“Chcemy żyć, nie trwać” - walczące z rakiem popłynęły w rejs [ROZMOWA]

Dwadzieścia kobiet zmagających się z chorobą nowotworową w poniedziałek, 19 czerwca, wypłynęło w rejs na pokładzie gdańskiego żaglowca „Generał Zaruski”. Rozmawiamy z „kapitankami” wyprawy: Anną Kazimierczak i Violettą Wensierską, które chcą zwrócić uwagę społeczeństwa na potrzeby osób wracających do codzienności po chorobie nowotworowej i proszą o pomoc w realizacji swoich planów w tym zakresie.

“Chcemy żyć, nie trwać” - walczące z rakiem popłynęły w rejs [ROZMOWA]
A
A
data publikacji: 19 czerwca 2017 r.

20 kobiet na pokładzie... Co przyniesie dwudniowa przygoda?
20 kobiet na pokładzie... Co przyniesie dwudniowa przygoda?
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Izabela Biała: Dwudniowy rejs na pokładzie pięknego żaglowca „Generał Zaruski”. Z Gdańska na Hel i z powrotem. W ciągu wyprawy zaplanowałyście Panie m.in. SPA na morzu i ognisko na plaży w Helu... Czy to pierwsza tego typu przygoda uczestniczek Akademii Walki z Rakiem*?

Violetta Wensierska: - Absolutnie pierwsza, ale mamy nadzieję że nie ostatnia. Pomysł powstał w naszych głowach: Ani i mojej. Razem też jako wolontariuszki podjęłyśmy się zbiórki pieniędzy na opłacenie rejsu. I choć nikt nam nie wróżył sukcesu – udało się!


Jaki jest cel Waszej wyprawy?

Anna Kazimierczak: - Chciałybyśmy się jak najlepiej poznać, jako dziewczyny w różnym wieku uczęszczające na zajęcia Akademii Walki z Rakiem. W naszych głowach jest pełno pomysłów na ciekawe, wspólne spędzanie wolnego czasu. Płyniemy by nabrać sił na morzu i namówić koleżanki do współpracy. Jest nas na pokładzie dwadzieścia, część w trakcie leczenia. Jedna z koleżanek jeszcze w zeszły piątek brała chemię.

V. W.: - Płynąc w ten rejs chcemy pokazać społeczeństwu, że jesteśmy i że potrzebujemy wsparcia w powrocie do codziennego życia po chorobie. Są wśród nas osoby w wieku od 20 lat wzwyż. Ja mam lat 52 i półtora roku wyrwane z życia. Powrót do pracy, do koleżanek, do rodziny to bardzo trudny etap, muszę zaistnieć na powrót. Żyję w ciągłym strachu, czy mnie zwolnią z pracy czy nie. Jestem “trędowata” i takie poczucie ma wiele osób po chorobie nowotworowej. Chcemy pokazać społeczeństwu, że to nieprawda, że jesteśmy mocne i silne, że mimo choroby dążymy do życia.


Anna Kazimierczak
Anna Kazimierczak
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Podstawą działań Akademii Walki z Rakiem jest wsparcie psychologiczne dla podopiecznych i ich rodzin. Wy szerzej widzicie potrzeby osób zmagających się z chorobami nowotworowymi...

A. K.: - Na pierwszym etapie, kiedy człowiek dowiaduje się o swojej chorobie, wsparcie psychologiczne jest ogromnie ważne by oswoić się z nią i z przyszłą terapią chemią. Ja na przykład byłam chora dwa razy i wydaje mi się, że teraz będę zdrowa. Ale nigdy nie wiadomo. Siedzimy jak na bombie zegarowej i nikt nie wie, kiedy ten zwykły czas może się dla nas zakończyć. Dlatego chcemy żyć, spotykać się na imieninach koleżanek i dbać o te, które podczas choroby opuścili mężowie i pozostały bez środków do życia, ponieważ jednocześnie straciły pracę, bo pracodawca nie życzy sobie zwolnień. “Chcę żyć, a nie trwać” - te słowa, które usłyszałyśmy niedawno z koleżankami podczas koncertu Piotra Rubika bardzo nam się spodobały.

V.W.: - W trakcie choroby byłyśmy pozbawione atrybutów kobiecości. Wiele z nas nie ma piersi, albo mamy mniejsze po operacjach, pocharatane. Nie miałyśmy włosów, brwi, rzęs. I byłyśmy często zupełnie same w tym wszystkim. Rodzina w chorobie często się odwraca, koleżanki też. Człowiek zostaje sam i zrozumie to tylko ten, kto to przeszedł. To jest trudne... Wcześniej myślałam, że tłumy będą mnie odwiedzać. Jedna koleżanka powiedziała: “Nie martw się, jak włosy ci wypadną, wymierzę Ci głowę i kupię piękny kapelusz”. Do dziś nie przyszła, a ja na nią czekałam, nie na ten kapelusz... Kiedy spotkałyśmy się w naszym gronie i okazało się, że możemy sobie to wszystko opowiedzieć bez wstydu, odnalazłyśmy nowe towarzystwo, w którym czujemy się swobodnie.

Opowiedzcie o waszych wspólnych planach na przyszłość.

V.W.: - Przed chorobą nasze życie było jak każde inne: praca, dom, sprzątanie. Teraz się ogromnie przewartościowało. Chcemy żyć potrójnie, może trochę po to, żeby uciec? Żeby nie myśleć? Jest nas dużo - osób z takim nastawieniem. Chcemy korzystać z koncertów, wyjść do kina, teatru, być wśród ludzi tu i teraz, bo może jutro już nie będziemy mogły.

A.K.: - Oferta zajęć kulturalnych i sportowych dla seniorów w Gdańsku i w całym Trójmieście jest bardzo bogata, a dla nas nie ma nic. Postanowiłyśmy zająć się tą niszą i pomagać naszemu środowisku w stworzeniu takiej oferty - na dzień dzisiejszy, bo kto wie czy jutro się nasza sytuacja zdrowotna nie zmieni, każda z nas ciągle biega po gabinetach lekarskich... Nie myślę o tym, co będzie jutro, spędziłam trzy lata wymiotując po chemii, teraz chce się cieszyć każdym dniem! Osób zmagających się z chorobami nowotworowymi w większości nie stać na bogate życie kulturalne. Chyba każdy z nas, tak jak ja i Viola, po cichu leczy się także niekonwencjonalnie, sprowadzając leki z zachodu czy Stanów Zjednoczonych.

V.W: - Nie myślałam kiedyś, że będę wierzyła “w ziółka i witaminę C”. Teraz biorę, bo czuję że pomaga, wkładam w to duże pieniądze i nie stać mnie już na rozrywki, a tego naprawdę potrzebujemy.


Violetta Wensierska
Violetta Wensierska
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Jak można Was wesprzeć w tych działaniach?

A.K.: - Może znajdą się w Trójmieście instytucje gotowe zaoferować nam bezpłatne lub tańsze bilety na koncerty, seanse kinowe, przedstawienia teatralne? Może jakaś kawiarnia zaprosiłaby nas od czasu do czasu na kawę i ciastko za symboliczną złotówkę? Może znajdą się restauracje, które zaoferują obiad dla rodziny w niższej cenie? Może ktoś zechciałby nam w ten sposób pomóc, wesprzeć nas? Liczymy na każdą formę wsparcia, dzięki której będzie się nam lepiej żyło.

V.W.: - Podczas naszych wędrówek z prośbą o wsparcie naszej inicjatywy w różne miejsca, przydałyby się nam kalendarze przedstawiające naszą działalność. Wiele osób nie wierzy, że prosimy o pomoc na cel, o którym mówimy. Gdybyśmy miały taki kalendarz: z naszymi zdjęciami, dokumentujący dotychczasowy sponsoring, byłoby nam łatwiej na naszej drodze. Może jakaś firma reklamowa czy drukarnia zechciałaby nam w tym pomóc?

A.K.: - Każdy człowiek, który przeszedł chemię ma problemy z pamięcią. Są specjalistyczne terapie poprawiające sprawność w tym względzie np. biofeedback. Można napisać projekt na dofinansowanie zakupu takiego aparatu, tylko że żadna z nas nie umie takich projektów pisać, nie wiemy dokąd uderzyć. Może ktoś zechciałby nas w tym wesprzeć? Myślimy też o napisaniu projektu dotyczącego dofinansowania wyjazdów regeneracyjnych do sanatoriów w ukraińskim Truskawcu....

V.W.: - Dla osób, które chorowały na raka i często mają wycięte węzły chłonne, ważna jest też każda forma rehabilitacji. Obecnie, dzięki dużej pomocy Leszka Paszkowskiego dyrektora Gdańskiego Ośrodka Sportu, nasza grupa ma swoją godzinę zajęć na basenie, przeznaczoną tylko dla nas. Chętnie skorzystalibyśmy z promocyjnej oferty w innych “sportowych miejscach”.


Jeśli ktoś chciałby pomóc Annie Kazimierczak i Violettcie Wensierskiej w realizacji planów, proszony jest o kontakt pod nr tel. 502 086 055 lub pisząc na adres e-mail: annakazi@wp.pl



*Akademia Walki z Rakiem powstała w 2006 r. w Gdańsku przy Fundacji Hospicyjnej ks. E. Dutkiewicza. Jej celem jest opieka nad osobami chorymi onkologicznie i ich bliskimi. Głównym zadaniem akademii jest pomoc psychologiczna, która odgrywa zasadniczą rolę w procesie zdrowienia osób chorych.
W ramach zajęć akademia proponuje chorym również rehabilitację, profilaktykę, dietetykę i edukację społeczną.
Misją Akademii jest zwiększenie świadomości społecznej chorych i ich bliskich, żeby mogli oni otrzymać lepsze zrozumienie i wsparcie w sytuacji, w której się znaleźli.



Izabela Biała (0)
www.gdansk.pl