Aż poleje się krew! Simeon Sławczew zapowiada ostry mecz w Poznaniu

- W Bułgarii mówimy "igrajem za meter kozha i za litar krav". Czyli gramy o metr skóry i litr krwi. Ich skóry i ich krwi! To będzie bardzo ostry mecz! - zapowiada Simeon Sławczew, obrońca gdańskiej Lechii. W niedzielę, 21 maja, o godz. 15.30 biało-zieloni grają w Poznaniu z Lechem. Wciąż o mistrza Polski!

Aż poleje się krew! Simeon Sławczew zapowiada ostry mecz w Poznaniu
A
A
data publikacji: 19 maja 2017 r.

Simeon Sławczew, z lewej, w walce z piłkarzami Jagiellonii Białystok. Bułgar mówi, że wraz z kolegami zrobią porządek na stadionie przy ul. Bułgarskiej
Simeon Sławczew, z lewej, w walce z piłkarzami Jagiellonii Białystok. Bułgar mówi, że wraz z kolegami zrobią porządek na stadionie przy ul. Bułgarskiej
Dominik Paszliński/ gdansk.pl

Dziennikarz białostockiego radia poczerwieniał na twarzy. Nie od słońca, choć na gdańskim stadionie w środę, 17 maja, było ciepło. Nawet gorąco! Poczerwieniał, bo miał bardzo dużo pracy i za dużo emocji! Od samego początku Jagiellonia rzuciła się na Lechię, chcąc szybko strzelić gola. Trwał ostrzał bramki Dusana Kuciaka, a gdy tylko piłka wypadała na aut, piłkarze Jagi, już w czwartej, piątej, minucie domagali się jej natychmiastowego oddania od chłopców podających piłki. Tak nerwowo, jakby była 89. minuta i musieli natychmiast strzelić gola.

Dziennikarz Radia Białystok machał rękami, gestykulował, krzyczał. Ale ucichł w 17. minucie, gdy Marco Paixao zdobył pierwszego gola z karnego. Później ucichł drugi raz. I trzeci. I wreszcie czwarty, gdy Lukas Haraslin ośmieszył obrońców z Białegostoku, jak małe dzieci na orliku.

Lechia - Jagiellonia 4:0.

Gdy Marco Paixao, zdobywca trzech goli, schodził z boiska w 78. minucie - zmieniany przez Grzegorza Kuświka - gość z Białegostoku, siedzący na trybunie prasowej, wstał i klaskał z całym stadionem! Brawa dla Marco! Brawa dla Lechii! Trzeba przyznać, że zachował się z wielką klasą.

Jako, że siedziałem obok, powiedział: - Daliście się nam wyszumieć, jak dzieciom, w pierwszych 15 minutach, a potem nas dobliście. Jesteście dojrzałym zespołem.

Ta fraza, o dojrzałej drużynie, o zawodnikach, którzy dorośli do wielkich rzeczy, jest też wciąż powtarzana przez Piotra Nowaka. Trener biało-zielonych wciąż wierzy w mistrzostwo, w europejskie puchary, w “coś wielkiego”.

Czy drużyna rzeczywiście dojrzała, przekonamy się już w niedzielę, 21 maja, w Poznaniu, gdzie Lechia zagra z Lechem. Lech właśnie przyjął na twarz serię ciosów od Legii; przegrał na Łazienkowskiej 0:2.

Czy więc - jak głosi znana formuła - wszyscy grają w piłkę, a na koniec wygrywa zawsze Legia Warszawa? I Lech, i Lechia będą chciały ten tytuł Legii w tym roku odebrać. W Poznaniu szykuje się więc kolejny mały finał, których kilka już za nami. Lech jest w tabeli trzeci, Lechia czwarta, ale punktów mają tyle samo - po 37. (Jagiellonia też 37, tylko Legia - 39).

Lechia ma najgorszą sytuację, bo w sezonie zasadniczym była czwarta, więc z automatu jest najniżej z całej czwórki.

Czy jednak rzeczywiście Lechia dojrzała do wielkich meczów? Podczas ostatniego spotkania w Poznaniu piłkarze Lecha, oraz ich trener, prostymi trikami rozjuszyli biało-zielonych: popchnięcia, faule, pyskówki, celowo sprowokowana awantura w przerwie. Skończyło się tak, że wyprowadzona z równowagi gdańska drużyna zarobiła trzy czerwone kartki (!): Sławomir Peszko, Kuświk, a nawet siedzący na ławce rezerwowych Vanja Milinković-Savić.

Czy teraz Lechia wytrzyma, biorąc pod uwagę, że gdy tylko wyjdzie na boisko, zostanie gorąco “powitana” przez kibiców Kolejorza, krzyczących, ile sił w gardłach: “Nie ma litości, połamcie tym …. kości”?

Piotr Nowak: - Wyciągnęliśmy wnioski, uczymy się na błędach. Skupiamy się na tym, co ważne, nie skupiamy się nad tym, nad czym nie mamy kontroli. Zespół rozpoznaje takie rzeczy, takie prowokacje i nie daje się w nie wciągnąć. Jesteśmy mocni, jesteśmy wyrachowani. Przystąpiliśmy do meczu z Jagiellonią po nieciekawym meczu z Koroną, a jednak potrafiliśmy zagrać bardzo dobry mecz. Robimy swoją pracę jak najlepiej. Życie pisze różne scenariusze, a my podchodzimy do życia z pokorą. Możemy być wysoko, bardzo wysoko, ale wszystko zależy od nas.


Bez harującego Haraslina 

W Lechii zabraknie niestety kluczowego w ostatnich tygodniach, jeśli nie najlepszego w drużynie (poza Kuciakiem) Lukasa Haraslina. Słowak dostał w meczu z Jagiellonią czwartą żółtą kartkę i nie zagra z Kolejorzem. A przecież ostatnio harował za trzech: w obronie, pomocy i jako napastnik, zdobywca trzech bramek dla Lechii (Termalika, Wisła, Jagiellonia). Brak Haraslina, który z meczu na mecz nabierał pewności siebie i boiskowego cwaniactwa, a w spotkaniu z Jagiellonią szalał w polu karnym Kelemena, może być niestety wielkim osłabieniem zespołu.

Nowak: - Lukas jest naszym pośrednim ogniwem między wariantem ofensywnym a defensywnym. Dużo się ostatnio nauczył. Zabraknie go, ale coś wymyślimy, mamy przecież innych zawodników: Ariel Borysiuk wraca do pomocy. Mamy Flavio, co prawda defensywa nie jest jego mocną stroną, ale teraz jesteśmy w takim momencie, że wszyscy muszą się wpisać w naszą koncepcję i nasz rytm. Jeśli Flavio chce dorosnąć i uczestniczyć w tym, jak gramy, to na pewno dostanie taką szansę. Dziś nie gra się bowiem już tylko z piłką przy nodze, ważna jest też defensywa, te momenty, gdy nie mamy piłki, też są kluczowe. 

Portal Ekstrastats daje Lechii... 4 procent szans na mistrza. Co na to Nowak? - Możemy to przeczytać, ale co z tego? Mam się nad tym rozwodzić? Zaprzątać sobie tym głowę? My mamy naszą wiarę i przekonania. W zeszłym roku, w rundzie mistrzowskiej, długo było dobrze, a potem ta bańka mydlana zaczęła pękać. Nie chcę, żeby znów tak się stało. Mentalnie i fizycznie jesteśmy w dobrym punkcie. Cała 14 zagrała z Jagiellonią na wysokim poziomie, nie mieliśmy słabszego punktu. Nie było najsłabszego ogniwa, od Kuciaka, przez obronę, aż po Marco Paixao z przodu.

Sławczew: zedrzeć z nich skórę! 

Choć wszyscy zagrali z Jagą dobrze, to na pewno jednym z wyróżniających się zawodników Lechii był Simeon Sławczew. Jak on podchodzi do meczu z Kolejorzem?

Sławczew: - To będzie mecz walki. Jak mówimy w Bułgarii: igrajem za metar kozha i za litar krav. Gramy o metr skóry i litr krwi. Oczywiście, skóry przeciwnika, którą trzeba z nich zerwać w czasie meczu. Zrobimy wszystko, by osiągnąć something historical, coś historycznego, dla tego klubu, dla kibiców, dla miasta. Świetnie się w Gdańsku czuję, chcę grać dla tego klubu, dla tych kibiców. Jestem jednym z najlepszych defensywnych pomocników w tej lidze! Tak, mówię to o sobie, bo znam swoją wartość. Chcę więc grać jak najczęściej i wygrywać!


PS. Po konferencji prasowej trener Piotr Nowak narzekał na polski zwyczaj, gdy w czasie meczu, tuż za linią boczną boiska, w strefie wyznaczonej tylko dla trenera, chodzi, skacze bądź dyskutuje z sędziami pięciu-sześciu ludzi ze sztabu przeciwnika: trener, jego asystenci, kierownik drużyny, lekarz, rezerwowi. Nowak powoływał się na przykład meczów z Koroną Kielce czy Legią Warszawa (i asystenta trenera Aleksandara Vukovicia), kiedy to z ławki podnosi się sześciu ludzi, kilku wbiega na boisko, a asystent przez 90 minut dyskutuje z sędzia technicznym. Zdaniem Nowaka nie jest to wcale część gry, część show, a raczej zachowanie naganne, które trzeba potępiać. Nowak mówi, że w Europie takie zachowania są karane kartkami czy wyrzuceniem na trybuny. Jego zdaniem Lotto Ekstraklasa też powinna ukrócić tę praktykę. 



Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl