Schindler z Jelitkowa

Rankiem, 10 stycznia 1939 roku, do palestyńskiego portu w Hajfie zawinął niewielki duński frachtowiec „Frankrig”. W swoich ładowniach wiózł węgiel, załadowany dwa tygodnie wcześniej w Gdańsku. Jednak głównym jego „ładunkiem” była grupa nielegalnych pasażerów na gapę, żydowskich uciekinierów z coraz bardziej brunatnej Europy. Przewodził jej były kapitan niemieckiej żeglugi wielkiej, Gustav Pietsch.

A
A
Ostatnia aktualizacja: 29 kwietnia 2018 r.
Gustav Pietsch (trzeci z prawej) z uczniami żydowskiej szkoły rybackiej podczas lekcji, 1938
Gustav Pietsch (trzeci z prawej) z uczniami żydowskiej szkoły rybackiej podczas lekcji, 1938
Fot. Zbiory Archiwum Państwowego w Gdańsku

Co pchnęło niemieckiego marynarza, weterana wojny światowej do tak desperackiego i niebezpiecznego czynu? Co sprawi­ło, że nie zważając na trudną, zimową pogodę i niebezpieczeństwa morskiej podróży zabrał żonę z trójką dzieci i grupę żydow­skiej młodzieży, by – jako zbieg – uda się do odległej Palestyny? Spróbujmy przyjrzeć się nieco bliżej tej ciekawej postaci.

Gustav Pietsch urodził się 15 wrze­śnia 1893 roku w niewielkiej miej­scowości Bellin nad Zatoką Szcze­cińską na Pomorzu Przednim. W latach I wojny światowej ukończył szczecińską szko­łę morską, uzyskując patent kapitański oraz służył jako oficer na bałtyckim trałowcu. W latach 1918-1919 pracował w służbie nadzo­ru portu w Gdańsku. I to z tym miastem związał całe swoje międzywojenne życie, tym bardziej, że w roku 1918 poślubił Ger­trudę Benke, córkę rybaka z Jelitkowa i osiadł w jej rodzinnym domu przy Dorfstrasse 18 (dziś ulica Bałtycka). Tu też przy­szła na świat trójka ich dzieci: Heinz (ur. 1919), Karl (1920) i Ursula (1922). Do roku 1933 Gustav służył na statkach hadlowych i rybackich, często miesiącami będąc poza domem. W samym tylko roku 1932 – jako kapitan trawlera „Berta Pagel” – zostawił Gertrudę z trójką małych dzieci na całych siedem miesięcy. No, cóż taki to odwieczny los marynarskich żon...

Podczas częstych i długotrwałych nie­obecności męża cały ciężar utrzymania do­mu spoczywał na barkach Gertrudy. Mimo wcale nie najniższych zarobków Gustawa (wypłacanych jednak nieregularnie przez agentów armatorów, u których był zatrudniony) w domu przy Dorfstrasse nie przele­wało się. Potrzeby dorastających dzieci były coraz większe, Gertruda musiała więc po­dejmować dodatkowe zajęcia. Zatrudniała się przy wyrobie i reperowaniu sieci rybac­kich oraz szyciu żagli, a podczas wakacji wy­najmowała letnikom pokoje w swoim domu w pobliżu plaży.

Krótkie momenty spędzane w Gdańsku Gustav Pietsch poświęcał coraz częściej na ożywioną działalność polityczną i społeczną. Był członkiem i aktywnym działaczem Nie­mieckiego Związku Oficerów Floty oraz Związku Niemieckich Oficerów Frontowych (Gertruda działała w kobiecej sekcji tego związku). Sympatyzował również z działają­cą na terenie Wolnego Miasta Partią Niemiecko-Narodową, która w sejmach gdańskich wszystkich kadencji miała swoich licz­nych przedstawicieli (w latach 1920-1927 posiadała nawet w Volkstagu zdecydowaną, stabilną większość).

 

Zatrzymać nazistów

Był zdecydowanym zwolennikiem nie­mieckich idei narodowych oraz zaprzysię­głym wrogiem nazistów. Gdy w roku 1932, po powrocie z wielomiesięcznego rejsu, stwierdził, że Związek Oficerów Fronto­wych zamierza włączyć się do NSDAP postanowił wraz z grupą kombatantów wystą­pić z organizacji i działać na własną rękę. Często pojawiał się na wiecach i zebraniach narodowców, gdzie wygłaszał płomienne przemówienia skierowane wprost przeciw nazistom i ich zamiarom całkowitego przejęcia władzy w Wolnym Mieście.

Wystąpienia Pietscha nie uszły oczywi­ście uwadze gdańskich hitlerowców. Jeszcze przed rokiem 1933 Gustawa dosięgały liczne represje, coraz bardziej brunatnych, władz. Wielokrotnie był aresztowany, kilkakrotnie pobity przez „nieznanych sprawców”, raz nawet wypchnięty z pędzącego tramwaju (spędził wówczas kilka tygodni w szpitalu, lecząc połamane żebra).

W roku 1935 antynazistowska działalność kapitana Pietscha przyniosła pewne, nie­wielkie, ale widoczne rezultaty. Gustav, wraz z grupą oddanych sprawie kombatantów, postanowił zatrzymać nazistów w ich drodze do pełni władzy w Wolnym Mieście. Włączy­li się więc aktywnie w kampanię przed wy­borami do Sejmu 7 kwietnia 1935. Organizo­wali wiece i spotkania przedwyborcze, roz­poczęli wydawanie własnego pisma pt. „Feldrauer Alarm!”, które ukazywało prawdzi­we oblicze hitlerowców. Kombatantom z grupy Pietscha chodziło wówczas o to, by NSDAP nie zdobyła w gdańskim Sejmie większości konstytucyjnej, która pozwoliłaby nazistom na dowolną zmianę – demokra­tycznej przecież – konstytucji.

Reakcje władz hitlerowskich były na­tychmiastowe i skuteczne: konfiskata nume­rów pisma, ulotek przedwyborczych, napa­dy na zebrania i wiece, prewencyjne aresztowania. Ostatecznie, 12 marca 1935 pismo wydawane przez Pietscha zostało zamknię­te, głównie z powodu fragmentu artykułu „Frontkampfer oder Parteisoldat?”, w któ­rym Gustav pisał: „przyzwoitych ludzi tej partii [NSDAP – MA] jej propagandyści, nie wzdrygając się przed niczym, nazywają politycznymi wrogami, którzy znajdują się na drodze do likwidacji. Przypomnijmy więc na­zwiska generała v. Schleichera, v. Kahra, Hausmanna, Gregora Strassera [niemieccy gene­rałowie i politycy zamordowani przez SS pod­czas „nocy długich noży” 30 czerwca 1934 ro­ku – MA] i wielu innych. W świetle powszechnie znanych wydarzeń ukazuje się teraz praw­dziwe oblicze narodowego socjalizmu”.

Uzasadniając decyzję Senatu, Willibald Wiercinski-Kaiser, senator spraw wewnętrznych, pisał, że treść biuletynu gdańskich kombatantów „składa się od początku do końca z nadmiernego szczucia przeciw naro­dowemu socjalizmowi” i wniosek o rewizję decyzji senackiej odrzucił, jako bezzasadny.

Mimo szykan, represji i konfiskat, mimo tego, że na listę Pietscha głosowały zaledwie 373 osoby (co dało 0,16 procenta oddanych głosów), cel postawiony sobie przez komba­tantów został osiągnięty: NSDAP nie zdo­była w gdańskim Volkstagu większości kon­stytucyjnej, czyli dwóch trzecich głosów, gdańska konstytucja została więc na jakiś czas uratowana.

Po przytłaczającym zwycięstwie nazistów w wyborach do Volkstagu (uzyskali 43 miej­sca w 72-miejscowej izbie) kombatanci Piet­scha i niedobitki Partii Niemiecko-Narodowej nie zaprzestali swojej walki politycz­nej. Choć po wyborach kwietniowych, re­presje i napady stały się jeszcze brutalniejsze, nadal odbywały się zebrania polityczne i wiece. Często za cenę przelanej krwi.

 

Wojna w Domu św. Józefa

Do brutalnej napaści bojówek hitlerow­skich na opozycyjny wiec doszło, między innymi, 12 czerwca 1936 w Domu św. Józefa przy Topfergasse (ulica Garncarska). Pod­czas zebrania członków i sympatyków Partii Niemiecko-Narodowej doszło do krwawych rozruchów spowodowanych napaścią nazi­stowskiej bojówki, poturbowanych zostało kilkadziesiąt osób (wśród biorących udział w zebraniu były również kobiety i dzieci), w tym kilkanaście poważnie, jedna osoba – hitlerowski napastnik – zmarła. Jak poda­wał specjalny komunikat Prezydium Policji „doszło do rękoczynów w większych rozmia­rach. (...) uczestnicy zebrania bili się wza­jemnie pałkami gumowemi, kolkami, ręcznemi granatami ćwiczebnemi z drzewa, ku­flami do piwa itd., przyczem kilka osób do­znało po części poważnego okaleczenia”.

Oficjalny komunikat nie podaje jednak kto był inicjatorem tumultu. Takich specjalnych względów dla napastników nie miała „Gazeta Gdańska”, która relacjonowała zdarzenie:

„Zebranie nacjonalistów niemieckich, w którem wzięli tłumnie udział członkowie tej partji, zapełniając szczelnie salę, zakończo­no odśpiewaniem jednej zwrotki narodowego hym­nu niemieckiego, poczem uczestnicy zebrania skiero­wali się do wyjścia. W chwi­li, gdy czoło opuszczających salę znalazło się na parterze (sala mieści się na pierw­szym piętrze) zaatakowane zostało przez grupę, złożoną z kilkunastu młodych męż­czyzn, uzbrojonych w pałki gumowe, kastety i ćwiczebne granaty ręczne. Grupa ta wtargnęła na klatkę schodową od strony ulicy. Równocześnie rezerwa tej grupy zasypywała z ulicy gradem kamieni okna sali, wybijając w nich wszystkie szyby. Trzecia grupa napastni­ków wtargnęła w tym samym czasie na salę przez toaletę mę­ską restauracji, połączonej ze sa­lą. Do toalety dostała się ta gru­pa dachem. Natarcie wszystkich trzech grup nastąpiło jednocze­śnie, wywołując panikę wśród uczestników zebrania, którym od­cięto wszystkie drogi odwrotu.

Masakra, podczas której roz­grywały się sceny dantejskie (w zebraniu wzięła udział duża ilość starców i kobiet) trwała przez kilkanaście minut, dając w wyni­ku około 50 osób mniej lub więcej rannych. Rozumie się, że ten i ów z napadniętych usiłował się bronić to też nic dziwnego, że wśród rannych znaleźli się i napastnicy. Jeden z nich, nazwiskiem Guenther Deskowski, członek hitlerowskiego oddziału szturmowego, zmarł wkrótce po przewiezieniu go do szpitala.

Po zjawieniu się policji na miejscu masakry, napastnicy szybko ulotnili się, porzucając ran­nych towarzyszy. Osoby ciężej ranne opatrzy­li zawezwani lekarze. Lżej rannymi zaopieko­wały się rodziny, wobec czego trudno ustalić ścisłą cyfrę osób rannych podczas bójki.

Wkrótce po zaprowadzeniu jakiego takie­go porządku przez policję, na ul. Topfergasse wmaszerował z antyżydowską pieśnią na ustach umundurowany oddział hitlerowski, złożony z kilkudziesięciu osób, który następ­nie przeszedł przyległymi ulicami, uprzyjem­niając sobie marsz głośnym śpiewem pieśni bojowych. Prawdopodobnie ten sam oddział obsadził potem chodniki uliczne, spędzając przechodniów na jezdnię” („Gazeta Gdańska” nr 135,15 VI 1936).

Po awanturze w Domu św. Józefa (Pietsch przemawiał na wiecu wspólnie z niemiecko-narodowymi posłami) w wielu miejscach Gdańska dochodziło w sobotę i niedzielę (13 i 14 czerwca) do napaści hit­lerowskich bojówek na Polaków. Spowodowało to ostre interwencje Komisarza RP u Prezydenta Senatu. Jednak nie ostudziło to nastrojów w mieście. Przez następne dni dochodziło do coraz bar­dziej brutalnych napaści nazistów na Polaków oraz ludzi, którzy nie pozdra­wiali hitlerowskich sztandarów. Bojów­ki nazistów napadały również na ze­brania organizacji opozycyjnych. Po ponownej interwencji Komisarza RP odwiedził go osobiście Prezydent Se­natu Arthur Greiser zapewniając, że napaści wkrótce się skończą. Podobną zapowiedź dał jeden z czołowych przywódców NSDAP, który wyraził i ubolewanie z powodu napadów i po­wiedział, że członkowie SA i NSDAP mają zakaz atakowania Polaków (hi­tlerowskim władzom Gdańska zale­żało jeszcze na dobrych stosunkach z Polską). 22 czerwca, decyzją Pre­zydium Policji, wprowadzono za­kaz wszelkich zgromadzeń (rów­nież w lokalach zamkniętych) „w trosce o ład i porządek w Wolnym Mieście”.

Następnego dnia po krwawych rozruchach przy Garncarskiej władze gdańskie pokazały, w jaki sposób zamierzają rozwiązywać konflikty polityczne. „Gazeta Gdańska” do­nosiła: „w sobotę [13 czerwca – MA] wieczo­rem odbyć się miało w hotelu Mascotte w Oliwie zebranie opozycjonistów, zwołane przez kapitana Pietscha. Na zebranie przy­byli również członkowie partji rządzącej, którzy wszczęli awanturę, wobec czego poli­cja polityczna rozwiązała zebranie. Kapitan Pietsch udał się po rozwiązaniu zebrania do położonej na parterze restauracji, gdzie zo­stał zaczepiony. Policja nie widziała innego sposobu zaprowadzenia porządku, jak przez zamknięcie P. i jego zwolenników w areszcie policyjnym – dla ich własnego bezpieczeń­stwa (!?)”.

Sprawę „bitwy w Domu św. Józefa” za­kończył wielki, manifestacyjny pogrzeb Deskowskiego, hitlerowskiego bojówkarza, który zginął w bójce. W pogrzebie wziął udział szef sztabu głównego SA Rzeszy, Lutze, hitlerowscy urzędnicy i posłowie, funkcjonariusze senaccy. Na gmachach se­nackich spuszczono hitlerowskie flagi do pół masztu, a pracowników senackich zwolniono z pracy, by mogli wziąć udział w pogrzebie, w szkołach odbyły się specjalne apele po­święcone „bohaterowi”. „Gazeta Gdańska” nie omieszkała – z pewną dozą ironii - poin­formować, że „dzięki pięknej pogodzie kon­duktowi żałobnemu przyglądały się liczne rzesze mieszkańców Gdańska”.

Dla Pietschów nastały wówczas ciężkie czasy: Gustav miał kłopoty ze znalezieniem stałej pracy, represje dotknęły również Ger­trudy, która straciła zajęcie przy sieciach i żaglach, synowie w niemieckiej szkole do­świadczali codziennych szykan. By związać koniec z końcem Gertruda otworzyła w Oli­wie niewielki sklep spożywczy, a Gustav, z pomocnikiem Ernstem Preussem, łowił dorsze w Zatoce Gdańskiej (również na wo­dach terytorialnych Polski).

 

Przyjaciel Żydów

Jednak i tę kruchą egzystencję trudno było uratować. Na sklep Gertrudy często napadały bojówki hitlerowskie, wybijano szyby, malowano obraźliwe napisy: „Zdraj­cy”, „Sprzedawczyki”, „Żydowskie pachoł­ki”, przed wejściem ustawiały się pikiety szturmowców wzywających kupujących do bojkotu „przyjaciół Żydów”. Naziści nie za­pomnieli Pietschowi tego, że w roku 1935, wraz ze stupięćdziesięcioosobową grupą kombatantów, ochraniał modlących się w Wielkiej Synagodze gdańskiej Żydów, którzy zebrali się w świątyni przy Reitbahn, by uczcić pamięć niemieckich, żydowskich żołnierzy, którzy zginęli podczas wojny światowej. Na to zgromadzenie modlitewne hitlerowcy planowali napad – udaremniła go akcja Pietscha i jego towarzyszy.

W roku 1935 władze Gdańska, bez poda­nia przyczyn, cofnęły Gertrudzie zezwolenie na prowadzenie sklepu.

Na początku 1937 roku Gustav otrzymał propozycję pracy w żydowskiej szkole rybackiej w Gdyni. Powołał ją do życia Zwią­zek „Zebulon”, syjonistyczne stowarzysze­nie, „dla przysposobienia emigrantów Ży­dów w Polsce do pracy w zawodach związa­nych z morzem w Palestynie, (...) ostatecz­nym celem przeszkolenia fachowego wycho­wanków (...) jest przysposobienie takowych do emigracji do Palestyny, aby zasobni w wiedzę teoretyczną i praktyczną zdatni byli po odpowiednim przygotowaniu do pra­cy w zawodach związanych z morzem w ogó­le i rybołówstwem w Palestynie w szczegó­le” [pisownia oryginalna – MA].

W styczniu 1937 roku „Zebulon” przeka­zał, „dla łaskawej wiadomości”, Urzędowi Rybackiemu w Gdyni „wytyczne linje pro­gramu prac w prowadzonej pod kierownictwem p. kapitana Gustawa Pietscha szkoły rybackiej”. Do jego obowiązków należały: „wszelkie prace praktyczne połączone z po­znaniem morza w dziedzinie rybołówstwa i żeglarstwa; poznanie podstawowych zasad nauki o nawigacji; elementarne zasady biologji, zoologji i fauny morskiej; nauka o mo­torach i silnikach parowych; zasady metereologji; zasady międzynarodowego ruchu nawigacyjnego; prowadzenie dziennika okrę­towego; wiadomości z dziedziny ubezpiecze­niowej; kursy języka angielskiego; elemen­tarne podstawy budowy łódek i statków handlowych; wiadomości gospodarcze z dzie­dziny handlu i przemysłu rybackiego; transport i konserwacja produktów połowów; wiadomości z dziedziny ratownictwa na mo­rzu; nauka o połowach, począwszy od poło­wów przybrzeżnych aż do połowów dalekomorskich”. Dużo, jak na jednego niemiec­kiego kapitana.

Siedzibą internatu żydowskiej szkoły rybackiej była willa „Zgoda” na Kamiennej Górze w Gdyni. Na zdjęciu nauczyciele i uczniowie szkoły, Gustav Pietsch siedzi pierwszy z lewej, 1938
Siedzibą internatu żydowskiej szkoły rybackiej była willa „Zgoda” na Kamiennej Górze w Gdyni. Na zdjęciu nauczyciele i uczniowie szkoły, Gustav Pietsch siedzi pierwszy z lewej, 1938
Fot. Zbiory Archiwum Państwowego w Gdańsku

Gustav włączył się w budowanie szkoły i późniejsze jej prowadzenie – jak to było w jego charakterze – bardzo aktywnie. Nie dość, że kilka razy w tygodniu przyjeżdżał do Gdyni, by szkolić młodych „chaluzim” (hebr: pionierzy, osadnicy budujący w Pale­stynie podstawy państwa żydowskiego), to jeszcze oddał do dyspozycji szkoły swój ku­ter rybacki. Jak wspominał w roku 1960 je­den z jego uczniów, „praca w szkole żydow­skiej w Gdyni przynosiła niewielkie docho­dy, a Pietsch dokładał do interesu; gdy w szkole brakowało żywności dla uczniów kapitan wraz ze swoimi towarzyszami i są­siadami dostarczał im »tradycyjną« nie­miecką grochówkę”. Oprócz pracy w szkole Gustav trenował w żydowskim klubie spor­towym „Bar Kochba” grupę wioślarzy.

Praca w Gdyni nie należała bez wątpienia do łatwych, doświadczony marynarz, oficer i kapitan żeglugi wielkiej miał bowiem do czynienia z ludźmi bez jakiegokolwiek doświadczenia morskiego. Dochodziło więc również do sytuacji takich, jak ta, opisana przez gdyński „Kurier Bałtycki” w grudniu 1938 roku: „Adepci kursu przygotowują się z zapałem do przyszłej misji pionierskiej w Palestynie. Wprawdzie przyszli rybacy są w chwili obecnej kiepskimi żeglarzami i podczas jednej z wypraw na zatokę zawie­ruszyli się wraz z kutrem do tego stopnia, że stroskani o ich los i całość kutra opiekuno­wie wysłać musieli ekspedycję ratunkową, która pochłonęła aż 800 zł, jednak (...) pro­tektorzy kursu nie tracą nadziei, że uda się im należycie przygotować młodych Żydów do przyszłej pracy w Palestynie”.

Mimo dużych trudności w żydowskiej szkole rybackiej w Kamiennej Górze przeprowadzono trzy pełne kursy szkoleniowe, które ukończyło ponad pięćdziesięciu adep­tów. Część z nich jeszcze przed wybuchem wojny zakładała podwaliny pod przemysł rybacki w Palestynie.

 

Źrubek i inni

Polityka, od której Gustav uciekał z Gdań­ska dogoniła go również w – wydawałoby się – spokojnej Gdyni. Już w kwietniu 1937 roku znalazł się, trochę przez przypadek, w samym sercu zdarzeń, które przeszły do historii, jako „likwidacja gdyńskiego sztabu komunistycz­nego” lub inaczej: „sprawa Źrubek i inni”.

„Władze bezpieczeństwa, stwierdziw­szy, że przygotowania na dzień l maja są obliczone wyłącznie na sianie fermentu w świe­cie pracowniczym Gdyni – postanowiły »czerwonym towarzyszom« w zarodku uda­remnić ich niecne zamiary. Przed paru dnia­mi [od 9 kwietnia 1937 – MA] policja gdyń­ska przeprowadziła wielką obławę między wszystkimi osobnikami podejrzanymi na naszym terenie o działalność wywrotową. Ob­ława ta, trwająca prawie trzy dni, dała wręcz sensacyjne rezultaty – przytrzymano ogó­łem 114 osób, z pośród których, po skrupu­latnym dochodzeniu i długich badaniach – 21 osadzono w więzieniu, a nad 5 roztoczono dozór policyjny. (...) »Czystka« przeprowadzo­na przez władze bezpieczeństwa pomiędzy miejscowym elementem wywrotowym, przyczyni się zapewne do uspokojenia umy­słów w gdyńskim świecie robotniczym, który zresztą i sam, gdy trzeba było, potrafił reagować, dając mącicielom odpowiednią od­prawę” („Kurier Bałtycki” nr 9,18 IV1937).

Gustav Pietsch miał nieszczęście być w złym miejscu o złej porze. Wieczorem, 9 kwietnia 1937 roku, przebywał wraz z grupą znajomych w mieszkaniu Leona Komorowskiego, również wykładowcy szkoły rybac­kiej, w willi „Zosieńka” przy ulicy Sędzickiego 22. O godzinie 21.15 do mieszkania wkro­czyli funkcjonariusze policji z III Komisa­riatu w Gdyni pod dowództwem starszego posterunkowego Leona Wojtalewicza „w ce­lu odnalezienia dowodów działalności anty­państwowej”. U wszystkich zastanych w mieszkaniu osób (Izaak Kleinbaum, Izaak Rozenberg, Józef Rotsach – wszyscy z War­szawy, Gustav Pietsch i oczywiście gospo­darz) „dokonano rewizji osobistej pod czas której (...) u Pietscha Gustawa znaleziono korespondencję niemiecką, którą również spakowano do osobnej koperty. (...) Ulotków ani bibuły komunistycznej nie ujawnio­no. Wszystkich doprowadzono” (z „Zapiska urzędowego” sporządzonego przez st. post. Wojtalewicza, w zbiorach APG w Gdyni).

Kilka dni później, podczas „rozpytania podejrzanego”, Komorowski zeznawał, że „Pietsch Gustaw jest również płatnym in­struktorem »Zebulonu«, jednocześnie jest Kierownikiem szkoły rybackiej i wykładow­cą. Pietsch jest obywatelem W M. Gdańska i mieszka stale w Gdańsku, a do Gdyni przy­jeżdża kilka razy w tygodniu. Pietscha bliżej nie znam, jedynie znam go tylko jako kie­rownika i wykładowcę w »Zebulon«”.

Szczęśliwie dla uczestników spotkania w „Zosieńce” wszystko skończyło się na strachu i niedogodnościach kilkudniowego przeby­wania w gdyńskim areszcie. Inni „czerwoni to­warzysze” ze sprawy Źrubka zostali wydaleni z Gdyni lub otrzymali kilkuletnie wyroki wię­zienia (jako zdecydowani prowodyrzy i osoby już karane za działalność komunistyczną).

 

Z Glettkau do Glettkau

Wprowadzenie w Gdańsku rasistowskich „ustaw norymberskich”, nasilające się brutalne represje wobec gdańskich Żydów, Pola­ków, opozycjonistów nie pozostawiały złu­dzeń co do przyszłości. Gustav, za pomocą Agencji Żydowskiej, szukał możliwości osie­dlenia się i pracy w Palestynie. W październi­ku 1938 roku otrzymał pismo od doktora Heinza Wydry z departamentu morskiego Agencji informujące, że Pietschowi i jego ro­dzinie udzielono zezwolenia na pobyt w Pale­stynie na jeden rok, poinformowano go rów­nież, że ma tam organizować dostawy sprzę­tu i materiałów do produkcji statków, a także do produkcji sieci i żagli. Mimo takich gwa­rancji kapitan Pietsch nie mógł liczyć na legalny wyjazd z Gdańska. Pozostała ucieczka.

W Wigilię 1938 roku rodzina Pietschów przedostała się do Gdańska (obaj synowie Gertrudy i Gustawa już od kilku miesięcy uczyli się w żydowskim gimnazjum w Gdy­ni) wraz z grupą kursantów „Zebulonu”, którzy również nie mogli liczyć na legalny wyjazd do Palestyny. Najprawdopodobniej łodzią Gustawa podpłynęli do burty duń­skiego frachtowca. Mimo mrozu (tego dnia temperatura w Gdańsku wynosiła minus 6 stopni Celsjusza i wiał lekki, północno-wschodni, wiatr) reda i port w Gdańsku wolne były od lodu, więc żegluga drewnia­ną łodzią rybacką nie sprawiłaby wytraw­nemu marynarzowi żadnych trudności. Ss. „Frankrig” wychodząc w morze miał więc pod pokładem ładunek węgla i grupę niele­galnych uciekinierów. Dla młodych ryba­ków ze szkoły „Zebulonu” była to jedyna droga ratunku, a kapitan Pietsch, przez wielu historyków porównywany do Oskara Schindlera, tym, który uratował życie swo­ich żydowskich uczniów.

Cały majątek rodziny został w Gdańsku i Gdyni. W Erec Izrael, Ziemi Izraela, trzeba było zaczynać wszystko od początku. Wspólnie ze swoimi dawnymi uczniami, którzy już prze­bywali w Palestynie i grupą, z którą przyje­chał, Gustav założył rybacki kibuc Neve Jam niedaleko wsi Atlit. Pod jego kierunkiem kibucnicy zbudowali dwa pierwsze kutry rybac­kie, które posłużyły nie tylko do połowu ryb, ale również szkolenia następnych rybaków.

Po l września 1939 roku historia ponownie upomniała się o niemieckiego kapitana. Jako „obywateli wrogiego państwa” (Palestyna po­zostawała wówczas pod protektoratem Wiel­kiej Brytanii) Gustava, Karla i Heiza Anglicy umieścili w obozie internowania pod Akko. Gertruda wraz z córką przebywała w areszcie domowym w Hajfie, tam też przeszła kolejny już atak serca. W lutym 1940 roku Gustawowi pozwolono na osiedlenie się w Tel Awiwie, jednak bez prawa pracy. Zakaz ten zdjęty zo­stał dopiero w roku 1946.

Położenie rodziny Pietschów poprawiło się w roku 1948 po powstaniu państwa Izrael. Wielu byłych uczniów kapitana z żydow­skiej szkoły rybackiej w Gdyni objęło wów­czas wysokie stanowiska w instytucjach morskich i rybackich Izraela. Nie zapomnieli o swoim nauczycielu. Gustav został wysłany do Eilatu nad Morzem Czerwo­nym, gdzie stanął na czele firmy „Hamaszbir” produkującej mączkę rybną. W la­tach 1952-1953 był dyrektorem budowy portu w Eilacie, później kapitanem portu, a pod koniec lat pięćdziesiątych „kapitanem-ekspertem” w Eilacie.

Klimat Izraela nie służył jednak małżon­kom (Gertruda przeszła kolejny atak serca), w roku 1958 postanowili więc wrócić do Nie­miec. Osiedli w Berlinie (Karl i Heinz pozo­stali w Izraelu, otrzymali obywatelstwo kra­ju, a z czasem zaczęli robić karierę w izrael­skiej marynarce wojennej), w ubogiej dziel­nicy Neu Köln, w ciemnym, jednopokojo­wym mieszkaniu „bez wygód”, utrzymywali się jedynie z niewielkiej pomocy socjalnej.

W roku 1960 niemiecki dziennikarz, który poznał Gustava Pietscha i jego hi­storię w Eilacie, wystosował do Senatu Berlina wniosek o przyznanie małżonkom Pietsch tytułu „Zapomnianych bohate­rów”, który nadawano ludziom walczącym z nazizmem. Senat wniosek zatwierdził i l lutego 1961 roku Gertruda i Gustav Pietsch otrzymali z rąk burmistrza Berli­na honorowy dyplom. Zaraz potem jednak powrócili do Izraela. W jednym z wywia­dów Gustav mówił wówczas, że jest roz­czarowany Niemcami, bo „zbyt mało robi się tu, by wirus nazizmu zlikwidować raz na zawsze”.

Po krótkim pobycie u synów w Tel Awiwie małżonkowie wyjechali do Australii, dokąd przeniosła się ich córka Ursula. Oboje zmarli w roku 1975. Jak pisał w rosyjskojęzycznym, ukazującym się w Berli­nie, żydowskim tygodniku „Jewriejskaja Gazieta” Jewgienij Bierkowicz: „o dalekiej ojczyźnie przypominała im jedynie nazwa farmy – Glettkau (Jelitkowo) – na pamiąt­kę rybackiej wioski niedaleko Danzig, zna­nego dziś jako polski Gdańsk”.

 

Mieczysław Abramowicz

 

Pierwodruk: „30 Dni” 1/2007

Historie gdańskie
Wypisy gdańskie
Rozmowy gdańskie
Biblioteka gdańskia