurch dostarczono wówczas 21 latarni ulicznych z różnych stron świata, w tym również z Sopotu.

Lampy stoją wzdłuż rzeczki Avon w centrum miasta.

Izabela Biała (0)
www.gdansk.pl
izabela.biala@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Izabela Biała (0)
www.gdansk.pl
izabela.biala@gdansk.pl
więcej tekstów autora