Free European Media: “Może powinniśmy uczyć się od stoczniowców z Gdańska, z sierpnia 1980 roku?”

Silvia Chocarro, dziennikarka z Hiszpanii, w ECS: - Może powinniśmy uczyć się od stoczniowców z Gdańska, którzy w sierpniu 1980 roku napisali na kawałku deski 21 postulatów i wolność słowa była tam na trzecim miejscu! Dobrze, żeby dziś także była tak ważna dla ludzi, jak wtedy.

Free European Media: “Może powinniśmy uczyć się od stoczniowców z Gdańska, z sierpnia 1980 roku?”
A
A
data publikacji: 16 lutego 2018 r.

Postulaty sierpniowe: trzeci z nich dotyczył zniesienia cenzury i wolności słowa
Postulaty sierpniowe: trzeci z nich dotyczył zniesienia cenzury i wolności słowa
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Dobre wieści przyszły niespodziewanie. Deniz Yucel, niemiecki dziennikarz tureckiego pochodzenia, piszący dla “Die Welt”, został zwolniony z tureckiego więzienia po roku odsiadki, w piątek, 16 lutego. Yucel trzymany tam był bez procesu, bez wyroku, pod zarzutem rzekomego szpiegowania dla Kurdów.

Wieść o jego uwolnieniu została podana w ECS w Gdańsku około godz. 12.40 w piątek. Międzynarodowy panel dziennikarzy poświęcony wolności słowa, odbywający się w Gdańsku, przyjął tę wiadomość oklaskami.

Naciskanie na rząd Erdogana w Turcji przez Unię Europejską, Niemcy i organizacje dziennikarskie, przydało się.

Jest tylko jeden problem: w tureckich więzieniach siedzi jeszcze ponad 150 dziennikarzy. Zarzuty są te same: szpiegostwo, działalność wywrotowa, antyturecka, łamanie konstytucji.

Erdogan postanowił brutalnie zdławić wolność mediów. Dziennikarzy aresztuje masowo. 

W Gdańsku, podczas dwudniowej konferencji o wolności mediów Free European Media, spotkałem Baris Altintas, byłą już dziennikarkę dziennika "Zaman". Gazeta miała 650 tysięcy nakładu i została przez Erdogana zamknięta 4 marca 2016 roku. Podobnie jak 180 innych tytułów prasowych, TV i online.

Altintas pisała tam o nauce, środowisku czy feminizmie. Dziś jej dziennikarską specjalność można określić frazą “Dokumentowanie Procesów Koleżanek i Kolegów Dziennikarzy”. Altintas wraz z grupą przyjaciół prowadzi bowiem stronę internetową non-profit MLSA, gdzie po prostu żmudnie i skrupulatnie opisują, kto i za co właśnie trafił do więzienia. Co tydzień, co dzień, nowy, ponury news. Lektura tej strony poraża. 

Altintas właśnie się dowiedziała, że niemiecka fundacja przyznała im grant. Starczy na kilka miesięcy.  

Jak tłumaczy mi Turczynka, sprawa Deniza Yucela z "Die Welt" była nagłośniona na Europę, zajmował się nią też niemiecki rząd. Ale pozostają wszak dziesiątki dziennikarzy z małych lokalnych pism, stron internetowych, o których nikt się nie upomina. Altintas i jej koledzy chodzą więc do sądów, robią zdjęcia i opisują kolejne procesy.

Sama Baris pilnuje się, żeby nie napisać za dużo i nie dać rządowi pretekstu do aresztowania. Autocenzura. Ma dziecko, ceni swoją wolność. Nie chce iść do więzienia. Nikt nie ma do niej o to pretensji. 

- Ale i tak jestem pewnie na ich czarnej liście - mówi. 

Jakąś godzinę po tym, jak uwolniono Yucela, Altintas dowiedziała się, że sześciu innych dziennikarzy w Turcji zostało skazanych tego samego dnia na… dożywocie, za rzekomą próbę obalenia rządu.

Altintas od razu zaczęła odbierać telefony z Turcji. Była w Gdańsku, ale ta wiadomość sprawiła, że była roztrzęsiona i myślami była w Stambule. 

Powiedziała mi, że szóstka dziennikarzy została skazana za artykuły prasowe, wystąpienia telewizyjne i tweety: - Najpierw oskarżono ich o to, że w wystąpieniach telewizyjnych wysyłali rzekome "przekazy podprogowe". Ale potem rząd zorientował się, że brzmi to głupio i zrezygnowali z tych absurdalnych oskarżeń - mówi Altintas. - Ale i tak ich skazali na dożywocie! 

- Siedem lat temu Turcja była normalnym krajem, z długą tradycją parlamentarną. Dostępna była prasa kurdyjska, feministyczna, świecka. A dziś dziennikarze dostają dożywocie za pisanie - mówi Altintas. - To naprawdę może stać się w każdym kraju. 

Nie chce powiedzieć, że w Polsce też. 

Baris Altintas - dziennikarka z Istambułu
Baris Altintas - dziennikarka z Istambułu
Dominik Paszliński/ gdansk.pl

Jaki tam dziennikarz? Zwykły agent CIA! 

W czasie konferencji w ECS można było dowiedzieć się, jakie problemy mają dziennikarze także w innych krajach Europy. 

W Rosji najgorzej: od 1991 zabito (zastrzelono, otruto) tam już... 360 dziennikarzy! Całą listę znajdziecie na stronie Glasnost Defence Foundation (ПОГИБШИЕ ЖУРНАЛИСТЫ) Pogibszyje żurnalisty - zmarli dziennikarze. To przerażająco długa lista. 

W Serbii, jak mówiła Maja Vasić - Nikolić, media rządowe, pod rękę ze służbą bezpieczeństwa, niszczą dziennikarzy opozycyjnych. Jak to działa?

- Służby rządowe podsłuchają dziennikarzy niezależnych, a potem brukowce związane z rządem obsmarowywują na pierwszej stronie tych reporterów, korzystając z podsłuchów. Czyli jedni dziennikarze niszczą innych. Po kilku dniach takiej kampani nienawiści opozycyjny dziennikarz boi się wyjść na ulicę, bo jest zaczepiany, opluwany. A nasz nacjonalistyczny prezydent Vucic na konferencji prasowej zwraca się do dziennikarzy w taki sposób: “To kto teraz zada pytanie? No proszę, to może ten dziennikarz, czy raczej agent CIA?” W ten sposób dyskredytuje prasę.

W Hiszpanii przed sądem stanął niedawno redaktor naczelny satyrycznego magazynu El Jueves, bo rzekomo artykuł z jego gazety obraził hiszpańską policję stacjonującą w Katalonii. 

W Polsce wiemy o nałożonej na TVN24 przez KRRiT, a potem zniesionej, grzywnie 1,5 miliona złotych za rzekomo niewłaściwie relacjonowanie protestów antyrządowych pod sejmem.

Z kolei były szef MON Antoni Macierewicz nasłał prokuraturę na Tomasza Piątka, autora książki "Macierewicz i jego tajemnice". Zdaniem Macierewicza książka była bowiem “zamachem na funkcjonariusza publicznego”. Grozi za to kara do trzech lat więzienia! 

Niemcy też mają kłopot z wolnością słowa: federalny Związek Niemieckich Wydawców Prasy mówi tam o cenzurze, bo w styczniu w życie weszła ustawa nakazująca mediom społecznościowym szybkie usuwanie wpisów, które zostaną uznane za siejące nienawiść.

Nawet w otwartej i liberalnej Danii dziennikarze boją się nadmiernej kontroli rządowej.

- Nie może być tak, że społeczeństwo nie wie, jak działa rząd, natomiast rząd wie, jak działają dziennikarze, bo ma dostęp do naszych danych z telefonów czy laptopów - mówiła w Gdańsku Freja Wedenborg, dziennikarka z Danii. - Inwigilacja dotycząca pracy dziennikarzy idzie naszym zdaniem za daleko. Musimy zmienić prawo w tej kwestii.

Turcja czy Rosja to ekstrema - trudno tam mówić o wolności słowa. W Polsce, gdzie rząd przejął media publiczne (w TVP, Polskim Radiu i PAP pracę straciło około 150 dziennikarzy) i zapowiada "repolonizajcę" mediów prywatnych, zagrożenia dla wolności słowa są coraz większe. Dziennikarze z Danii, Holandii czy Szwecji w zasadzie nie odczuwają represji rządowych. Jednak nawet w Danii proponuje się teraz obcięcie budżetu mediów publicznych o 25 procent z powodu oszczędności. 

Gdańska debata połączyła dziennikarki i dziennikarzy z dwóch światów: od rządów autorytarnych Putina czy Erdogana po wolne kraje skandynawskie, gdze skrupulatnie przestrzega się etyki dziennikarskiej i prawa.  

Jednak wszyscy się zgadzali: wolność słowa i publikacji jest kwintesencją demokracji. Dzięki niej społeczeństwa mogą mieć pewność, że są dobrze poinformowane i mogą podejmować racjonalne decyzje i ważne wybory. Jeśli nie chcemy być manipulowani i oszukiwani, musimy mieć wolne media. Powinniśmy móc wyrażać w nich swobodnie wszelkie opinie, nawet te kontrowersyjne. 

- W dzisiejszym klimacie niechęci do dziennikarzy i mediów, nasza praca jest coraz trudniejsza, ale nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo - podsumowała norweska dziennikarka Kjersti Løken Stavrum.

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora