Gdyby nie Mariusz Wlazły. Trefl przegrywa po walce z PGE Skrą

Ponad pięć tysięcy fanów pojawiło się w Ergo Arenie w piątek, 5 stycznia, by obejrzeć pierwszy tegoroczny mecz ligowy siatkarzy Trefla. Gdańszczanie grali dobrze, momentami bardzo dobrze. Wygrali pierwszego seta 28:26, potem niestety górą byli wicemistrzowie Polski z PGE Skry Bełchatów. Przegrali, bo po drugiej stronie siatki był fenomenalny Mariusz Wlazły.

Gdyby nie Mariusz Wlazły. Trefl przegrywa po walce z PGE Skrą
A
A
data publikacji: 05 stycznia 2018 r.

Atakuje Mateusz Mika
Atakuje Mateusz Mika
fot. Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Wlazły. Mariusz Wlazły. W 2005 roku - mając 22 lata - po raz pierwszy został wybrany najlepszym polskim siatkarzem. W 2006 roku był liderem reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w Japonii, która zdobyła srebrny medal. Był w trójce najlepszych tej imprezy - obok legendarnego Brazylijczyka Giby i Mateja Kazijskiego z Bułgarii. W 2014 roku poprowadził biało-czerwonych do tytułu mistrza świata: został MVP i najlepszym atakującym turnieju rozgrywanego w Polsce.

W sierpniu skończy 35 lat. Mimo upływającego czasu nic nie traci ze swoich umiejętności. Ciągle skacze do piłki, jakby miał sprężyny w nogach. Uderza z siłą, której pozazdrościć mogliby mu pięściarze wagi ciężkiej. Jest szybki i precyzyjny niczym strzelec wyborowy. Po prostu fenomenalny.

No właśnie, gdyby nie On, siatkarze Trefla mogliby wygrać swój pierwszy mecz ligowy w 2018 roku. Gdyby...

Wlazły ma niewiarygodną siłę ataku, przekonał się o tym w pierwszym secie Artur Szalpuk, którego lider PGE Skry trafił w głowę. Najlepszy polski siatkarz zaraz podbiegł do swojego młodszego kolegi (w tym meczu rywala) i przeprosił za niefortunne zagranie.

Gdańszczanie bronili i atakowali. Punkty zdobywali Mateusz Mika, Szalpuk, Damian Schulz. Tylko raz goście odjechali na trzy punkty (13:16), potem dość szybko odrobili straty, po ataku Schulza prowadzili 23:21. Przy stanie 26:26 punkt z zagrywki zdobył Szalpuk, chwilę później Wojciech Grzyb zablokował Srećko Lisinaca. 28:26. Ponad pięć tysięcy fanów w Ergo Arenie było zachwyconych. 


Siatkarze PGE Skry mieli powody do zadowolenia. Pierwszy z prawej Mariusz Wlazły
Siatkarze PGE Skry mieli powody do zadowolenia. Pierwszy z prawej Mariusz Wlazły
fot. Skra Bełchatów

W drugiej partii goście odjechali na cztery punkty (10:14), ale podopieczni trenera Andrei Anastasiego ponownie skutecznie odrabiali straty. Piotr Nowakowski zbijał na 24:24, Schulz potężnie na 25:25. Potem niestety nie udało się zatrzymać Bartosza Bednorza i Milada Ebadipoura. 25:27.

Kolejne dwa sety także były dla PGE Skry, choć gospodarze walczyli do końca. W końcówce czwartej odsłony swój jedyny punkt dobrym atakiem zdobył Szymon Jakubiszak (24:24). Potem potrójny blok minął Wlazły, w ostatniej - jak się okazało akcji meczu - błąd popełnił Nowakowski.

Wlazły zdobył aż 30 punktów. Był niestety dla siatkarzy Trefla nie do zatrzymania.

Trefl Gdańsk - PGE Skra Bełchatów 1:3 (28:26, 25:27, 21:25, 24:26)

Trefl: Sanders 2 punkty, Schulz 21, Szalpuk 15, Grzyb 14, Mika 9, Nowakowski 9, Olenderek (libero) oraz Ferens 1, Jakubiszak 1, Kozłowski, Gunter, Niemiec

PGE Skra: Łomacz, Wlazły 30, Bednorz 15, Ebadipour 12, Lisinac 7, Kłos 7, Piechocki (libero) oraz Czarnowski 2, Romać 2, Nedeljković 1, Penchew, Janusz, Milczarek (libero)



Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora