Rzecz o architekturze. Daniel Krajnik: Kartka z pamiętnika - lipiec

Mam nadzieję, że poniższe wpisy wiernie oddadzą moje doświadczenia z ostatniego roku. Choć nie byłbym w stanie opisać wszystkiego czego się dowiedziałem i co przeżyłem pracując w biurze architektonicznym za granicą oraz o pewnej, specyficznej gałęzi architektury parametrycznej, liczę, że lektura moich wpisów przybliży Wam co nieco możliwości studentów architektury w Wielkiej Brytanii.

A
A
Ostatnia aktualizacja: 20 czerwca 2017 r.

Naszą drużynę tworzyli świeży absolwenci programu prowadzonego przez Soomeen, wszyscy skierowani na jeden, specyficzny rodzaj architektury
Naszą drużynę tworzyli świeży absolwenci programu prowadzonego przez Soomeen, wszyscy skierowani na jeden, specyficzny rodzaj architektury
Fot. Daniel Krajnik

Zła wiadomość i poranna kawa

Kiedy obudziłem się po ciężkiej nocy, jak i poprzedzającym ją niewiele lżejszym dniu, nie miałem pojęcia, jak wiele miało się dzisiaj wydarzyć. Pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy przy jedzeniu poprawnego angielskiego śniadania (kolażu smażonych jajek, bekonu i tostów z masłem) to niefortunna wiadomość poprzedniego dnia potwierdzająca odrzucenie mojej aplikacji do firmy architektonicznej Populous. Już ją znałem. O decyzji architektów firmy powiadomił mnie zawczasu Ross – technik w Populous, który przeprowadzał ze mną egzamin z oprogramowania. „Czy to już oficjalna decyzja?” – napisałem skonsternowany mimo, że znałem dobrze odpowiedź. „Tak, wynik egzaminu był tylko częścią procesu, a ostateczna decyzja leży koniec końców w rękach architektów. Napiszą ci o tym sami za parę dni”. Tak więc parę minut później dostałem oficjalnego maila z odmową. Smak porannej kawy wydawał się mniej wyraźny tego poranka podobnie jak słowa architekta podczas interview.

Jak spędzasz czas wolny?

Wiodąca grupa architektury parametrycznej, była zaangażowana w promowanie sportu i stylu życia atletów. Sport był ich obsesją i wkrótce po przekroczeniu progu recepcji wszystko o tym mówiło. Ilość modeli architektonicznych: stadionów piłkarskich, rugby, pływackich wystawionych w salonie tego dnia przekraczała zapewne wystawę architektury w muzeum V&A. Rozmowy architektów zaparzających poranną herbatę oscylowały wokół wyników meczów piłkarskich i weekendowych wyjazdów na pole golfowe. Raz usłyszałem angielską wersję nazwiska “Lew-au-ndowski”. Może gdyby sport nie był jedną z tych rzeczy, od których ostatnie trzy lata studiów w szkole architektonicznej kompletnie mnie nie oddzieliły zareagowałbym z mniejszym niepokojem na pytanie o to, czym zajmuję się w wolnym czasie.

- Napisałeś, że uprawiasz żeglarstwo...

- Tak… nie do końca.

To znaczy, uprawiałem cztery lata temu, kiedy wakacyjne wyjazdy nie pociągały jeszcze za sobą zupełnego rozczarowania ze strony profesorów w szkole oraz uszczypliwych komentarzy pozostałych ambitnych studentów architektury. Poza tym praca w dziedzinie projektowania parametrycznego jest wyzwaniem samym w sobie. W końcu powstało - tak naprawdę - niewiele ponad dziesięć lat temu.

- Populous jest międzynarodową firmą z oddziałami między innymi w Ameryce i Chinach. Prowadziliśmy projekty budynków igrzysk olimpijskich ostatnich lat na całym świecie i szukamy kandydatów, którzy odpowiadają naszemu wizerunkowi. 

Staże przyszłych architektów

Zgodziłem się z tym, chociaż nie wiedziałem wtedy, co tak na prawdę to oznaczało. Nie zastanawiałem się nad tym też długo po odmowie, skoro był już prawie lipiec, czyli początek procesu przyjmowania nowych pracowników na staże wakacyjne, a dokładniej ofert pracy jako późniejsi asystenci w firmie do końca roku. W końcu każdy student architektury w Wielkiej Brytanii wie, że kto nie zdąży wykazać się podczas tego okresu wakacyjnego będzie mógł szukać później pracy „co najwyżej w Reading”. Co więcej, ten rok był dla nas szczególny, bo zaczynaliśmy tak zwaną „górną część kanapki” studiów w Cardiff, czyli pierwszy rok złączonych studiów magisterskich, podczas których zaczynaliśmy prace w Brytyjskich biurach architektonicznych. - Powodzenia w prowadzeniu szkolnego projektu w Reading. Może uda wam się złapać wifi na poczcie. - ostrzegał nas zaproszony przez uniwersytet szef londyńskiego oddziału firmy Foster + Partners podczas ceremonii zakończenia roku.

Tak, to prawda, im większa firma, tym łatwiej pracować nad szkolnym projektem. Kto ma największą bazę detali architektonicznych? Foster + Partners. Kto prowadzi najlepsze szkolenia z systemów architektonicznych? Grimshaw Architects. Kto ma największą kadrę nagrodzonych architektów? Skidmore, Owings & Merrill. Kto ma specjalny oddział programistów do budowy nowych projektów? Zaha Hadid Architects. Kto jest w najgorszej możliwej sytuacji na początku wakacji? To akurat będę ja, skoro nadzieja na kontynuowanie studiów w MIT lub na Uniwersytecie Cornella wygasła w momencie gdy dostałem rachunek na roczne czesne poprzedzony szczupłą ofertą stypendium. 

Kolekcja listów motywacyjnych

To dodawszy, do właśnie otrzymanej, odmowy z firmy Populous zaprowadziło mnie z powrotem do własnego biurka w szkolnym studio i otworzenia na nowo szafki z kolekcją listów motywacyjnych oraz adresami firm, które pozostawiłem sobie na taki właśnie wypadek. Zaczynając od A jak Architectural Association przepisałem cały alfabet w oknach mailowych, aż do wschodu Słońca. 

Choć smak kawy dalej nie sugerował zaparzenia we włoskim ekspresie, czy może bycia podmienionym na proste cappuccino, poczułem się nagle trochę bardziej obudzony. Otrzymałem właśnie odpowiedź od starszej architekt pracującej w słynnym biurze Zaha Hadid Architects. „Wspaniale, może jednak nie wszystko stracone. Czemu tylko dostałem odpowiedź od pracownika firmy, a nie od zespołu rekrutującego nowych asystentów?”

Nie chodziło wcale o rekrutację do tej słynnej firmy, a raczej do nowo założonego, małego zespołu architektów pod jej nazwiskiem.

- Brzmi to interesująco – zacząłem. - Ale szukam pracy w firmie, która zaznajomi mnie z procesami budowlanymi. Jestem pewien, że wasz zespół i projekt ma ogromny potencjał, jednak na kolejny rok szukam środowiska architektów.

- Przykro mi to słyszeć. – odpowiedziała. - Myślałam, że będziesz zainteresowany. Na swoim blogu udostępniłeś projekt Block42 oraz rozpisałeś się o nim dużo w aplikacji.

Pierwszy projekt konkursowy i pierwsze wyzwanie na wystawie za granicą
Pierwszy projekt konkursowy i pierwsze wyzwanie na wystawie za granicą
Fot. Daniel Krajnik

„Block42? Oczywiście.” – pomyślałem. W końcu ten projekt, był moim architektonicznym El Dorado, do którego próbowałem dojść przez serię wielu nieudanych prób i jeszcze częstszych błędów. Mowa o tygodniach pracy nad oprogramowaniem, różnymi rodzajami kodu i metodami projektowymi próbując odtworzyć użyte w nim techniki. Jednak nigdy nie znalazłem się nawet blisko osiągnięcia tego celu. Podobnie jak konkurs muzeum Guggenheima w Helsinkach dla każdego innego architekta, Block42 był dla mnie czymś zarówno inspirującym, nieosiągalnym, jaki i paradoksalnym. Wiedziałem, że nawet gdyby był rozpisany i tak nikt nigdy nie odważy się podjąć jego budowy.

- Ja byłam częścią drużyny, która stworzyła Block42. – powiedziała w krótki i wyraźny sposób. - Pomyślałam, że gdybyś zechciał dołączyć do reszty zespołu, choć nie znalazłbyś się w tak licznym środowisku jak firma Zaha Hadid, na pewno mogę nauczyć cię metod, które poznałam pracując tam oraz pokazać ci jak stworzyliśmy Block42. Pamiętam, że było w jej głosie coś, co sugerowało, że już zna moją kolejną odpowiedź.

- Czy w takim razie moglibyśmy przygotować umowę, na razie na krótki okres, na przykład miesiąca? – zapytałem. - Muszę przyznać, że zaaplikowałem również do innych miejsc, które mogą zaprosić mnie na rozmowę. Możliwe, że uniwersytet będzie również wymagał ode mnie pracy w bardziej „tradycyjnym” miejscu.

- Szkoły architektoniczne w Wielkiej Brytanii potrafią być bardzo konserwatywne nawet po dziś dzień i rozumiem to, w końcu sama prowadzę zajęcia na paru uniwersytetach w Londynie. - odpowiedziła. - Jeżeli będziesz musiał zmienić firmę z powodów szkoły zrób tak, ale w przeciwnym razie zapraszam do naszego zespołu. 

Wyjazd do Londynu

Po zaniesieniu reszty paczek z rzeczami w Cardiff na pocztę, oddaniu kluczy po raz ostatni właścicielowi mieszkania wsiadłem w kolej i pojechałem do Brytyjskiej stolicy, gdzie kolejnego dnia przywitała mnie Soomeen – moja nowa pracodawczyni. Przedstawiła mnie reszcie zespołu Danielowi, który pracował nad projektowaniem komputerowych modeli budynków, Aleksowi, który przygotowywał kod generujący formę budynku oraz Mayankowi, który testował metody produkcji w praktyce.

Biuro mieściło się niedaleko Chancery Lane, jeden przystanek czerwoną linią metra od dzielnicy Holborn, gdzie znajdywała się architektoniczna firma, w której pracowałem w poprzednie wakacje. Jak miałem się niedługo przekonać miasta takie jak Londyn potrafią wydać się zaskakująco małe. 

Od tego czasu pracowałem nad rozwinięciem projektu biura rozrysowując takie elementy jak podziemny parking, układ dróg i krajobraz oraz przygotowanie prezentacji do wysłania jej w odpowiednim terminie do Korei. Były to tysiące metrów wzdłuż i wszerz związanych przez układ warstw terenu przechodzących w prawie niezauważalny sposób w dziesięć, tak, dziesięć różnych muzeów, każde wielkości małego stadionu.

Daniel Krajnik
Daniel Krajnik
Fot. Daniel Krajnik

Daniel Krajnik