Dożywocie dla Samira S. „Powinna być potrójna kara śmierci”

Samir S., który w marcu 2013 roku zastrzelił w Gdańsku w mieszkaniu przy ul. Długiej 33-letniego handlarza militariami oraz jego żonę i 16-miesięczną córeczkę, usłyszał wyrok dożywocia. Rozprawa odbyła się 29 marca przed Sądem Okręgowym w Gdańsku.

Dożywocie dla Samira S. „Powinna być potrójna kara śmierci”
A
A
data publikacji: 29 marca 2016 r.

Samir S. został uznany za winnego potrójnego zabójstwa i skazany na dożywotni pobyt w więzieniu. Obrońca zapowiedział złożenie odwołania od wyroku.
Samir S. został uznany za winnego potrójnego zabójstwa i skazany na dożywotni pobyt w więzieniu. Obrońca zapowiedział złożenie odwołania od wyroku.
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Sędzia Robert Studzienny nie miał wątpliwości: uzasadniając wyrok, opisał, jak Samir S. zastrzelił Adama K., jego żonę Agnieszkę oraz ich córeczkę Ninę. Miał przyjść do mieszkania swoich ofiar 13 marca 2013 roku około godziny 18. Musiał dość dobrze znać Adama K., ten bowiem do swojego mieszkania przy ulicy Długiej zapraszał tylko dobrych znajomych. Handlował militariami i pamiątkami z okresu II wojny światowej. Inne interesy robił poza domem, czasem w mieszkaniu rodziców.

Samir S., urodzony w 1981 roku w Baku w Azerbejdżanie, mieszkający od 20 lat w Polsce (ostatnio w Elblągu), miał przyjść do Adama K. i rozmawiać o długu. Samir S. twierdził w śledztwie, że to Adam K. miał wobec niego dług, jednak sąd ustalił, że było odwrotnie - to Samir S. miał dług w wysokości około 1540 zł u Adama K.

Sąd uznał, że Samir S., który tego dnia miał przy sobie pistolet marki Walther P22, jeśli nawet nie przyszedł z zamiarem zabójstwa, to podjął „zamiar nagły”. Mogło to nastąpić po słownej sprzeczce. Obywatel Rosji oddał dwa strzały w głowę Adama K., dwa strzały w głowę jego żony Agnieszki, a potem jeden strzał w głowę niemowlęcia, 16-miesięcznej Niny.

Sędzia Robert Studzienny czytał: „Oskarżonego Samira S. uznaję za winnego tego, że w dniu 13 marca 2013 roku w Gdańsku, działając z zamiarem bezpośredniego pozbawienia życia Adama K., oddał do niego dwa strzały z pistoletu Walther model P22, kaliber 22, w wyniku czego wymieniony poniósł śmierć gwałtowną, nagłą, wskutek uszkodzenia rdzenia przedłużonego (...) za to skazuję go na karę 25 lat pozbawienia wolności. Oskarżonego Samira S. uznaję za winnego tego, że w dniu 13 marca 2013 roku w Gdańsku, działając w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, z zamiarem bezpośredniego pozbawienia życia Agnieszki K., oddał do niej dwa strzały z pistoletu Walther P22, w następstwie czego wymieniona zmarła śmiercią gwałtowną, nagłą, w wyniku uszkodzenia półkul mózgu. Z zamiarem pozbawienia życia Niny K. oddał do niej jeden strzał z pistoletu Walther P22, w następstwie czego zmarła ona śmiercią gwałtowną nagłą. Za te czyny skazuję go na karę dożywotniego pozbawienia wolności”.

Sędzia Robert Studzienny nie miał wątpliwości co do winy oskarżonego.
Sędzia Robert Studzienny nie miał wątpliwości co do winy oskarżonego.
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl
 

Następnie Samir S. zabrał z miejsca zbrodni militaria - m.in. zastawę stołową Waffen SS, sztućce Waffen SS, granaty ćwiczebne Wehrmachtu, hełm, sztylet SS, proporczyk SS, nieśmiertelniki SS,  koszulę organizacji SA i odznaki Kriegsmarine. Wrócił z tym wszystkim jeszcze tego samego dnia do Elbląga autobusem PKS.

Dwa dni później, 15 marca, został zatrzymany przez policję w Elblągu. Opisał policjantom to, co wydarzyło się w mieszkaniu małżonków 13 marca. Miał rzekomo odebrać dług. Był tam 15 minut. Żądał zwrotu pieniędzy. Doszło do wymiany słownej. Agnieszka K. miała go obrażać. Wtedy, jak relacjonował sędzia, „coś w Samirze S. pękło”, nie tylko dlatego, że Adam K. miał go obrażać, ale dlatego, że Adam K. miał go oszukiwać. W związku z tym wyjął broń. Wziął tę broń ze sobą, bo wiedział, że Adam K. zajmuje się militariami. Wyciągnął pistolet i strzelił do Adama K., później do Agnieszki K.

- Na pytanie funkcjonariusza, dlaczego strzelił do dziecka, odpowiedział: „dlatego, że dziecko wyło” - relacjonował sędzia Robert Studzienny. Samir S. pytany, skąd rzeczy należące do Adama K. znalazły się w jego mieszkaniu, powiedział, że wziął je, by zrekompensować sobie straty.

Samir S. wskazał też później policjantom, gdzie ukrył pistolet, z którego strzelał (były na nim jego ślady DNA) oraz gdzie spalił ubrania, które nosił w dniu zabójstwa.

Później jednak zmienił zeznania i konsekwentnie nie przyznawał się do dokonania trzech zabójstw. Twierdził, że to policjanci wskazali mu, gdzie jest schowany pistolet, i kazali wziąć broń do ręki. Później znowu zmienił wersję i utrzymywał, że pistolet znalazł w pudełku na ulicy Ogarnej w Gdańsku, wziął to pudełko do domu i dopiero tam zobaczył, że jest w nim pistolet. Zmieniał też zeznania w kwestii tego, czy był 13 marca dnia w domu Adama K. Najpierw mówił, że tak; później, że wszedł do pustego i otwartego mieszkania i wyniósł z niego militaria; później, że nigdy u Adama K. nie był, a nazistowskie militaria dostał od niejakiego Sergieja Szarego. Nie potrafił jednak wskazać, gdzie Sergiej mieszka, mimo że „miało to być 10 minut od niego”. W wyniku prowadzonego postępowania nie ustalono istnienia takiej osoby, jak Sergiej Szary.

Na sali Sądu Okręgowego w Gdańsku.
Na sali Sądu Okręgowego w Gdańsku.
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Sędzia mówił, że Samir S. ma tendencje do mówienia nieprawdy: miał twierdzić, że służył w wojsku w Rosji i że doszedł do stopnia kapitana. Jak się okazało, służył w rosyjskim wojsku jedynie trzy miesiące, z czego dużą część spędził w szpitalu, gdzie, zresztą, też pewnego dnia przyniósł broń, by - jak mówił - kogoś zabić. W trakcie śledztwa wyszło też na jaw, że również mieszkając jeszcze w Rosji opowiadał o znalezieniu pistoletu w pudełku czy w siatce.

Na rozprawie była obecna matka zamordowanego Adama K. Jeszcze przed wejściem na salę sądową powiedziała mediom ze łzami, że Samirowi S. należałaby się potrójna kara śmierci. Już na sali sądowej, wciąż płacząc, żałowała, że nie może usiąść naprzeciwko oskarżonego, by móc spojrzeć mu w oczy.

Sam Samir S. przez kilka godzin odczytywania wyroku zachował spokój i kamienną twarz. Rozglądał się po sali, patrząc na sędziów, oskarżycieli i dziennikarzy. Jego obrońca, mecenas Arnost Becka, mówił, że wierzy w niewinność swojego klienta. Ma to wynikać z jego rozmów z matką i siostrą Samira S., które także mieszkają w Polsce. One mają zaręczać o jego niewinności. - Mógł to zrobić, ale nie musiał - powiedział obrońca Samira S. - Są dowody za i są dowody przeciw.

Obrona zapowiedziała złożenie apelacji. Jeśli wyrok zostanie utrzymany w mocy, o przedterminowe zwolnienie Samir S. będzie mógł się ubiegać za 35 lat.

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora