Lechia gra z Cracovią. Część piłkarzy nie wytrzymała ciężkiej pracy trenera Stokowca

Przed poniedziałkowym (23 kwietnia) meczem trener Piotr Stokowiec przyznaje, że część jego piłkarzy nie wytrzymała ciężkiej pracy, którą narzucił zespołowi. W rezultacie odnieśli kontuzje na treningach. - A ja potrzebuję tych najsilniejszych - przyznaje szczerze szkoleniowiec Lechii. Mecz z Cracovią o godz. 18.00.  

Lechia gra z Cracovią. Część piłkarzy nie wytrzymała ciężkiej pracy trenera Stokowca
A
A
data publikacji: 23 kwietnia 2018 r.
Pracuś. Piotr Stokowiec, trener Lechii, przed derbami z Arką Gdynia
Pracuś. Piotr Stokowiec, trener Lechii, przed derbami z Arką Gdynia
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

 

Piotr Stokowiec żyje, śpi i oddycha piłką. Pracownicy klubu mówią, że nie tylko analizuje wszystkie mecze, ale nawet po każdym treningu godzinami analizuje zachowanie piłkarzy, oglądając materiały na laptopie.

Wyznaje kult ciężkiej pracy. Dlatego Marco Paixao, który wybrał krótkie włoskie wakacje zamiast treningów, musi pożegnać się z Lechią.

Stokowiec na ostatniej konferencji prasowej przyznał, że inni piłkarze też mają problemy po tym, jaki narzucił im ciężki program treningowy:

- Popracowaliśmy trochę i niektórzy piłkarze nie wytrzymali. Ich organizmy kontuzjami zareagowały na ciężką pracę.  

Wśród tych, którzy odnieśli podczas treningów kontuzje (m.in. ścięgna Achillesa, naderwane mięśnie) są Błażej Augustyn, Mato Milos, Grzegorz Wojtkowiak i Sebastian Mila.

- Sebastian Mila nadaje się na mecz charytatywny dla Pawła Kryszałowicza - podsumowuje formę pomocnika Lechii Stokowiec.  

Stokowiec mówi, że to, co jednym zaszkodziło, innych wzmocniło:

- Niektórym taka ciężka praca służy, co widać na boisku. Jedni pękają, ale inni grają teraz lepiej. Wiadomo, potrzebuję tych najsilniejszych. To, co teraz robimy, to nie jest nawet połowa tego, co bym chciał robić.  

Odkąd Stokowiec przejął zespół widać wyraźny progres po czasach Owena, gdy zespół uległ właściwie dezintegracji i nic w nim nie działało. Teraz wygląda to dużo lepiej, o czym świadczą dwa zwycięstwa derbowe z Arką Gdynia, 4:2 i 2:1.  

Stokowiec: - Naszą pewność siebie opieramy na ciężkiej pracy. Wcześniej gdzieś ta pewność siebie była zablokowana, a piłkarze po prostu nie mogli pewnych rzeczy na boisku zrobić. Teraz już mogą. Nie wszystko się da szybko odwrócić, ale założyłem, że każdy zawodnik będzie lepszy o te 5-10 procent. Odzyskujemy radość z grania i dokładamy sobie coraz więcej zadań. Dobry wynik w meczu jest wypadkową wykonywania zadań na treningach. Najlepszą odpowiedzią na stres związany z walką o utrzymanie jest zaangażowanie, rygorystyczne zasady i dyscyplina. Ale moi zawodnicy też lubią, jak jest porządek. Wiele rzeczy jednak wciąż jest do poprawy. Taka jest piłka, że zawsze trzeba się mieć na baczności. Jednak moi piłkarze już pokazali, że potrafią działać w stresie.

Stokowiec dodaje, że “przed nami sześć finałów”. Najbliższy z Cracovią Kraków w poniedziałek, 23 kwietnia, o godz. 18.00 na Stadionie Energa Gdańsk.

Czy drużyna zachowa formę z derbów? Trener Stokowiec: - Sukces to składowa wielu rzeczy. Te dwa zwycięstwa to dobry fundament, bo to buduje morale drużyny. Ale tydzień czasu to w futbolu dużo. Weźmy Arkę Gdynia: była po derbach skazywana na pożarcie, a jeden mecz i jedna akcja w meczu z Koroną Kielce wszystko odmieniły. Arka jest znów w finale Pucharu Polski!

Paradoksalnie Stokowiec ma coraz krótszą ławkę rezerwowych. Lechia znana była dotąd z tego, że kupowała za dużo, ponad stan, i miała w szatni kilkunastu bezczynnych piłkarzy. Teraz skład został uszczuplony. Do wyżej wymienionych kontuzjowanych doszli też leczący kontuzję Rafał Wolski, odsunięty Marco Paixao i Romario Balde, który dał nogę z klubu. Dodajmy przymusowe pauzy za żółte kartki Dusana Kuciaka (w meczu z Cracovią zastąpi go Oliver Zelenika) oraz Pawła Stolarskiego i Daniela Łukasika i okazuje się, że Stokowiec może mieć do dyspozycji już tylko 15 piłkarzy, a nie jak wcześniej dużo ponad 20.

Co zrobi w tej sytuacji? 

Stokowiec: - Nie skupiam się na tym, że kogoś nie mam, bo wszyscy zawodnicy zarabiają dobre pieniądze po to, żeby być gotowymi do gry. Nie tylko jedenastu czy trzynastu, ale wszyscy. Za chwilę gramy co trzy dni i będziemy rotować składem, bo nie wszyscy są gotowi grać tak często. Na przykład Lukas Haraslin po ośmiomiesięcznej przerwie nie będzie grał nagle co trzy dni pełnego meczu. Rotację są i będą i nie widzę w tym utrapienia. Ja oglądam Centralną Ligę Juniorów, przyglądam się grupom na Traugutta i sięgnę po trzech, czterech wychowanków. Młodym piłkarzom robimy badania wydolnościowe. Dam kilku szansę trenować i grać z pierwszym zespołem, ale na to trzeba oczywiście zasłużyć. Powoli spoglądamy w kierunku Akademii, a trenerzy z Akademii -  Bąk, Bieniuk i Wiśniewski - już z nami pracowali. Chcę, żeby Akademia zaczęła nadawać na jednej fali z nami.

W związku z tym w meczu z Cracovią młodzi Mateusz Żukowski (16 lat)  i Adam Chrzanowski (19 lat) znów znajdą się w meczowej osiemnastce, a na ławce usiądzie młody bramkarz Maciej Woźniak.

Tymczasem Lukas Haraslin zapewnia, że po zerwaniu więzadeł krzyżowych jest już w pełni sił i całkowicie do dyspozycji trenera Stokowca:

- Po kontuzji moim celem nie było, aby wyleczyć kontuzję jak najszybciej, ale aby wyleczyć ją jak najlepiej. Arkadiusz Milik wrócił po kontuzji po czterech miesiącach w Napoli i niestety znów coś się mu wydarzyło. Ja chciałem tego uniknąć. Dlatego zachowywałem spokój, wyczyściłem sobie głowę i czekałem. Teraz kompletnie się  zregenerowałem i już zapomniałem, że w ogóle coś mi dolegało. Mogę grać tak często, jak zdecyduje trener.



Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora