Kieszeń tramwajarza - czyli jak 100 lat temu funkcjonowały miejskie tramwaje

Jednym z warunków sprawnej organizacji przejazdów w komunikacji miejskiej jest możliwość szybkiego kontaktu kierujących pojazdami z dyspozytornią ruchu, a w razie potrzeby także z właściwymi służbami pomocniczymi. Jak w naszym mieście radzono sobie z tym problemem przed stu laty?

A
A
Ostatnia aktualizacja: 08 grudnia 2016 r.

Podwale Grodzkie, naprzeciw Dworca Głównego, w hotelu Reichshof
Podwale Grodzkie, naprzeciw Dworca Głównego, w hotelu Reichshof
Fot. S. Bufe 'Strassenbahnen in Ost- und Wespreussen'

W czasach nam współczesnych tego typu przepływ informacji zapewniały kiedyś urządzenia krótkofalowe, a obecnie jest to możliwe dzięki nowoczesnemu systemowi łączności radiowej „Tetra”. A jak radzono sobie z tym problemem przed stu laty? Jak w mieście Danzig powiadamiano się o utrudnieniach lub przeszkodach, które zakłócały kursowanie tramwajów?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, sięgnijmy do broszury instruktażowej, wydanej w 1905 roku przez firmę Gdańskie Tramwaje Elektryczne SA (Danziger Elektrischen Strassenbahn Aktien-Gesellschaft, inaczej GTE SA). W publikacji tej znajdziemy dokładny wykaz przystanków na ówczesnych dziewięciu trasach tramwajowych (ogromnie ciekawy, bo na wielu tramwaje od dawna nie jeżdżą albo skorygowano ich przebieg), a także opis zasad działania „gorącej linii”, stworzonej na miarę możliwości technicznych tamtego czasu, dzięki której obsługa tramwajów mogła nawiązać stosunkowo szybki kontakt z dyrekcją, zajezdniami lub elektrownią. Broszura zawiera też wiele szczegółowych instrukcji. Każdy tramwajarz nosił ją w kieszeni swojego munduru.

Na początek przypomnijmy, jak przed stu laty pracowała obsługa tramwaju. Nie była ona jednoosobowa, jak dzisiaj (obecnie prowadzeniem pojazdu i sprzedażą biletów zajmuje się sam motorniczy), ale co najmniej dwuosobowa. Drugim obok motorniczego członkiem obsługi był konduktor, który pod wieloma względami pełnił rolę kierownika pociągu, zaś zadaniem motorniczego było koncentrowanie się na sprawnym i bezpiecznym prowadzeniu pojazdu.

Podstawowym zajęciem konduktora była sprzedaż i kasowanie biletów (sprzedany bilet znakował specjalnym dziurkaczem w miejscach przewidzianych dla dnia i godziny), dlatego jego stanowisko znajdowało się na stałym miejscu przy tylnych drzwiach. Z tej racji były to dla pasażerów drzwi wejściowe. Jeśli ktoś wsiadł przednimi drzwiami, nie zwalniało go to od natychmiastowego przejścia do stanowiska konduktora, by zakupić bilet lub okazać wieloprzejazdowy karnet. Jeśli wóz silnikowy ciągnął przyczepę, w niej również znajdował się konduktor.

Konduktorzy mieli bezpośredni i częsty kontakt z pasażerami, więc instruowano ich, by biegle posługiwali się podstawowymi zwrotami grzecznościowymi (podawano konkretne przykłady), nakazywano uprzejmość, wymagano schludnego wyglądu (czysty, ogolony, w niewymiętym mundurze itd.; motorniczym stawiano podobne wymagania). Konduktor głośno ogłaszał odjazd, wzywając przy tym do zamknięcia drzwi, podobnie donośnym głosem zapowiadał nazwy przystanków. Miał pod ręką rozkład jazdy, więc był dla pasażerów źródłem informacji o kursach tramwajów. Również on dawał motorniczemu sygnał do odjazdu, pociągając za linkę, która przy stanowisku motorniczego była zakończona dzwonkiem.

Jak to bywa w mieście, sprawna organizacja przejazdów i punktualne kursowanie tramwajów mogły zostać zaburzone przez jakieś nadzwyczajne zdarzenia, jak potrącenie czy przejechanie człowieka, zderzenie z innym pojazdem, wykolejenie, awaria silnika, oberwanie nadziemnej trakcji itp. W takich sytuacjach załoga zazwyczaj musiała uzyskać pomoc wyspecjalizowanych służb i właśnie na taką okoliczność podano w broszurze telefony istniejących wówczas trzech zajezdni i stacji prądotwórczej. I tak, z zajezdnią we Wrzeszczu przy ulicy Partyzantów 6/10 łączono się na numer 555. Do największej ówcześnie zajezdni przy ulicy Wiosennej 4 na Dolnym Mieście wybierano numer 401. Do najmłodszej zaś zajezdni w Nowym Porcie przy ulicy Władysława IV12 – 491. Natomiast telefon stacji prądotwórczej przy Targu Rakowym 9 miał numer 402.

Aby w razie potrzeby połączyć się z tymi numerami, trzeba było mieć dostęp do aparatów telefonicznych. Ich założenie i utrzymanie wzdłuż wszystkich linii tramwajowych było ponad możliwości GTE SA. Dlatego dyrekcja gdańskiego przewoźnika zawarła porozumienie z abonentami około czterdziestu telefonów, które znajdowały się w lokalach położonych przy ulicach z liniami tramwajowymi. Zgodzili się oni udostępniać tramwajarzom swoje aparaty, jeśli wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Była to istotna pomoc – telefonów nie było jeszcze wtedy zbyt dużo. Kiedy w 1883 roku otwarto w Gdańsku pierwszą centralę telefoniczną, objęła ona zaledwie czterdziestu abonentów. W 1905 roku telefony były ciągle luksusem.

Wśród tych, którzy zgodzili się uczestniczyć w „gorącej linii” powiadamiania o zaistniałych na trasach trudnościach, znajdujemy właścicieli sklepów, aptek, restauracji, hoteli, ale również dyrekcje dużych firm, jak rafineria cukru, fabryka wagonów czy stocznia okrętowa. Wydaje się, że ta pomoc nie obciążała dotkliwie właścicieli telefonów, bo użyczali swoich aparatów grzecznościowo, czyli nieodpłatnie. Właśnie z powodu tej nieodpłatności dyrekcja tramwajów zalecała konduktorom, by – jeśli zdarzenie miało miejsce blisko zajezdni lub stacji prądotwórczej – w pierwszej kolejności kierowali się tam osobiście (w takich wypadkach motorniczy miał polecenie pozostawać w tramwaju). Warto jeszcze przypomnieć, że na wypadek awarii, które mogłyby zakłócić ruch, w wielu miejscach zbudowano tzw. mijanki oraz ślepe odgałęzienia torów, na które można było przetaczać zawalidrogi.

Jak wyglądał w 1905 roku ten system powiadamiania o wypadkach, awariach i innych wydarzeniach, które zakłócały ruch tramwajowy? Najwięcej telefonów –jedenaście – było do dyspozycji konduktorów i motorniczych przy linii poprowadzonej spod Żurawia przy Szerokiej przez Nowy Port do Brzeźna. Dla linii z Długiego Targu przez Wrzeszcz do Oliwy udało się pozyskać ośmiu abonentów, którzy użyczali swoje aparaty. Na linii z zajezdni na Dolnym Mieście przez Targ Rybny do Dworca Głównego było też osiem takich punktów, a po cztery przy trasie z Targu Rakowego na Siedlce i z Łąkowej do Dworca Głównego. Przy liniach z Targu Rakowego na Orunię i z Brzeźna do Wrzeszcza współpracowano z trzema abonentami przy każdej z tych tras. Przybliżając przebieg dwóch wybranych ówczesnych linii tramwajowych, spróbujemy dokładniej pokazać, gdzie rozmieszczone były telefony, z których mogli korzystać tramwajarze.

Centrum Gdańska, plan z 1903 roku z zaznaczonymi istniejącymi wtedy liniami tramwajowymi
Centrum Gdańska, plan z 1903 roku z zaznaczonymi istniejącymi wtedy liniami tramwajowymi
Fot. S. Bufe 'Strassenbahnen in Ost- und Wespreussen'

 

Jedną wybraną linią jest ta, która prowadziła z Długiego Targu (Langermarkt) do Oliwy. Pierwszy z czterdziestu ośmiu przystanków na tej trasie znajdował się blisko Bramy Zielonej, na bocznicy, którą odgałęziono od głównego toru biegnącego z Długiego Targu przez Wyspę Spichrzów na Dolne Miasto. Był to Langemarkt-Abfahrtstelle (Długi Targ-Przystanek Początkowy). Ruszając w kurs, motorniczy i konduktorzy mieli polecenie, by kierować się wskazaniami wielkich zegarów na ratuszowej wieży. Ostatni tramwaj nocny ruszał stąd punktualnie dwie minuty po wybiciu przez ratuszowy zegar pierwszej w nocy. Konduktor trzykrotnie sygnalizował odjazd dzwonkiem i pojazd odjeżdżał.

Na Długim Targu i Długiej panował duży ruch kołowy i pieszy, dlatego tramwaj posuwał się z prędkością 9 kilometrów na godzinę, a konduktor miał uwagę podzieloną na obsługę pasażerów i ruch na jezdni, i co chwilę pociągał za linkę dzwonka, by ostrzegać furmanów i pieszych o przetaczającym się pojeździe. Zjeżdżając z bocznicy na szlak należało uważać, czy spod Zielonej Bramy nie wyjeżdżają inne tramwaje.

Pierwszy postój znajdował się już przy ulicy Mieszczańskiej (Berholdschegasse) zaledwie 48 metrów od przystanku początkowego (przejazd trwał 19 sekund), kolejny zaś wyznaczono 107 metrów dalej przy Ratuszu Głównomiejskim (przejazd w 43 sekundy), który w tamtym czasie był siedzibą magistratu. Przy tym przystanku, naprzeciw ratusza w dwupiętrowej kamienicy kupca Emila Siebenfreunda przy Długiej 39, znajdował się pierwszy na tej trasie telefon „gorącej linii”. Udostępniał go kupiec W. F. Burau, który handlował tu papierem i materiałami biurowymi oraz zajmował się drukiem i oprawą książek. Jego telefon miał stosunkowo niewysoki numer 106, co może świadczyć, że wcześnie wystąpił do urzędu poczty i telegrafu o podłączenie do sieci. Część kamienicy zajmował „Baltische Kommisionsbank”, a w jednym z lokali praktykował pediatra o swojsko brzmiącym nazwisku Józef von Wybicki.

Kolejne przystanki przy Długiej znajdowały się przy skrzyżowaniach z Pocztową i Tkacką. Długa to najludniejsza ulica w mieście, dlatego alarm tramwajowy prawie nie milkł. Motorniczym zalecano, by byli szczególnie uważni podczas zbliżania się do skrzyżowania z ciągiem ulic Garbary i Tkacka, gdzie tory krzyżowały się z torami linii od zajezdni przy Wiosennej przez Targ Rybny do Dworca Głównego i łatwo było o kolizję. Tramwaje jadące Długą miały pierwszeństwo przejazdu.

Po przejechaniu pod Złotą Bramą tramwaj skręcał na Targ Węglowy, mijał po prawej wielki dom handlowy Freymanna, za teatrem miejskim brał zakręt na Targ Drzewny i przecinając dzisiejsze Hucisko kierował się wprost na Nowe Ogrody. Przed Huciskiem na przystanku Dominikswall (Wały Jagiellońskie) tor odgałęział się do Dworca Głównego (kursowały tam tramwaje linii Dworzec Główny-Długie Ogrody czyli Hauptbahnhof-Langegarten). Kolejny punkt z telefonem, z którego można było kontaktować się w sprawie pomocy, znajdował się w należącej do GTE SA stacji prądotwórczej przy Targu Rakowym 9. Uruchomiono ją w 1896 roku i pracowała tylko na potrzeby tramwajowej sieci trakcyjnej. Monumentalnego budynku dzisiejszej biblioteki wojewódzkiej wtedy w tym miejscu jeszcze nie było.

Za przystankiem przy Wałach Jagiellońskich tramwaj przyspieszał do 15 kilometrów na godzinę. Za ułożonymi w dawnej fosie miejskiej torami kolejowymi skręcał w prawo do ulicy 3 Maja (Promenade), przy której znajdowały się dwa kolejne telefony dostępne dla tramwajarzy. Promenada była ulicą o luźnej zabudowie, obsadzoną drzewami, od zachodu osłoniętą stokami Góry Gradowej (Hagelsberg), pod którą zbudowano kościół i szpital Bożego Ciała i urządzono kilka cmentarzy. Pierwszy telefon znajdował się przy przystanku Schützenhaus (Strzelnica) w siedzibie Bractwa Strzeleckiego im. Fryderyka Wilhelma (Friedrich Wilhelm Schützenhaus, budynek zniszczony w 1945 roku i nieodbudowany), czyli w popularnym Domu Strzeleckim, gdzie nie tylko strzelano, ale również (albo przede wszystkim) urządzano bale, przyjęcia i koncerty (wiele lat później śpiewał tu Jan Kiepura). Strzelnica dysponowała aparatem telefonicznym o numerze 684.

Po minięciu przystanków Kriegschule i Heilige Leichnam Hospital (Szkoła Wojenna i Szpital Bożego Ciała) tramwaj zatrzymywał się przy przystanku Eisebahn Direktion (Dyrekcja Kolejowa) i tam znajdował się drugi telefon, w budynku pod numerem 25, który należał do kompleksu dwupiętrowych bloków mieszkalnych wzniesionych w latach 1894-1896 dla personelu szpitala Bożego Ciała. Ale w 1905 roku podnajmowała go na czasową siedzibę Królewska Dyrekcja Kolei (Königliche Eisenbahndirektion Danzig; w 1914 roku przeniosła się za tory kolejowe do własnego biurowca przy ulicy Dyrekcyjnej 2), i to ona udostępniała tramwajarzom telefon z numerem 337.

Za kolejnym przystankiem Anfang Alee (Początek Alei) tramwaj zwiększał prędkość do 25 kilometrów na godzinę, wjechał bowiem na Wielką Aleję (Grosse Allee) czyli na dzisiejszą aleję Zwycięstwa. Łączna szerokość tego traktu sięga 35 metrów, a środkowy jego pas zajmuje 23 metry. W latach 1867-1869 założono przy niej cmentarze (zlikwidowane w latach 1969-1970 i przekształcone na parki) oraz eleganckie i chętnie odwiedzane restauracje z ogrodami. Obsługa tramwajów w razie potrzeby mogła tutaj korzystać z dwóch telefonów. Pierwszy znajdował się przy Grosse Allee 4 przy przystanku Bürgerschützenhaus (nazwa nawiązywała do strzelnicy między Placem Zebrań Ludowych i ulicą Kopernika) w lokalu „Café Weichbrodt”, w którym grywano w tenisa i bilard oraz w kręgle na dwóch marmurowych torach. Tamtejszy telefon miał numer 1156. Po wojnie w miejscu „Café Weichbrodt” urządzono bar piwny „Pod Kasztanami”, a jego bywalcami byli stoczniowcy z niedalekiej od tego miejsca Stoczni Gdańskiej. Drugi telefon znajdował się przy przystanku Halbe Allee na wysokości przecznicy o dzisiejszej nazwie Skłodowskiej-Curie. Użyczał go dyrektor firmy ubezpieczeniowo-kredytowej oraz miejski radny Felix Kawalki, właściciel nieruchomości na posesji pod numerem Grosse Allee 10. Jego telefon miał niski numer 75. W latach międzywojennych przez pewien czas działała tu kawiarnia „Café Konietzko”, przemianowana później przez nowych właścicieli, a byli to bracia Jantowscy, na „Cztery Pory Roku” („Vier Jahreszeiten”). Powojenne władze Gdańska wykroiły część tej posesji pod pomnik-czołg, który stoi do dzisiaj.

Za przystankiem Hohschule (Szkoła Wyższa, na wysokości dzisiejszej Politechniki Gdańskiej) wypadał kolejny postój przy Rote Mauer, za którym Wielka Aleja zmieniała nazwę na Hauptstrasse, czyli na dzisiejszą ulicę Grunwaldzką. Tutaj zabudowa się zagęszczała i dlatego tramwaj redukował prędkość do 15 kilometrów na godzinę. W ciągu kamienic po prawej stronie, obok przystanku Brunshöferweg (Waryńskiego), pod numerem 53 stał dom kupca odzieżowego Lazarusa, który był ważny dla motorniczych z powodu umieszczonego na nim dużego zegara. Według jego wskazań mieli oni obowiązek sprawdzać punktualność kursu i odpowiednio przyspieszyć lub zwolnić jazdę.

Jadąc dalej musieliśmy minąć skrzyżowanie z ulicą Jaśkowa Dolina (Jäschkentaler Weg), przy której pod numerem 38 mieściła się dyrekcja GTE SA z mieszkaniem dyrektora Oskara Kupferschmidta. Tramwaj zatrzymywał się na głównym przystanku Wrzeszcza – Marktplatz-Langfuhr (Rynek we Wrzeszczu, na wysokości domu handlowego „Manhattan”). Z Rynku poprowadzone było odgałęzienie do zajezdni tramwajowej (z biurem i telefonem), która znajdowała się na początku ulicy Partyzantów. Oczywiście, w zajezdni byli przygotowani, by w sytuacjach awaryjnych pomagać załogom tramwajowym. Po wybudowaniu w latach 1934-1937 nowoczesnej i do dzisiaj największej gdańskiej zajezdni przy ulicy Wita Stwosza 108/112 (Kronprinzallee), wrzeszczański obiekt był stopniowo wyłączany z eksploatacji i w 1939 roku stał się zajezdnią autobusową, czynną aż do schyłku XX wieku. Obecnie stoją w tym miejscu cztery wieże mieszkalne.

Za przystankiem Husarenkaserne (Koszary Huzarów) tramwaj skręcał w lewo w Szymanowskiego, tam brał zakręt w prawo w Zamenhoffa, skąd zjeżdżał polami na obecną ulicę Wita Stwosza (Kronprinzallee) i ostatecznie kończył bieg naprzeciw głównej bramy parku w Oliwie, czyli na dzisiejszym Placu Inwalidów. Tu również ułożono postojowe bocznice i umieszczono zegar dobrze widoczny z tramwajów. Za koszarami tramwaje zwiększały prędkość do 20 kilometrów, a na słabo zabudowanym odcinku oliwskim przyspieszały do 30 kilometrów na godzinę.

Ostatnie dwa telefony były już na terenie Oliwy. Jeden znajdował się w Dworze IV przy Polankach 119/121 (Pelonken), co wynikało zapewne z faktu, że Wita Stwosza była na tym odcinku praktycznie pozbawiona zabudowy. Dwór IV należał w tamtym czasie do rodziny Prochnow, właścicieli dużej glinianki (eksploatowanej w lesie za dworem) i cegielni z piecem kręgowym w Osowej. Był to jeden z dworów służący pierwotnie gdańskim patrycjuszom, zbudowano go w XVIII wieku w miejscu starszego dworu. Po wojnie ulokowano w nim szpital dziecięcy, który po jakimś czasie przeniesiono do nowego budynku i dwór pełnił tylko funkcje pomocnicze, a w 2008 roku zupełnie przestał być użytkowany. W styczniu 2014 roku wybuchł w nim pożar, który strawił prawie cały dach.

Drugi „oliwski” telefon był umiejscowiony blisko końcowego przystanku Endpunkt Oliva, przy dzisiejszej ulicy Opata Rybińskiego (w 1905 roku nazywała się Köllner Chaussee zapisywana też Köllnerstrasse, a jakiś czas później została podzielona na Am Schlossgarten, Am Markt i Köllner Chaussee, czyli na Opata Rybińskiego, Stary Rynek Oliwski i Spacerową). Lokalu z telefonem należało szukać przy ówczesnej Köllner Chaussee 24, czyli w pierzei między Placem Inwalidów i ulicą Polanki. Był to sklep spożywczo-przemysłowy Paula Schuberta, u którego zaopatrywano się w podstawowe artykuły spożywcze oraz w wina i dziczyznę z drobiem, ale również w metalowe sprzęty gospodarstwa domowego, materiały budowlane i opał. Telefon Paula Schuberta miał numer 8, ale nie wiemy, do jakiej centrali należał. Skoro jednak sklep Schuberta trafił do wykazu zamieszczonego w broszurze dla konduktorów, wdaje się, że jego telefon musiał zapewniać kontakt co najmniej z wrzeszczańską zajezdnią.

 

Druga linia, którą chcemy przybliżyć, to trasa śródmiejska, wiodąca od zajezdni przy ulicy Wiosennej na Dolnym Mieście do Dworca Głównego. Z uwagi na gęstą zabudowę i ruch na nieszerokich uliczkach tramwaje pokonywały ją z umiarkowaną prędkością 13 kilometrów na godzinę, a konduktorzy często pociągali za linkę zakończoną dzwonkiem.

Pierwszy telefon, z którego w razie potrzeby mogły korzystać załogi obsługujące tę linię, znajdował się niespełna kilometr od zajezdni. Żeby tam dotrzeć, należało przejechać całą ponad siedemsetmetrowej długości ulicę Toruńską (Thornischerweg) wytyczoną na gruntach Dolnego Miasta, Wyspy Spichrzów i Dolnego Przedmieścia, pokonać na tym odcinku dwa mosty nad Starą i Nową Motławę i zatrzymać się na sześciu przystankach. W 1905 roku jezdnia Toruńskiej była krótsza niż dzisiaj i kończyła się na skrzyżowaniu z Żabim Krukiem (Poggenpfuhl). Właśnie w tę ulicę skręcał tramwaj, biorąc zakręt w prawo, czyli do skrzyżowania z Podwalem Przedmiejskim (Vorstädtischer Graben), za którym wjeżdżał na Główne Miasto. I tu, w kamienicy przy ulicy Słodowników 17 (Melzergasse), czekał na tramwajarzy telefon z numerem 661. Była to kamienica kupca Eduarda Müllera, który prowadził na parterze kantor oferujący sprzedaż i dostawę ryb morskich. Nieco dalej tory tramwajowe skręcały w lewo na ulicę Ogarną (Hundegasse). Przy narożnej kamienicy ulokowano przystanek Hundegasse-Ecke Matzkauschegasse. Matzkauschegasse to przedłużenie Słodowników, czyli dzisiejsza Ławnicza.

Następnym przystankiem było Weiche Hundegasse (Weiche to boczny tor) z tzw. ślepym torem, czyli bocznicą, na którą można skierować uszkodzony pojazd. Stamtąd tramwaj dojeżdżał do przystanku Feuerwehr (Remiza Strażacka). Opodal tego przystanku przy Ogarnej 1/2 mieściła się główna siedziba miejskiej straży ogniowej (Stadtische Hauptfeuerwache przejęła budynki i dziedziniec dawnego Dworu Miejskiego). Tu w razie potrzeby konduktor mógł skorzystać ze strażackiego telefonu z numerem 79. Z kolei przy skrzyżowaniu Ogarnej z uliczką Garbary (Große Gerbergasse) można było zatelefonować od kupca Louisa Nagela, który na połączonych parterach kamienic przy Garbary 6 i 7 prowadził firmę „Emil E. Baus” obracającą artykułami metalowymi.

Warto zauważyć, że odległość między kolejnym na tej trasie przystankiem przy rogu Garbary i Długiej i następnym przy Tkackiej (Grosse Wollwerbergasse), tramwaj pokonywał w osiem sekund. Był to bowiem najkrótszy odcinek między przystankami na gdańskich liniach – wynosił zaledwie 28 metrów. Ale przejazd tej niewielkiej odległości często się wydłużał, jeśli motorniczemu wypadło przepuszczać tramwaje jadący po torach w ciągu ulicy Długiej.

Dalej tramwaj podążał Kołodziejską (Grosse Scharmachergasse) i Węglarską (Kohlengasse) i skręcał w Szeroką (Breitgasse), by wjechać na tor poprowadzony spod Żurawia w kierunku Targu Drzewnego. Na Szerokiej, blisko przystanku z bocznicą i dlatego nazwanego Weiche Breitgasse, znajdował się kolejny punkt telefoniczny. Był on w kamienicy pod numerem 113, w której Julius Lehmann prowadził hotel „Centralny” („Central-Hotel”, telefon z numerem 306). Lehmann zapraszał do „Centralnego” na śniadania i obiady w umiarkowanych cenach (oferował też potrawy koszerne). Tej kamienicy nie odbudowano po wojennych zniszczeniach. Puste miejsce odsłania widok na kościół św. Mikołaja. Możliwe, że okolice hotelu były uważane za centralne w mieście, gdyż w tym samym czasie opodal – pod numerem 111, w kamienicy wdowy Mathilde Franzkowski – prosperowała drogeria Kazimierza Szokalskiego o nazwie „Centralna” („Central Drogerie”).

Z Szerokiej tramwaj skręcał w lewo na trakt podzielony na kilka odcinków o nazwach: Grobla II, III i IV (Damm II, III, IV). Tuż za dawnym szpitalnym kościołem Świętego Ducha, który po powojennej odbudowie służy jako sala gimnastyczna Szkoły Podstawowej nr 50, skręcał w Tobiasza (Tobiasgasse) i wjeżdżał na Targ Rybny (Fischmarkt). We wschodniej pierzei targu (obecnie zaledwie częściowo odbudowana po wojennych zniszczeniach), w kamienicy pod numerem 37/38 był do dyspozycji tramwajarzy telefon z numerem 94. Właścicielem kamienicy i telefonu był kupiec Karl Voigt, który handlował artykułami spożywczymi i morskimi rybami.

Dalej przez Podwale Staromiejskie (Altstädtischer Graben) i Zamkową (Burgstraße) tramwaj podążał na Rycerską (Rittergasse), gdzie można było skorzystać z telefonu w ciągu domów 7-12, które należały do właścicielki browaru J. Witt. Browar Stary Zamek (J. Witt. Alte Schlossbrauerei), wdowy Margarety Glaubitz. Przy rogu Rycerskiej i Czopowej, pod adresem Rycerska 10, opodal przystanku Rittergasse-Brauerei, na parterze zachowanej do dzisiaj barokowej kamieniczki mieściło się biuro jej browaru i tu znajdował się udostępniany telefon z numerem 101. Użyczał go mieszkający w tej kamieniczce piwowar Georg Grosskopf albo buchalter browaru Theodor Lablack.

Następny przystanek nosił nazwę Knüppelgasse od krzyżującej się z Rycerską uliczki o takiej samej nazwie (dzisiaj: Dylinki), i tramwaj ruszał stamtąd na najdłuższy na tej trasie odcinek (224 metry, czas przejazdu: minuta i dwie sekundy) zakończony przystankiem na Krosnach (Rambau). Dalej pokonywał mostkiem kanał Raduni, wjeżdżał w ulicę Rybaki Górne (Hohe Seigen), z której ostrym skrętem w lewo kierował się na Wałową (Wallgasse i jej przedłużenie Am Jakobstor), Korzenną (Pfefferstadt) i dalej Kaszubskim Rynkiem (Kassubischer Markt) docierał do przystanku końcowego przy Podwalu Grodzkim.

Ostatnie dwa telefony, służące do powiadamiania centrali lub zajezdni o utrudnieniach w ruchu, znajdowały się na Podwalu Grodzkim. Jeden w wybudowanym w 1900 roku Dworcu Głównym (Hauptbahnhof), drugi naprzeciwko przy Podwalu Grodzkim 9 w hotelu „Reichshof”, który był własnością Eduarda Vestera (telefon numer 96). Ten rozbudowany w 1905 roku hotel miał sto pokoi ze stu pięćdziesięcioma łóżkami, w pokojach telefony, a dla zmotoryzowanych – garaże. W latach międzywojennych był własnością Polaka Stanisława Vogla i gdańska Polonia urządzała w restauracji oficjalne i prywatne spotkania. Spłonął pod koniec wojny i nie został odbudowany.

 

Możemy przypuszczać, że stworzona na początku XX wieku siatka komunikacyjna, która służyła tramwajarzom, by mogli przeciwdziałać awariom i innym zakłóceniom w ruchu, okazała się sprawnym narzędziem. Jak wynika z opisu tras, odległości, które trzeba było pokonać, aby dotrzeć (najczęściej pieszo) do punktów z telefonami, nie były zbyt duże. Nawiązanie szybkiego kontaktu z właściwymi służbami pozwalało na szybkie rozwiązywanie pojawiających się problemów. W każdym razie, w prasie z tamtego czasu nie znajdujemy zbyt wielu narzekań na punktualność kursowania tramwajów, ani na niesprawność organizacyjną gdańskiej komunikacji miejskiej.

TTG

 

WYKORZYSTANO:

„Dienstanweisung für Schaffner und Wagenführer der Danziger Elektrischen Straßenbahn Aktien-Gesellschaft”, Danzig 1905;

Lange Carl, “Ostdeutsche Monatshefte”, Oliva 1928;

“Neues Adressbuch für Danzig”, Danzig 1905;

Püttner Elise, “Luftkurort Oliva”, Danzig 1904;

www.encyklopediagdanska.pl;

www.facebook.com/pages/Tramwajem-przez-Gdańsk-Mit-der-Strassenbahn-durch-Danzig

 

Tekst powstał i jest publikowany dzięki wsparciu ZKM w Gdańsku Sp. z o.o.

 

Pierwodruk: „30 Dni” nr 3/2014

Historie gdańskie
Wypisy gdańskie
Rozmowy gdańskie
Biblioteka gdańskia