Dom z Poczdamu

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że podróżują ludzie. Czy jednak słyszał ktoś, aby miejsce pobytu zmieniał dom, murowane świadectwo czyjegoś zakorzenienia? Mowa tu o niezwyczajnej budowli, którą raczej niesłusznie podejrzewało się o to, że powstała w odległej Norymberdze.

A
A
Ostatnia aktualizacja: 19 sierpnia 2017 r.

Ta nieprawdopodobna wersja opierała się na relacji berlińskiego artysty, Jana Gotfryda Schadow, który w sierpniu 1825 roku odwiedził Pawią Wyspę obok Poczdamu, gdzie dom ten właśnie odtworzono z kilkuset oryginalnych kawałków. Artysta zapisał w swoim sztambuchu: „Stoi tu wspaniale wykończony i zdobiony maswerkami Norymberdzki Dom, który przed czterema wiekami przeniesiony został do Gdańska, a całkiem niedawno trafił do »rajskich ogrodów« pruskiego monarchy i wykorzystany jest jako część Domu Kawalerów”.

 

Skąd ta uroda

Dom na Pawiej Wyspie z gdańską fasadą, stan sprzed II wojny światowej
Dom na Pawiej Wyspie z gdańską fasadą, stan sprzed II wojny światowej
Fot. Zbiory własne MM

Ta kamieniczka, która w 1520 roku należała do rodziny Schlieffów, posiadała jedyną znaną w Gdańsku gotycką fasadę kamienną (z piaskowca), prawdziwe architektoniczne cacko. Wzniesiona na początku XVI stulecia na posesji przy dawnej ulicy Brotbankengasse, obecnej Chlebnickiej 14, w samym centrum miasta, wyróżniała się szczególną urodą. Za złotych, zygmuntowskich czasów ulicę Ław Chlebowych nazywano Złotą Ziemią. Swoje składy mieli tu liczni kupcy rozmaitych narodowości – Szwedzi, Anglicy i Francuzi. Było to związane z bliskością wewnętrznego portu i Długiego Pobrzeża. Prowadzono tu handel na wielką skalę, powstawały ogromne fortuny.

Z całą pewnością ludzie, których stać było na wzniesienie takiego domostwa, musieli opływać we wszelkie dostatki i odgrywali w życiu miasta niepoślednią rolę. Ich imiona, funkcje i tytuły pokrył kurz, pozostał dowód smaku, niezwykłe dzieło, świadczące jak najlepiej o jego fundatorach. Polecili wznieść sobie i potomnym piękną kamienice. Bogatą frontową ścianę podzielono na wysoką sień na dole, dwa piętra mieszkalne i trzy niskie pięterka na górze, przeznaczo­ne na pomieszczenia magazynowe. Jej późnogotycki szczyt, zakończony koronką blanek, nadawał jej rys szlachetny, pałacowy, podobnie okna, cała ściana drobnych, kolorowych szybek, na którą wpadało się wchodząc z ulicy Mariackiej w Grząską. Zachwycały finezyjne elementy dekoracyjne, zwane z niemiecka maswerkami, które nieznany architekt umieścił nad oknami jako dopełnienie pionowo biegnących linii.

W tej nadzwyczajnej lekkości, rodem z południowych krajów, rozpoznać już można było brzask nowej epoki – renesansu, który zawitał w te zimne strony ze znacznym opóźnieniem. Czym dla renesansu była w Gdańsku Złota Kamieniczka, tym dla gotyku dom z ulicy Ław Chlebowych 14. Był on zjawiskiem naprawdę szczególnym. Gotyckie fasady mieszczańskich domów cechowała skromność, ich zdobienia były powściągliwe, kamień stosowano rzadko. W budownictwie królowała ciężka, większa od swych następczyń, surowa czerwona cegła, tylko czasami pokrywano ściany cienką warstwą zaprawy wapiennej. Wyschnięty tynk malowano farbą, preferowano kolory: ciemnoszary, biały oraz czerwony. Niekiedy malowana dekoracja miała w pewnym stopniu imitować motywy architektoniczne. Bogactwo formy zarezerwowane było dla zamków możnych, a przede wszystkim dla Boga.

 

Wujek Joanny Schopenhauer

Pod koniec XVIII wieku gotycka kamienica z ulicy Chlebnickiej, nazywana niekiedy przez swych właścicieli „małym domkiem”, należała do wuja (od strony matki – Elżbiety) Joanny Trosiener, późniejszej pani Schopenhauer. Wuj Lehmann, który często odwiedzał swoją małą siostrzenicę – wszak mieszkała niedaleko, na ulicy Św. Ducha, w domu zwanym kamienicą „Pod żółwiem” – był, jak można przypuszczać, jednym z jej ulubieńców. W tamtych czasach jego ukochany dom niszczał w oczach. Słaba koniunktura gospodarcza porozbiorowego miasta nie pozwalała na zgromadzenie odpowiednich funduszy na renowację obiektu.

W swoich „Gdańskich wspomnieniach młodości” („Jugendleben und Wanderbilder”, przekład Tadeusza Kruszyńskiego), opisując rodzinne miasto, Joanna poświęciła domowi wuja znaczący fragment: „Niektóre szczyty domów sięgają swą budową prawie czasów krzyżackich, ale te chylą się obecnie do upadku i liczba ich stale maleje. Najpiękniejszy i najciekawszy z nich, który niegdyś należał do mego wuja Lehmanna i przez niego był zamieszkiwany, jak mnie słuchy dochodzą, został przed kilkoma laty z najwyższego rozkazu starannie rozebrany i przeniesiony na Wyspę Pawią obok Poczdamu. Jest to ze wszech miar zaszczytne przeznaczenie, ale obawiam się, że ani w części nie przedstawia się on tam tak korzystnie, jak w swoim dawnym, odpowiednim mu otoczeniu, przy ulicy Ław Chlebowych”. W ten sposób trafiamy na trop niezwykłej przygody, która stała się udziałem tej gdańskiej kamieniczki.

 

Domu wędrowanie

Na początku XIX wieku dom, będący dotąd chlubą miasta, był już w tak złym stanie, że jego kolejny właściciel, mistrz murarski Mateusz Gronau, obawiając się o własne zdrowie i życie podjął ostateczną decyzję o rozbiórce. Spotkało się to z dość powszechnym oburzeniem reszty gdańszczan. Koło miłośników sztuki pod wodzą miejskiego architekta, Carla Samuela Helda, napisało list protestacyjny. Próbowano na wszelkie sposoby przeciwdziałać nieszczęściu. Zrodziła się propozycja, aby odrestaurowanie zabytku pokryła z publicznej kasy Rada Miasta. 29 czerwca 1822 roku propozycję tę jednak odrzucono. Decyzję motywowano – a jakże by inaczej – złym stanem finansów. Zdeterminowani właściciele przystąpili do przygotowawczych prac rozbiórkowych i dopiero wówczas interweniował osobiście sam nadprezydent prowincji Heinrich von Schön. O zachowaniu kamienicy na miejscu nie było mowy.

25 września 1823 roku nadprezydent zwrócił się do króla pruskiego, Fryderyka Wilhelma III, który był zapamiętałym miłośnikiem gotyku, z propozycją odkupienia fasady. Pojawił się pomysł ustawienia jej na Pawiej Wyspie. Król w pełni zaaprobował propozycję nadprezydenta. Aby uzyskać możliwie najniższą cenę, nie ujawniono sprzedającemu nazwiska nabywcy i poprzez pośrednika zapłacono za nią 300 talarów.

Kamienną fasadę opisano, wykonano niezbędne szkice i pomiary, po czym kawałeczek po kawałeczku delikatnie rozebrano. Kosztowało to kolejnych dwieście talarów. Pojedynczych, ponumerowanych fragmentów było około trzystu. W następnym roku przetransportowano je dwiema barkami do Poczdamu na Pawią Wyspę. Prawdopodobnie wybrano trasę „rzeczną” – najpierw barki popłynęły Motławą, dalej Wisłą, Notecią, Odrą, rzekami i kanałami aż do Szprewy. Barki prowadzone przez kapitana Andreasa Buchholza z Genthin dotarły do celu w środku maja 1824 roku – po dwóch miesiącach podróży.

Pawia Wyspa, nazywana do niedawna jeszcze Króliczą Kępą, trzydzieści lat wcześniej – 12 listopada 1793 roku – rozkazem Fryderyka Wilhelma II została wyznaczona na miejsce wypoczynku pruskich władców. W wykreowanej rzeczywistości sztucznych ruin i idyllicznych ustroni zamierzali oni odpoczywać od życia dworskiego. Doświadczony ogrodnik, Piotr Józef Lenne (1789-1866), wykorzystując naturalne ukształtowanie terenu, stworzył duży park w angielskim stylu, pełen rzadkich drzew i ciekawych leśnych oraz polnych roślin. Zgodnie z wolą Fryderyka Wilhelma III sprowadzono tu liczne zwierzęta z całego świata, część z nich umieszczono w specjalnych pomieszczeniach, inne poruszały się po okolicy swobodnie.

Niestety, nie zamierzano odtworzyć gdańskiej kamienicy w pierwotnej formie. Zabytkowa fasada miała wedle propozycji króla zostać wkomponowana w centrum naturalnej sceny przed ścianą lasu – jako rodzaj dopełnienia krajobrazu. Wykonanie tego planu powierzono Karlowi Friedrichowi Schinkelowi (1781-1841) malarzowi i wybitnemu architektowi, który sprawował wówczas urząd tajnego nadradcy budownictwa. Był on jednym z prekursorów rodzącego się w XVIII wieku nowego stylu w architekturze, zwanego neogotykiem, który w niedalekiej przyszłości miał zostać uznany za wytwór ducha narodowego.

Schinkel należał do niezwykle twórczych osobowości swoich czasów, zwykł mawiać, że „sztuka sama w sobie jest religią”. Ozdabiał swoimi budowlami stolicę Prus, Berlin (Nowy Odwach – 1816-1818, Stare Muzeum – 1824-1828) i pobliskie miasta (Charlottenburg, Poczdam, Babelsberg). Fascynował go gotyk. W swoich projektach często łączył w budowlach świeckich motywy zapożyczone z dekoracji średniowiecznej i renesansowej.

Szczęśliwie, architektowi udało się odciągnąć króla od dziwacznego pomysłu i przekonać, że fasada mogłaby znaleźć lepsze zastosowanie przy zaplanowanej przebudowie tak zwanego Domu Kawalera – Kavalierhaus. Król bez żalu rozstał się ze swoim projektem i przystał na nową propozycję, a Schinkel z zainteresowaniem podjął się nietypowego zadania. Kamienną fasadę, w oparciu o wcześniej sporządzone plany, z pietyzmem odtworzono w 1825 roku, ale prace uzupełniające i wyposażeniowe trwały do roku 1827. Kavalierhaus składał się z trzech części. Z prawej strony znajdowała się wysoka, podobna do wieży budowla z gdańską fasadą jako ścianą frontową, po lewej, o jedną trzecią niższy budynek o podobnym charakterze, a pomiędzy nimi długie skrzydło łączące – sięgające połowy frontu z ulicy Chlebnickiej. Schinkel starał się, aby ten układ stanowił jednolita całość, odwołującą się do stylu późnego średniowiecza.

Po śmierci Fryderyka Wilhelma III Pawia Wyspa opustoszała, jego następca, Fryderyk Wilhelm IV, bywał tu rzadko. Dom Kawalera, urządzony dla króla, jego rodziny i specjalnych gości, pozostawał niezamieszkały. Większość zwierząt przeniesiono do utworzonego w 1844 roku berlińskiego ogrodu zoologicznego. Na wyspie pozostały jedynie pawie, od których wzięła ona swoją nazwę.

 

Po wojnie przy ulicy Chlebnickiej 14 wzniesiono kamieniczkę z dokładnie zrekonstruowaną fasadą sprzed 1824 roku
Po wojnie przy ulicy Chlebnickiej 14 wzniesiono kamieniczkę z dokładnie zrekonstruowaną fasadą sprzed 1824 roku
Fot. Sławomir Pultyn

Zamiast epilogu

Na miejscu domu, który odpłynął do Poczdamu, wkrótce wzniesiono niczym się nie wyróżniającą kamieniczkę w modnym wówczas stylu klasycystycznym. Los okazał się dla niej mało szczęśliwy. Niemal doszczętnie zniszczona w 1945 roku, nigdy nie została odbudowana. Możemy ją zobaczyć jedynie na starej fotografii. W czasie II wojny światowej Pawia Wyspa nie doznała większych uszkodzeń i gdańska fasada dotrwała szczęśliwie do naszych czasów. Podobno chronią ją przed złem cztery małe urocze lwiątka umieszczone na kamiennych odrzwiach.

Po wojnie zdecydowano, że na parceli przy ulicy Chlebnickiej l4 wzniesiona zostanie dokładna, według pomiarów przeprowadzonych na oryginale, kopia domu z Wyspy Pawiej. Tak też się stało. Dziś uroczą kamieniczką zachwycać się można jak dawniej i tylko szkoda, że tak niewielu gdańszczan, przechodząc obok, podnosi wzrok, aby dostrzec jej cudem odzyskane piękno.

 

Waldemar Borzestowski

 

Pierwodruk: „30 Dni” 1/2002

Historie gdańskie
Wypisy gdańskie
Rozmowy gdańskie
Biblioteka gdańskia