Przed dwustu pięćdziesięciu laty w Gdańsku zrobiło się jaśniej

W październiku 1766 roku na gdańskich ulicach, przede wszystkim na Głównym Mieście, po raz pierwszy w znacznej liczbie pojawiły się uliczne latarnie z lampami olejowymi.

A
A
Ostatnia aktualizacja: 28 stycznia 2017 r.
Uliczne lampy olejowe zawieszane były, między innymi, na specjalnych słupach (widoczny pośrodku); fragment ryciny I. Bergmanna z 1833 roku
Uliczne lampy olejowe zawieszane były, między innymi, na specjalnych słupach (widoczny pośrodku); fragment ryciny I. Bergmanna z 1833 roku
Fot. Zbiory BG PAN

Przez długie wieki ludzie słabo sobie radzili z ciemnościami w mieście. Kaganki i łuczywa, które umieszczali zazwyczaj tylko na skrzyżowaniach ważniejszych ulic, dawały zbyt skąpe światło, by dobrze widzieć drogę. Jeszcze w XVIII wieku w wielu polskich miastach jedynym źródłem oświetlenia w nocy były lampy olejowe lub łojowe, które umieszczano przy niektórych wjazdach na posesje i w samych bramach.

Przez długi czas sprawę oświetlania ulic traktowano właściwie jako prywatny problem mieszkańców, a nie władz miejskich. Kto miał sługę, a musiał po zapadnięciu zmierzchu wyjść z domu, kazał mu iść przodem z przenośną latarnią albo wynajmował chłopca-latarnika ze światłem i szedł w miarę bezpiecznie. Kto nie miał sługi ani latarni, narażał się na liczne potknięcia i szedł prawie jak ślepiec. Nie bez powodu mówiło się o złu czyhającym w mrokach nocy, bo na spóźnionych pieszych czekali przyczajeni rabusie, którzy po ich złupieniu (i nierzadko pobiciu) znikali w ciemnościach nieuchwytni jak zjawy.

Już w 1697 roku pojawiła się w Gdańsku idea, by oświetlić ulice Głównego Miasta na miarę ówczesnych możliwości technicznych. Przedsięwzięcie miało być sfinansowane przez miasto, ale utrzymywane przez samych mieszkańców, którzy musieliby wnosić do kasy miejskiej tak zwaną opłatę latarniową. Mimo że koncepcja była nieźle przygotowana i dostała pozytywne oceny, nie zrealizowano jej z uwagi na koszty. Można powiedzieć, że sprawa oświetlenia przygasła potem na ponad półwiecze i ożyła na nowo w drugiej połowie kolejnego wieku, kiedy dzięki dobrej koniunkturze handlowej poprawił się stan miejskiej kasy.

Światła ulicznych latarni zabłysły w Gdańsku po raz pierwszy na większą skalę jesienią 1766 roku, dokładniej system zaczął działać 25 października tego roku. Niedawno upłynęło od tej chwili dwieście pięćdziesiąt lat. W ciągu dwóch lat (1766-1767) w całym Gdańsku zainstalowano ponad osiemset latarni, które zawisły na wysokich słupach lub na rozpiętych nad ulicami linowych naciągach. Były to lampy olejowe.

Dozorcy i stróże latarniowi mieli swoją bazę w Baszcie Kotwiczników, gdzie był też magazyn oleju; rysunek Wilhelma E. Gregoroviusa, 1843
Dozorcy i stróże latarniowi mieli swoją bazę w Baszcie Kotwiczników, gdzie był też magazyn oleju; rysunek Wilhelma E. Gregoroviusa, 1843
Fot. Zbiory Muzeum Narodowego w Gdańsku

Całe przedsięwzięcie kosztowało miejską szkatułę trzydzieści osiem tysięcy florenów. Był to wydatek niemały, ale jednorazowy, dochodziły też coroczne koszty eksploatacji. Do obsługi latarni zaangażowano ośmiu dozorców i dwudziestu jeden stróżów latarniowych. Ich bazę i zarazem magazyn oleju oświetleniowego stanowiła przez długie lata – jak czytamy w niektórych źródłach – Baszta Kotwiczników, którą lepiej znamy z mrocznych opowieści o jej roli ciężkiego więzienia, gdzie trzymano bardzo groźnych przestępców. Roczne wydatki na płace latarników oraz na zaopatrzenie w oliwę sięgały dwudziestu dwóch tysięcy florenów, które pokrywano z obowiązkowej opłaty latarniowej wnoszonej przez samych mieszkańców. Mimo niemałej ceny, zysk był w sumie ogromny, Gdańsk stał się bezpieczniejszy i dołączył do niedużej w tamtym czasie liczby miast, które posiadały uliczne oświetlenie.

Latarni nie zapalano każdego dnia, używano ich sezonowo. Nie zapalano tych lamp latem, kiedy dnie były długie, a noce krótkie. Korzystano z nich na jesieni, zimą i wiosną. A więc świeciły przez około czterdzieści tygodni w roku. Knoty latarni odpalano od ognia z podręcznych przenośnych lampek. Zapalano je w porze bliskiej zapadnięcia zmierzchu i wygaszano około pół godziny przed północą (jednak często gasły wcześniej same z powodu wypalenia się oleju).

Lampy olejowe są znane od dawna. U starożytnych Egipcjan były to miseczki z knotem zanurzonym w oleju. Stosowali je też Grecy i Rzymianie. Wykonywano je z materiałów ceramicznych, ale też z brązu, szkła i żelaza. W drugiej połowie XVI wieku udoskonalono je umieszczając zbiornik z olejem powyżej płomienia, co powodowało bardziej równomierne i efektywniejsze spalanie. Zastosowano też szklany kominek, który regulował ciąg powietrza oraz klosz o kopulastym kształcie.

Prace nad ulepszeniem tej lampy nie ustawały i w 1784 roku Francuz Aimé Argand wprowadził nowe udoskonalenie, wyposażając ją w bawełniany knot taśmowy – był on zwinięty w rurkę i umieszczony w obudowie, która umożliwiała doprowadzenie powietrza od zewnętrznej i wewnętrznej strony knota. Takie i inne modyfikacje zauważalnie zwiększały siłę światła.

Do rozbudowy systemu oświetlenia powrócono w Gdańsku w 1795 roku, kiedy miasto od dwóch lat należało już do państwa pruskiego (zaanektowane podczas drugiego rozbioru Polski). Do 1807 roku, kiedy władzę nad nim przejęli na siedem lat Francuzi (utworzyli pod swoim protektoratem pierwsze Wolne Miasto Gdańsk), zainstalowano kolejne ponad tysiąc ulicznych latarni. Na Głównym Mieście było ich już sporo, więc z tych nowych pięćset osiemdziesiąt miano rozmieścić na Starym Mieście, dwieście osiemdziesiąt na Dolnym Mieście i dwieście pięćdziesiąt na Starym Przedmieściu. U schyłku pierwszej połowy XIX wieku na gdańskich ulicach mogło być prawie tysiąc dziewięćset takich latarni.

Jakie to były latarnie? Wydaje się, że niezmiennie budowano je według pomysłu Arganda lub według konstrukcji stworzonej w 1800 roku przez francuskiego zegarmistrza Guillaume Carcela, który do mechanizmu lampy Arganda dodał pompkę tłokową, by doprowadzała do palnika olej spod umieszczonego pod nim zbiornika.

Jedno z niewielu przedstawień gdańskich latarni ulicznych z lampami olejowymi znamy z ryciny Ignaza Bergmanna z 1833 roku, która ukazuje Długi Targ z fragmentem ulicy Długiej. Są to latarnie zawieszone na wysięgnikach umocowanych wysoko na słupach. Przypuszczalnie od czasu, kiedy Bergmann uwiecznił je na swojej rycinie, pozostały w tym miejscu przez kolejne dwadzieścia lat. Przestały być potrzebne w grudniu 1853 roku, kiedy na gdańskich ulicach pojawiły się nowoczesne latarnie gazowe.

 

Tymoteusz Jankowski

 

WYKORZYSTANO:

Cieślak Edmund, „Funkcjonowanie miejskiego organizmu”, „Historia Gdańska”, Gdańsk 1993, t. 3/1;

Cieślak Edmund, „Projekt oświetlenia ulic Gdańska z r. 1697”, „Rocznik Gdański” 1958-1959;

gedanopedia.pl

Historie gdańskie
Wypisy gdańskie
Rozmowy gdańskie
Biblioteka gdańskia