Czy śrubki zablokują rozwój terenów postoczniowych? Ostra debata w ECS

- Czy teraz wymiana każdej śrubki będzie wymagała zgody konserwatora? - pytała kuratorka sztuki Aneta Szyłak w czasie czwartkowej debaty o przyszłości terenów postoczniowych w ECS . - Lepiej debatować o śrubkach niż wszystko zburzyć i nie mieć o czym debatować - mówiła Agnieszka Kowalska, Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków.

Czy śrubki zablokują rozwój terenów postoczniowych? Ostra debata w ECS
A
A
data publikacji: 03 listopada 2016 r.

Czy ten teren zamieni się w skansen czy w unikalną, nowoczesną dzielnicę o post-stoczniowym charakterze?
Czy ten teren zamieni się w skansen czy w unikalną, nowoczesną dzielnicę o post-stoczniowym charakterze?
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Na początku ważny fakt: wpis do rejestru zabytków terenu tzw. stoczni cesarskiej dokonał się formalnie dziś, w czwartek, 3 listopada 2016. Jak powiedziała Agnieszka Kowalska, Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków, oznacza to, że chronione będą nie tylko bryły historycznych budynków na tym terenie, ale też ich wnętrza. Dotyczy to 21 budynków, dwóch pochylni i trzech żurawi. Budynki nie mogą być odtąd rozbierane, ani przekształcane, bez zgody konserwatora.

- Te wszystkie hale, z końca XIX i początku XX wieku powinny zostać zachowane - mówi Agnieszka Kowalska. - Te obiekty nie znikną i mam nadzieję, że znajdą gospodarza, który będzie chciał zachować ich walory. 

Pytanie: jak w praktyce mają być chronione te hale? Jak przebudowywane? I co można budować w przestrzeniach między budynkami historycznymi?
 

Profesor Piotr Lorens, prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich
Profesor Piotr Lorens, prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Profesor Piotr Lorens, prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich: - Podejście do ochrony może być dwojakie: skansenowe, czyli zachowanie tego terenu bez żadnych zmian. Ale może też być podejście prorozwojowe: może tu być nowoczesna dzielnica, ale z przestrzenią dziedzictwa historycznego. Może tu powstać nowa, unikatowa przestrzeń miejska. Można tu zrealizować nie kolejną anonimową dzielnicę bloków, ale dzielnicę z duchem, z tożsamością, z unikatowym charakterem. Diabeł tkwi w szczegółach. Czy wpis do rejestru jest w tym kontekście dobry? Mam pewne obawy. Przyszli inwestorzy mogą bowiem mieć problemy, mogą nie mieć jasności, co będa mogli zrobić. Trzeba ustalić jednoznaczne reguły, co można, czego nie. Ochrona jest konieczna, ale strona prywatna, czyli inwestorzy, muszą wiedzieć, co można na tym terenie zrobić, żeby móc podejmować racjonalne decyzje. Nie ma co się ostrzeliwać nawzajem, tylko trzeba zbudować wspólny plan kształtowania tych przestrzeni. Musimy wypracować reguły, bo dalsza przepychanka będzie ze szkodą dla tego miejsca. Pamiętajmy, że to inwestor buduje miasto!
 

Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska ds. polityki przestrzennej
Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska ds. polityki przestrzennej
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska ds. polityki przestrzennej:- Czy wpis tego terenu do rejestru zabytków jest dobry czy zły? Nie wiem! Wiem, że ochrona konserwatorska jest poważną przeszkodą w inwestowaniu na tym terenie. Nikt nie jest bowiem w stanie przewidzieć, co taka ochrona znaczy dla inwestorów. Doktryna konserwatorska nie jest jasno zdefiniowana: jedni mówią, że można coś zmienić, inni, że nie. Jak się w tym odnaleźć?! A przecież obiekty bez użytkowników niszczeją. Stare hale, nawet te piękne, umrą bez inwestorów! 
 

Agnieszka Kowalska, wojewódzka konserwator zabytków
Agnieszka Kowalska, wojewódzka konserwator zabytków
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Agnieszka Kowalska, wojewódzka konserwator zabytków: - To prawda, że dziś przepisy prawa pozostawiają dużą dowolność do rozstrzygnięć, czy dane prace są dopuszczalne czy nie, co można, czego nie. To są trudne decyzje. Każdy obiekt trzeba traktować indywidualnie. Nie można używać w dialogu ze mną takich argumentów: “jeśli się pani nie zgodzi na nasze zmiany, to niech obiekt niszczeje!” Lepiej dyskutować, czy i jak można wymienić historyczne śrubki, żeby coś w ogóle przetrwało, bo inaczej, bez takiej debaty o śrubkach, te budynki w ogóle znikną. Jedna strona mówi: “rozebrać”, druga: “zachować”. Ciężko znaleźć punkt styczny! Mi się często mówi: “nie warto tego chronić, nie trzeba, nic się nie da już z tym zrobić”. A ja mówię: “warto!” To ostatni moment, żeby coś uratować! Bo za jakiś czas nie będzie w ogóle o czym debatować.
 

Tomasz Błyskosz, szef Oddziału Terenowego Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Gdańsku
Tomasz Błyskosz, szef Oddziału Terenowego Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Gdańsku
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Tomasz Błyskosz, szef Oddziału Terenowego Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Gdańsku: - Zbudowaliśmy ECS. Wspaniale! Ale to miejsce jest wyzute z pewnej rzeczywistości. Ta rzeczywistość znika na naszych oczach. Ten teren jest skazany na zagładę! Plan miejscowy pozwala na tym terenie robić, co się żywnie podoba inwestycyjnie, budować jakkolwiek się chce między historycznymi budynkami. A przecież młodym ludziom to miejsce się podoba, ono jest ikoniczne! Brawa więc dla Agnieszki Kowalskiej, wojewódzkiej konserwator zabytków, że wpisała ten teren do rejestru, bo wartość tego miejsca jest niepodważalna dla naszej wspólnej pamięci! To Porozumienia Sierpniowe sprawiły, że Gdańsk pojawił się na całym świecie, na stronach historii. Ale przestrzeń wokół tych historycznych miejsc, jak np. hala BHP, jest nijaka. Brama Numer Dwa jest oderwana od otoczenia! Nie ma stołówki, nie ma tła! Czy chcemy, żeby na tym terenie zostały tylko trzy czy cztery hale?! Wpis do rejestru zabytków wcale nie znaczy, że nie można tych terenów przekształcać. Nikt z nas nie chce, żeby tu był skansen! Z jakim inwestorem mamy tu w stoczni do czynienia? To są handlarze, nie inwestorzy! Oni chcą tylko sprzedać te działki! Pokazują nam co roku nowe wizualizacje i na tym się kończy. Robi się pokazy, które mają na celu podtrzymać ceny wartości tego gruntu. Ale tych inwestycji nie ma! Jedyna inwestycja to Bastion Wałowa! A Bastion Wałowa pokazał nam, jak wygląda dialog z inwestorem. Urząd Miejski w Gdańsku nie miał narzędzi, żeby odmówić zgody na taką budowę, bo plan miejscowy nie określa niczego, więc inwestor może zrobić, co chce.

Po tej tyradzie Błyskosza, jeden z inwestorów na tych terenach, Andrzej Kwiatkowski z Drewnica Development, zaprotestował: - Nie było rozebranego budynku, nad którym byśmy się długo nie zastanawiali. Czasem po prostu ich utrzymanie było zbyt kosztowne. Były czasy, że mogliśmy rozbierać dowolnie i nie zrobiliśmy tego! Kilkadziesiąt budynków potencjalnie do rozbiórki ocalało, bo my też rozumiemy, co to jest tradycja, historia. My chcemy dialogu z konserwatorem. Ale nikt nas do takiej debaty nie zaprasza. Ekspertyzy powstają za naszymi plecami, ex cathedra. 

Inny inwestor, Tomasz Sowiński, prezes Synergii 99, prowadzącej na terenie stoczni normalną produkcję, tłumaczył mi po spotkaniu, że boi się sytuacji, gdy do rejestru zabytków wpisany zostaje jeden z jego dźwigów KONE. Sowiński: - I ten dźwig się psuje. Psuje się przysłowiowa śrubka. I ja nie mogę jej wymienić. Produkcja staje, bo ja muszę czekać na decyzję konserwatora zabytków, jakiej śrubki mogę użyć. Trudno tak pracować. Liczę więc na konstruktywną debatę z konserwator zabytków, na wspólne ustalenia.

Inwestorzy tłumaczyli też, że jeśli nie będą mogli wprowadzać żadnych zmian w starych postoczniowych budynkach, np. wymieniać okien, czy papy dachowej, to lepiej będzie im przenosić się do nowoczesnych biurowców. Będzie to szybsze i bardziej opłacalne. Ale wtedy tereny postoczniowe, bez inwestycji, naprawdę zaczną się "sypać" ze starości.  

 

Aneta Szyłak, dyrektorka powstającego Muzeum Sztuki Współczesnej w Gdańsku
Aneta Szyłak, dyrektorka powstającego Muzeum Sztuki Współczesnej w Gdańsku
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

W debacie wzięła też udział Aneta Szyłak, dyrektorka powstającego Muzeum Sztuki Współczesnej w Gdańsku: - Myślmy o tym terenie w kategoriach życia, a nie tylko historii. Młode pokolenie zaczęło się wiązać emocjonalnie ze stocznią: to miejsce okazało się dla nich piękne, atrakcyjne. Artyści nadali temu terenowi inny wymiar. Stworzyliśmy nowy język opowieści o tym terenie, nie tylko poprzez historię Solidarności. To miejsce nabrało innej, nowej wartości kulturowej. Co dalej? W Amsterdamie, w Rotterdamie, znajdziemy dobre wzory. Inwestorzy chcą mieć zyski, a my mieszkańcy chcemy mieć tu dzielnicę spójną ze śródmieściem Gdańska. Nie róbmy tu zamkniętego osiedla tylko dla zamożnych, lecz otwartą przestrzeń dla wszystkich, bez rozwarstwień społecznych i materialnych.





Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora